logo wsiiz main

POLECAMY

Wywiady
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Czy używanie feminatywów jest słuszne? Jaki wpływ na ekologię ma filozofia? Po co naukowcom stypendia? Czy nauka jest uzależniająca? W ramach kontynuacji cyklu „Kobiety w nauce” z wykładowczynią Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania oraz stypendystką Programu Fulbrigtha, dr Magdaleną Hoły-Łuczaj rozmawiała Sylwia Buksa.

Kiedy zdecydowała się Pani na powiązanie kariery z nauką?

W liceum. (śmiech)

Ojej, to bardzo wcześnie.

Tak, wcześnie, ale zawsze chciałam pracować naukowo. To było moje marzenie. Już na pierwszym roku studiów byłam zdecydowana, a na drugim ukazał się mój pierwszy artykuł naukowy, w całkiem niezłym – jak na tamte czasy – czasopiśmie z historii filozofii.

Studiowała Pani w Krakowie. Jak to się stało, że znalazła się Pani w Rzeszowie, na WSIiZie?

Studiowałam filozofię i filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Tam zrobiłam też doktorat. Później trzeba było rozejrzeć się za pracą. W Krakowie było, oczywiście, kilka możliwości, ale każda z nich miała też wady. Najważniejsze było to, że – ze względów logistycznych – chcieliśmy pracować z mężem w jednym miejscu. Było to bardzo trudne nawet w tak dużym mieście jak Kraków. Trafiliśmy w końcu na otwarty konkurs w Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania.

Rzeszów wydawał się wtedy dość egzotycznym wyborem. Jednak ta oferta miała dwie zalety. Po pierwsze, był to naprawdę otwarty konkurs, tj. taki w którym wybierany jest najlepszy kandydat lub najlepsza kandydatka. Na uczelniach publicznych często „konkurs” jest konkursem tylko z nazwy, ponieważ z góry wiadomo, kto go wygra, bez względu na to, czym mogą pochwalić się inni kandydaci. Po drugie, dość szybko spodobał nam się model organizacyjny WSIiZ – niewielkiej, ale bardzo prężnej i nowoczesnej uczelni, która – jeśli chodzi o dydaktykę – wychodzi naprzeciw trendom rynku pracy i stwarza możliwości rozwoju naukowego.

holy luczaj1

Kogo bardziej ciągnęło do Rzeszowa?

To była obopólna decyzja. Uznaliśmy, że warto spróbować, choć daliśmy sobie czas, żeby lepiej poznać uczelnię. Po mniej więcej dwóch latach dojazdów byliśmy już pewni, że pracuje nam się tu na tyle dobrze, że jesteśmy skłonni się przeprowadzić. Poza tym, byliśmy już trochę zmęczeni Krakowem – smogiem, ciągłymi korkami. Na początku faktycznie myśleliśmy o zamieszkaniu w Rzeszowie, ale tak naprawdę argumentem nie było samo miasto, a Kielnarowa i piękne widoki, które zachęciły nas do zamieszkania pod miastem.

Pani Profesor Agata Jurkowska-Gomułka w wywiadzie dla intro.media z 2018 roku stwierdziła, że nauka jest kobietą. Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania jest również rodzaju żeńskiego. W 2019 roku dużo mówiło się na temat sporu o feminatywy. W Polsce wciąż rzadziej używamy form żeńskich, takich jak doktorka, rektorka, jednak coraz więcej kobiet upomina się o to. Czy to wszystko może świadczyć o feminizacji nauki?

Myślę, że jest to po części związane z rosnącą świadomością ograniczeń, które kiedyś stawiano kobietom. Ważna jest także rosnąca liczba naukowczyń, ale przede wszystkim ich rosnące znaczenie w tym świecie. Jestem zwolenniczką używania żeńskich końcówek tzw. feminatywów, ponieważ pozwala się to tym zmianom ugruntować. Co jest ciekawe, u nas na uczelni, gdzie mamy Panią Rektor ds. nauki, mówienie o „rektorce” (aby było wiadomo, że nie chodzi o żadnego z naszych rektorów), jest już przyjęte, podczas gdy w instytucjach, w których nie ma kobiet na takich stanowiskach, forma żeńska wydaje się pewną aberracją. Na Podkarpaciu żyjemy w środowisku bynajmniej nie najbardziej postępowym, gdyby spojrzeć na mapę Polski, a jednak jest to już przyjęte. To tylko udowadnia, że kiedy kobiety pełnią pewne funkcje o taką zmianę, nawet na poziomie języka, jest dużo łatwiej.

