logo wsiiz main

POLECAMY

Paulina Wodzień

Artykuły
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Ladies and gemnelmen! Witamy na deskach największego teatru historycznych sił zbrojnych… w historii! Witamy na deskach teatru „W pogoni za historią – II wojna światowa”. Jeśli fascynują was wielkie powietrzne starcia, wybuchy, ratujący się piloci na spadochronach – to dobrze trafiliście! Gdyż ten spektakl został przygotowany z myślą o was! Co prawda żadnych starć nie uświadczymy, wybuchów nie będzie, a spadochronów zabrakło, więc nie ma się kto ratować… Ale! Atrakcji i tak nie zabraknie! O wszystkim opowie nam wspaniały prowadzący – Mateusz Ciurkot! Spektakl powstał w reżyserii premiera Wielkiej Brytanii: Winstona Churchilla oraz Adolf Hitlera, kanclerza III Rzeszy, któremu to asystował Hermann Göring. Zapraszam!

 

Zanim wszyscy zasiądą na miejscach… parę słów o tak zwanym „uzbrojeniu” brytyjskim

W opinii wielu historyków nasza kawaleria, która toczyła walki z Niemcami podczas wojny obronnej z 1939 r., była już przeżytkiem minionej epoki. Chociaż jednostki te były dobrze wyszkolone oraz dysponowały rzadką, ale jednak bronią przeciwpancerną (np. karabin przeciwpancerny wz.35). Uzbrojenie jednostek lądowych w Wielkiej Brytanii nie było wcale bardziej zaawansowane. Moździerze i działka przeciwpancerne były zrobione z… rur kanalizacyjnych poskręcanych śrubami. Niektóre z konstrukcji były nad wyraz pomysłowe. Toczono je bokiem na kołach, a na miejscu przywracano je do pionu. Do najbardziej zaawansowanych, a zarazem najrzadszych sprzętów należał przerobiony niemiecki miotacz min z 1916 r.

Od maja 1940 r. minister wojny zarządził tworzenie lokalnych oddziałów obrony zwanych „Home Guard”. Ludzie zaciągali się do tych jednostek wraz ze sprzętem własnym, jaki mieli pod ręką. Strzelby myśliwskie, piki, a nawet szable stanowiły regularne uzbrojenie zaraz obok wyżej wspomnianych pomysłowych konstrukcji. Taki stan rekrutacji powodował, że jednostki te były bardzo kiepsko przeszkolone. Dodatkowo podejmowano stosunkowo niekonwencjonalne działania. Dla przykładu: rozlewano na wodach kanału La Manche ropę naftową. Plamy te z kolei podpalano, co miało najprawdopodobniej utrudnić widoczność lub zwieść przeciwnika w pole, jednak nijak wpływało to na działania wroga. Ale to nie tego typu jednostek obawiała się III Rzesza.

Diamentem w koronie Wielkiej Brytanii była marynarka, którą ten wyspiarski kraj rozwijał od najdawniejszych epok. Hitler wiedział, że to ją musi rozgromić w pierwszej kolejności. Dlatego zostawił wolne pole do działania jednemu ze swoich najbardziej zaufanych ludzi – Hermannowi Göringowi, dowódcy lotnictwa niemieckiego Luftwaffe. Göring podjął decyzję, aby w ataku wzięły udział wyłącznie jednostki powietrzne. Niestety siły powietrzne Niemiec hitlerowskich nie były na to gotowe. Jeszcze przed wszczęciem II wojny światowej, dowódca Luftwaffe zarządził wstrzymanie prac nad ciężkimi bombowcami dalekiego zasięgu. Całą uwagę skupiono na masowej produkcji myśliwców. Göring argumentował to słowami „Hitler mnie nie pyta jakie mamy samoloty, Hitler mnie pyta ile ich mamy”. Jeszcze nie wiedział ile go będzie ten błąd kosztował.

Czas rozpocząć przedstawianie! Akt I: „Pierwsza faza bitwy o Anglię i kilka brytyjskich niespodzianek”

10 lipca 1940 r. rozpoczęła się ofensywa na Wielką Brytanię. Luftwaffe podjęło działania prowokacyjne. Atakowano konwoje, aby zmusić brytyjskie siły powietrzne RAF do wysłania swoich samolotów. Liczono, że w konfrontacji w powietrzu angielskie myśliwce zostaną zmiażdżone. Rzesza doskonale wiedziała, że dominacja w powietrzu przynosi wielkie rezultaty. W efekcie spokojnie mogliby zrealizować ostateczny cel – eksterminacje Royal Navy, marynarki Wielkiej Brytanii. Na jeden brytyjski samolot przypadały trzy niemieckie. Szanse więc były nierówne, chociaż osiągi myśliwców obu stron były porównywalne. Brytyjski Spitfire był szybszy, z kolei niemiecki Messerschmitt 109 bardziej zwrotny, dlatego Anglicy postanowili zdobyć przewagę, stawiając na rozeznanie w terenie.

