logo wsiiz main

POLECAMY

fot. Grzegorz Kosicki

Wywiady
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Wsłuchać się w partnera – wsłuchać się w drugiego człowieka. Takimi słowami można najprościej opisać technikę Meisnera, którą posługiwali się aktorzy Aqtorium. To oni 26 i 27 czerwca wystawiali etiudy teatralne promujące ich całoroczną pracę. Aleksandra Bałda oraz Daria Ciuł wystąpiły w jednej ze scen z „Tramwaju pożądania”. Była to etiuda opowiadająca o Blanche (wystąpiła Daria), która odwiedziła swoją siostrę Stellę (wystąpiła Aleksandra), aby m.in. podzielić się z nią swoimi problemami. Mateusz Ciurkot rozmawiał z jedną z aktorek – Darią Ciuł, która przybliżyła nam swoją przygodę w grupie.

Aqtorium 1

fot. Grzegorz Kosicki

MC: Skończyłaś ostatni pokaz swojej etiudy. Powiedz mi – jak się czułaś?

DC: Miałam wrażenie, że zaraz eksploduję! Bo był to 4 spektakl w ciągu dwóch dni i zmęczenie dosyć dawało mi się we znaki. Ogółem to jestem bardzo zadowolona, bo lubię naszą scenę, wręcz uwielbiam ją. Moja partnerka sceniczna – Ola, jest świetną towarzyszką, która odpowiadała mi na wszystko, czego doświadczałam w trakcie i przez to czułam ciągły kontakt z nią. Więc tak – z jednej strony jestem naprawdę strasznie zmęczona, ale z drugiej odczuwam sporą satysfakcję, ponieważ było to cudowne przeżycie i czuję wręcz takie ciepło w sobie.

MC: Oglądając wasze sceny, mogliśmy doświadczyć różnej energii płynącej od was. Ale jak to wszystko wyglądało z waszej perspektywy? Jak ty się odnalazłaś w swojej etiudzie?

DC: W ogóle sprawa z tą sceną jest dosyć śmieszna, ponieważ nasz instruktor – Kamil Dobrowolski, dobrał nas na zasadzie kontrastu. Ola jest osobą z natury bardzo gadatliwą, jednak w tej scenie miała do wypowiedzenia może 10 zdań. Tak więc – nie mogła wykrzyczeć mi w twarz wszystkiego, co czuła. Musiała wyrazić to za pomocą gestów, mimiki lub poprzez wykonywanie odpowiednich czynności w trakcie trwania sceny, np. podczas sprzątania mieszkania. Ja z kolei miałam sporo tekstu do powiedzenia na temat swoich problemów związanych ze śmiercią w rodzinie. Takie mówienie było dla mnie niekomfortowe, zwłaszcza, że początek tej przemowy nie był istotny dla wewnętrznych potrzeb mojej postaci. W efekcie mówiłam pierdoły, podczas gdy we mnie i wokół mnie tak wiele się działo, szczególnie w mojej partnerce scenicznej. Dlatego była to taka wielka praca dla nas – Ola musiała nauczyć się milczeć, ja natomiast musiałam się przełamać, aby mówić i wygrzebać nas z poczucia niezręczności i braku komfortu.

MC: A jak wyglądało twoje przygotowanie emocjonalne do tej sceny?

DC: Postać Blanche jest bardzo złożona. Ma za sobą wiele okropnych przeżyć, ale tutaj rodzi się pewna zabawna sprawa. Mojej bohaterce poumierała większość rodziny, więc na potrzeby mojego przygotowania emocjonalnego, musiałam w swoich wyobrażeniach „pouśmiercać” moich bliskich. I dlatego powstał taki żart wewnątrz naszego grona Aqtorium – że już nie mam nikogo do zabicia, aby wypełnić się do sceny. I naprawdę – każdego, kogo mogłam, to w swojej wyobraźni uśmierciłam. Oczywiście z osób żyjących. I na tym w głównej mierze opierało się moje przygotowanie do tej sceny – było to strasznie nieprzyjemne i drastyczne. Z kolei relacja z Olą (Stellą) była taka siostrzana, ale ze sporą ilością zawirowań. Te dwa aspekty były najważniejsze dla mojej postaci, chociaż były również inne rzeczy związane ze mną np. personalizacje dla niektórych osób występujących w monologu, chociażby dla postaci Małgorzaty, którą musiałam pogrzebać w tej wypowiedzi.