W przypadku naszej uczelni Rektorką jest Prof. Agata Jurkowska-Gomułka, natomiast  w Wyższej Szkole Europejskiej tę funkcję pełni Prof. Anna Siewierska-Chmaj. Wciąż jednak kobiety na takich stanowiskach są wyjątkami...

Tak, bo stanowisko rektora to są właściwie szczyty władzy uniwersyteckiej. Uczelnie, na których kobiety są rektorkami, to zdecydowana mniejszość. Takie zjawisko wciąż uchodzi za awangardowe w naszym kraju.

Dr Olga Kurek-Ochmańska: Nauka dała mi możliwość weryfikacji rzeczywistości społecznej

Czy to może oznaczać, że kobietom jest trudniej w naukowym świecie?

Na pewno kobietom jest trudniej w świecie naukowym. Trzeba tylko rozróżnić dwie kwestie. Nie chodzi o samo prowadzenie badań, a raczej odnajdywanie się w rożnego typu gremiach, awansowaniu na drabinie, nie można powiedzieć administracyjnej, ale związanej z pełnieniem władzy. Myślę, że w tym drugim aspekcie, niestety ciągle jeszcze nam-kobietom ten szklany sufit wisi nad głowami.

A czy różnica płci wpływa jakoś na współpracę naukową? Czy kobiecie z kobietą łatwiej się pracuje?

Mówiąc szczerze nigdy tak o tym nie myślałam. (śmiech) Sama moja dyscyplina jest dość zmaskulinizowana. Mam więcej kolegów niż koleżanek po fachu. Jeśli współpracuję z filozofami, to zazwyczaj są to właśnie mężczyźni. Nie jest to jednak regułą.  Wiem, że są dziedziny nauki (np. socjologia), gdzie jest więcej kobiet i również tam nie ma problemu, jeśli chodzi o współpracę damsko-męską nad projektami. 

Czyli nie można jednoznacznie stwierdzić, kto jest lepszymi naukowcami?

Myślę, że trudno o taki typ generalizacji. Jeśli chodzi o naukę, wszystko zależy od osobistych talentów, ale też, a może przede wszystkim, samodyscypliny i ciężkiej pracy. Naprawdę ciężkiej. Praca akademicka to coś więcej niż zwykły zawód – to rodzaj powołania. Nie można tak po prostu zamknąć gabinetu o 16 czy 17 i zapomnieć o swoich obowiązkach do jutra. Konieczność ciągłego dokształcania się, poszerzania horyzontów, pisania artykułów, recenzowania prac i artykułów innych autorów, sprawia, że w tym zawodzie pracuje się często dużo dłużej – wieczorami, w weekendy, w tzw. dni wolne. Przynajmniej, jeżeli realnie myśli się o awansie zawodowym. Na szczęście, jeżeli ktoś naprawdę lubi tę pracę, nie będzie miał nic przeciwko temu, aby czasami zamiast mieć wieczór „dla siebie”, przeczytać ciekawy artykuł albo dopracować prezentację.

Dr Barbara Przywara: "Dziewczyny do nauki!"

Dlaczego to zazwyczaj kobiet pyta się o to, czy trudno pogodzić karierę naukową z życiem rodzinnym? Przecież mężczyźni też w nim uczestniczą.

Mnie też takie pytanie by irytowało. Myślę, że dzisiaj jeśli jakaś linia podziału mogłaby przebiegać, to powinna rozgraniczać naukowców-rodziców i naukowców, którzy rodzin nie mają, aniżeli matki i ojców. Przy szybko zmieniających się rolach społecznych, podział obowiązków domowych jest coraz sprawiedliwszy. Pytanie kobiet o godzenie życia rodzinnego z karierą to wyraz wciąż pokutujących stereotypów, oczekiwań, przesądów.

Czy uzyskanie tytułu doktorki dużo zmienia w życiu?

Zależy. W moim przypadku już na studiach doktoranckich, na Uniwersytecie Jagiellońskim, trzeba było bardzo intensywnie naukowo pracować, więc nie widzę szczególnie dużej różnicy w tempie pracy sprzed uzyskania stopnia doktora i po. 

Trzeba też wspomnieć o tym, że niedawno znalazła się Pani w gronie laureatów stypendium Fulbrighta. Grono to jest dość elitarne, bo liczy 21 osób, z czego 11 stanowią kobiety, natomiast Pani jest jedyną z Podkarpacia. Gratulacje! Co przyczyniło się do tego sukcesu? Jak wyglądała rywalizacja?

W przypadku tego stypendium nie ma bardzo dużej liczby kandydatów na jedno miejsce. Do dużej selekcji dochodzi już na początkowym etapie, bo żeby w ogóle złożyć wniosek, trzeba mieć na swoim koncie pewne osiągnięcia naukowe oraz listy polecające, najlepiej od naukowców z zagranicy. Dlatego konkurencja i rywalizacja są tutaj faktycznie ostre. Liczba kobiet wśród laureatów wynika po części z tego, że komisja już dawno wprowadziła busolę równościową w swojej polityce przyznawania stypendiów. Myślę, że w sytuacji posiadania bardzo zbliżonych osiągnięć naukowych preferowana jest właśnie kandydatka. Jest tak oczywiście, podkreślmy, przy zastrzeżeniu bardzo wyrównanego poziomu zgłoszeń. 

Dr Zofia Sawicka: Kobieta jest stworzona do nauki

W ramach tego stypendium czeka Panią wyjazd do USA. Czy na tym etapie można zdradzić, co będzie przedmiotem badań?

Tak, bo zgłaszając się do konkursu o stypendium trzeba przedstawić swoje plany badawcze. W Stanach będę zajmować się etyką środowiskową, czyli filozoficzną podbudową dla działań ekologicznych. Chcę pokazać, że jeśli myślimy o naszych przedmiotach użytkowych, które towarzyszą nam na co dzień, wyłącznie jako o zagrożeniach dla przyrody, to nie jesteśmy w stanie być wobec nich pozytywnie nastawieni, troszczyć się o nie. To zaś wcale nie sprzyja zmniejszaniu konsumpcji i jej negatywnych efektów środowiskowych, wręcz przeciwnie.

To temat bardzo aktualny. Na stronie internetowej poświęconej programowi znalazłam informację, że jest możliwość nauczania, prowadzenia wykładów podczas wyjazdu...

Owszem, ale teraz ten obowiązek zniesiono i istnieje opcja wyjazdu na to stypendium bez uczestniczenia w procesie dydaktycznym na tamtejszej uczelni. Można skupić się wyłącznie na uprawianiu nauki.

holy luczaj2

Czy tak będzie w Pani przypadku?

Zdecydowanie tak. Nie będę tam prowadziła regularnych zajęć dla studentów, tylko realizowała przede wszystkim projekt badawczy. Oznacza to jednak, że będę wygłaszać wykłady dla kadry akademickiej tamtejszego Wydziału Filozofii, w tym doktorantów i wyróżniających się studentów. To szczególne wyróżnienie, ponieważ mówimy o najstarszej publicznej uczelni w całych Stanach Zjednoczonych.

Czy to świadczy o tym, że woli Pani prowadzić badania niż uczyć?

(śmiech) To nie tak! Ja bardzo lubię uczyć, ale cieszę się, że przez 9 miesięcy będę mogła skupić się na pracy naukowej, co na pewno przybliży mnie do sfinalizowania procesu habilitacyjnego. A potem wracam do codziennego rytmu, gdy długie godziny pracy naukowej przeplatane są spotkaniami ze studentami. Ten model jest dla mnie optymalny.

Wyjazd za granicę, w Pani przypadku do Stanów Zjednoczonych, wiąże się z lepszymi perspektywami dla naukowca niż pobyt w Polsce?