MC: W ciągu tych dwóch dni wystąpiłyście aż czterokrotnie. Czy któryś z tych występów wyjątkowo zapadł ci w pamięć?

DC: W zasadzie każdy z nich był zupełnie inny i wyjątkowy na swój sposób. Poniedziałkowy występ z 16:30 był najłatwiejszy w odbiorze dla widza. Natomiast na niedzielnej etiudzie z 19:00 najwięcej osób się śmiało, a do tego wszystko szło sprawnie i wyszło to w takiej najbardziej zwartej formie. Za to nasz pierwszy pokaz, z tego samego dnia, był najbardziej „gorzki”. Ja wręcz wyłam wtedy z bólu i rozpaczy. Warto zaznaczyć, że za każdym razem ten końcowy lament był kierowany czymś innym. Nie wiem, czy umiem wybrać ten jeden wyjątkowy. Każdy z nich lubię i jestem zadowolona z wszystkich naszych występów. Jestem za to pewna jednej rzeczy – na pewno chciałabym wystąpić jeszcze kilka razy. Można jeszcze sporo poeksperymentować z naszą etiudą, bo jest tam sporo przestrzeni na sprawdzenie innych rzeczy.

MC: Wyjaśnij nam bliżej – czym jest owa technika Meisnera, którą stosowałyście w pracy?

DC: Jest to metoda, którą stworzył Sanford Meisner. Był jednym z trzech uczniów Konstantina Stanisławskiego, słynnego reformatora teatru. Meisner oparł swoją technikę gry aktorskiej na wyobraźni. Polega to na tym, że układamy sobie wyobrażenia na podstawie wspomnień naszego bohatera. Nie wybieramy ich z własnego życia, tylko tworzymy pewną scenę. W tym celu wybieramy osobę z naszego otoczenia: kogoś, kto jest zdrowy, do kogo można wrócić i wiemy, że nic tej osobie nie będzie. W ten sposób tworzy się pewne zabezpieczenie, tzn. że jeśli wyobrażamy sobie scenę śmierci, to możemy utworzyć ją w swojej wyobraźni z pełnymi detalami. W ten sposób tworzy nam się mocny obraz, dzięki któremu nasza postać będzie bardziej autentyczna. Mimo wszystko – po zakończonej scenie możemy wrócić do osoby, na której budowaliśmy wyobrażenie, i możemy ją na powrót np. przytulić. Tak wygląda to w dużym skrócie.

MC: I jak ci się pracowało z tą techniką przez ten rok? Co takiego wyciągnęłaś z tej pracy?

DC: To jest bardzo ciężka praca, zwłaszcza na początku. Zaczynaliśmy od szeregu ćwiczeń, dzięki którym nauczyliśmy się słuchać partnera, ale nie tego co mówił, tylko jego emocji zawartych m.in. w oczach. Przy okazji uczyliśmy się również otwartości tak, aby pokazać swoje własne emocje. Kształtowaliśmy swoją wrażliwość oraz dokopywaliśmy się do wyobraźni, by wyzbyć się pewnych barier emocjonalnych, jakie nabywamy wraz z procesem dorastania a później starzenia.

MC: A jak u ciebie wyglądało to przekraczanie barier?

DC: To był długotrwały i ciężki proces. Są rzeczy, które odkrywamy w sobie po bardzo długim czasie nieustannych ćwiczeń – i nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakie uczucia w nas tkwią. Przykładowo: podczas powtórki ćwiczenia nieraz byłam pewna, że jestem w danym momencie najszczerszą wersją siebie, jaką tylko mogę być. Po czym wychodziło, że w moim zachowaniu nadal maskuję pewne swoje uczucia, co było dosyć ciekawe i odkrywcze. Okazuje się, że możemy się dowiedzieć wielu rzeczy takich dosyć behawiorystycznych na swój temat. W ten sposób odkrywamy mechanizmy, jakimi kieruje się nasze ciało i umysł oraz dowiadujemy się jak za pomocą reakcji i szczególnych zachowań maskujemy swoje prawdziwe uczucia. Przy tej okazji zgłębiamy nasze wewnętrzne lęki, które potem możemy zwalczyć – przez co w efekcie otwieramy się na innych. To w zasadzie uczy nie tylko aktorstwa, ale także rozwija nas jako ludzi. Ja na ten przykład bardzo zmieniłam się przez ostatni rok nauki w Aqtorium i bardzo to doceniam. W zasadzie to dosyć lubię tę nową wersję siebie i uszczęśliwia mnie to w moim codziennym życiu.

Aqtorium 2

fot. Władysław Cowma

MC: A wracając do początków – jak się tutaj znalazłaś?

DC: Widzisz – ja się interesuję dosyć mocno aktorstwem i bardzo chciałabym coś zrobić w tym kierunku w przyszłości. Szukałam różnych możliwości rozwoju w Rzeszowie. Byłam w wielu miejscach, aż wreszcie trafiłam tutaj i spędziłam cały intensywny rok pracy z ekipą nad techniką Meisnera.

MC: I jak oceniasz tę pracę z perspektywy czasu?

DC: Dobrze się bawiłam przez ten czas. Mieliśmy wiele pięknych momentów, do tego świetnie się zintegrowaliśmy ze sobą. Jak się okazało – osoby z zupełnie innych światów: w różnym wieku, z odmiennymi światopoglądami, nawet z odmiennym statusem zawodowym; mogą fantastycznie się zintegrować. Dawaliśmy z siebie tyle ciepła i uwagi. Do tego prowadzący – Kamil Dobrowolski i Ewa Mrówczyńska – podchodzili do nas tak mocno personalnie i z ogromnym wsparciem. To wszystko to była jedna wielka współpraca na zasadzie mocnego partnerstwa – zarówno na tle teatralnym, jak i prywatnym.

MC: Czyli fajnie tutaj było?

DC: Tak i to bardzo! Ciężko mi zaakceptować fakt, że obudzę się w kolejny poniedziałek i nie spędzę wtedy 5 godzin w Aqtorium. Będzie mi niezwykle brakowało tego miejsca, bo było tu wspaniale. Ale cóż – wkrótce rozpoczynam życie studenckie i już wdrażam się do tego powoli. Oprócz tego chcę dalej działać teatralnie.

MC: A to już masz jakieś plany na przyszłość w tym kierunku?

DC: Tak, zgadza się. Na razie chciałabym działać na własną rękę. Nie decyduję się na żadną inną szkołę teatralną, bo w końcu to bardzo duże przedsięwzięcie, które kosztuje ogromną ilość pracy, stresu, energii i emocji. Jak widać – to spore wyrzeczenie. Dlatego chcę dalej amatorsko działać, przynajmniej przez najbliższy rok. Otacza mnie mnóstwo osób, które tak jak ja kochają teatr. W nich odnajduję wsparcie i motywację do dalszej pracy. Pozwolę sobie na optymistyczne stwierdzenie, że czeka mnie fantastyczny czas w moim życiu.

MC: Działacie już nad czymś?

DC: Już 2 września i 3 września wystawiamy spektakl teatralny zatytułowany „Białe Noce”. Zagramy go czterokrotnie w ciągu tych dwóch dni. Gorąco wszystkich zapraszam!

MC: O tym wydarzeniu możecie już teraz przeczytać na naszym portalu. A wracając do tematu rozmowy jakimi słowami chciałabyś podsumować miniony rok swojej teatralnej przygody?

DC: Technika Meisnera to wspaniałe narzędzie nie tylko do nauki aktorstwa. Można w ten sposób podjąć się takiej autoterapii. Ekipa, z którą występowałam, składała się ze wspaniałych ludzi, tak otwartych i ciepłych. W efekcie – te wszystkie czynniki pomagają się otworzyć na drugą osobę. Jeśli ktoś chce rozwinąć się w tym kierunku to zdecydowanie polecam. Bo w końcu o to chodzi w aktorstwie – o wrażliwość i umiejętność wyobrażania sobie rzeczy, sytuacji, ludzi. My w Aqtorium tak właśnie działamy i pielęgnujemy nasze wewnętrzne oblicze.

Aqtorium 3

fot. Władysław Cowma

Herb Miasta Rzeszowa
Rzeszów - Stolica innowacji
Teatr Przedmieście
ALO Rzeszów
Klub IQ Logo
Koło Naukowe Fotografii WSIiZ - Logo
acropip Rzeszow
drugi wymiar logo
akademia 50plus