Obecnie mobilność naukowa jest oczekiwana na całym świecie. W przypadku programu Fulbrighta nie wyjeżdża się na zawsze. To stypendium to rodzaj wymiany naukowej. Działa to tak, że 21 Polaków wyjeżdża do Stanów, a iluś Amerykanów przyjeżdża do nas. Na takiej samej zasadzie odbywa się to w wielu innych krajach. Uważam, że zmiana środowiska naukowego to zawsze jakieś nowe bodźce, inspiracje. Na pewno warto też zobaczyć, jak wygląda uprawianie nauki w Stanach, gdzie jest ona dobrze dofinansowana i gdzie faktycznie perspektywy są nieco inne.

NOWY MAGAZYN - KOBIETY W NAUCE

Nie jest to Pani pierwsze stypendium. Czy nauka jest poniekąd uzależniająca? Każde osiągnięcie popycha naukowca do dalszej pracy i sprawia, że chce więcej i więcej?

Mówiąc szczerze, nigdy tak o tym nie myślałam, ale może rzeczywiście jest coś uzależniającego w tym gonieniu za kolejnymi stypendiami, badaniami, tytułami. Nie oszukujmy się, środowisko naukowe jest środowiskiem dość próżnym – to taki konkurs, może nie piękności, ale tego kto okaże się najzdolniejszy, najmądrzejszy... Wracając zatem do Pani pytania – rzeczywiście coś w tym takiego jest. Poza tym, będąc na juniorskim stypendium Fulbrighta, zobaczyłam, że naprawdę warto pojechać. Taki wyjazd pozwala istotnie poprawić warsztat naukowy. Teraz, na etapie przed habilitacją, pomyślałam, że dobrze będzie, jeśli znowu pojadę do Stanów.

To trochę jak inspiracja dla artysty.

Tak, zdecydowanie. To nowe konteksty, tematy badań do odkrycia. Coś, co u nas jest jeszcze nieobecne, tam właśnie zaczyna powoli już „pączkować”. Dobrze jest to zobaczyć „in statu nascendi”.

Pani dzieci nie stoją jeszcze przed wyborem kariery, ale gdyby w przyszłości chciały związać swoje życie z nauką, zachęcałaby je Pani czy raczej odradzała wybór takiej ścieżki?

Rzeczywiście, nasze dzieci są jeszcze za małe. Moim zdaniem nie należy nikogo zachęcać do kariery akademickiej. Myślę, że to jest na tyle specyficzny zawód, że trzeba wykazać się własną wolą i inicjatywą, żeby później nie było rozczarowań. Kariera naukowa wiąże się z silną presją psychologiczną, więc tu powinny znaleźć się osoby, które zdecydowały się na to same z siebie, nie z przypadku lub pod wpływem nacisków innych.

Myślę, że to poniekąd odpowiedź na moje kolejne pytanie, ale mimo wszystko je zadam. Co powiedziałaby Pani kobietom, które dopiero zastanawiają się nad rozpoczęciem kariery naukowej?

Powiedziałabym, że jeśli się wahają, to chyba lepiej nie. W dzisiejszych czasach można realizować się kreatywnie na tylu innych polach, że ten… Nie powiem wyścig szczurów, ale na pewno bardzo zacięta rywalizacja i konkretnie wytyczone cele, które wcale nie są aż tak łatwe do osiągnięcia, sprawiają, że trzeba się wykazywać pewnymi bardzo specyficznymi cechami osobowości. Jest takie słowo w języku angielskim – resilience. Trudno się je tłumaczy, ale zasadniczo oznacza ono odporność, łatwość adaptacji do nowych warunków, elastyczność. Na pewno są to ważne i potrzebne cechy w tym zawodzie. Ponadto zdolność do samomotywacji i samodyscyplinowania się. No i prawdziwa pasja, dla której jest się gotową lub gotowym poświęcić jakieś inne aspekty życia. Nie każdy ma te cechy w komplecie, więc może rzeczywiście kariera akademicka nie jest dla każdego. Trzeba to czuć, być zdecydowanym, wiedzieć jakie koszty psychiczne niesie ze sobą taki typ pracy i dopiero wtedy podejmować decyzję.

 

Zdjęcia: Sebastian Bała

Herb Miasta Rzeszowa
Rzeszów - Stolica innowacji
Teatr Przedmieście
ALO Rzeszów
Klub IQ Logo
Koło Naukowe Fotografii WSIiZ - Logo
acropip Rzeszow
drugi wymiar logo
akademia 50plus