Wykorzystali nowoczesny, jak na tamte czasy, radar. Był on w stanie szybko określić położenie wroga z odległości nawet 193 km. Dawało to naprawdę ogromną przewagę. Zmieniono dzięki temu starą taktykę z lat trzydziestych, wedle której samoloty pełniły godzinne patrole w oczekiwaniu na przybycie wroga. Nowy system radarów zapewniał dowodzeniu pełny obraz sytuacji. Mogli określić aktualne miejsca bitew, wybadać manewry wroga, a także kontrolować ilość dostępnych jednostek i dysponować nimi w swobodny sposób. Tego typu organizacja pozwalała na tworzenie szybkich odpowiedzi na ruchy wroga. Efekt był następujący: Luftwaffe straciło 450 samolotów już w pierwszej fazie bitwy o Anglię. Były to trzykrotnie większe straty niż u anglików.

Czemu więc nie zaatakowano radarów? W końcu oślepiłoby to Brytyjczyków i przysporzyło wielu problemów z organizacją sił. Odpowiedzi kryją się w pamiętnikach pilotów niemieckich. Zawsze ich zastanawiało – skąd nagle pojawiają się angielskie myśliwce? Tłumaczono to na wiele sposobów: być może dobra pogoda zapewniała lepszą widoczność z lądu. Być może korona brytyjska zorganizowała sobie fantastyczną siatkę szpiegowską, która natychmiastowo informuje o planowanych ruchach niemieckich lotników. Wymówek było wiele, jednak nikomu nawet do głowy nie przychodziło, że ich pozycje mogą być wyświetlane na jakimś ekranie. Nawet kiedy odkryto prawdę to zignorowano całkowicie angielskie radary. Mimo to Brytyjczycy byli gotowi na ewentualne ataki. W pobliżu rozstawiono zapasowe drewniane konstrukcje, które miały zostać natychmiast złożone w chwili zniszczenia celu. Ponadto pod koszarami zlokalizowane były bunkry z zdublowaną aparaturą radiową.

Akt II: „Faza druga, trzecia, czwarta i… kilka nieprzemyślanych decyzji”

W dniu 19 sierpnia bitwa o Anglię wkroczyła w punkt krytyczny. Dowództwo Luftwaffe zmieniło strategię. Wydano rozkaz zbombardowania lotnisk i zakładów przemysłu lotniczego. Rozpoczęła się druga faza bitwy. Anglicy tracili kolejne pasy startowe i części zamienne. Tylko cud mógł ich już uratować. Naloty Luftwaffe były kierowane przy pomocy promieni radiowych. Brytyjczycy byli w stanie je zakłócać. Wynikiem jednej z takich akcji było przypadkowe zbombardowanie Londyńskiej dzielnicy. Nie ucierpiało wiele osób, nie mniej premier Wielkiej Brytanii, Winston Churchill zlecił RAF dokonanie odwetu. Wysłano na Berlin 81 bombowców. W ten o to sposób rząd brytyjski rzucił rękawicę III Rzeszy. Wyzwanie oczywiście zostało przyjęte, w związku z czym Göring zmienił strategię i skierował bombowce na angielskie miasta. Decyzja ta odmieniła losy wojny.

Bitwa o Anglię wkroczyła w fazę trzecią. Liczono, że ataki na ludność cywilną zmuszą koronę Brytyjską do podjęcia pertraktacji pokojowych (dogodnych dla Rzeszy rzecz jasna). Wbrew pozorom była to sytuacja niezwykle korzystna dla rządu brytyjskiego. Dzięki temu przemysł zbrojeniowy mógł szybko nadrobić straty. Najprawdopodobniej decyzja ta przeważyła o losach konfliktu, gdyż nie wiadomo czy lotnictwo wytrzymałoby po odniesieniu tak ogromnych strat. W okolicach 6 października wojna weszła w ostatnią fazę czwartą. Dowództwo Luftwaffe, nie osiągnąwszy pierwotnych celów, znów zmieniło strategię. Zdecydowano się w głównej mierze na ataki pod osłoną nocy. W tych godzinach niebo patrolowały starej daty samoloty angielskie. Dodatkowo nadciągała jesień, co pogarszało znacząco warunki atmosferyczne na wyspach. Zmniejszono przez to ilość samolotów biorących udział w nalotach. Bywały nawet sytuacje, w których wysyłano pojedynczy myśliwiec do akcji. Zdecydowano się również na loty niskim pułapem, co zapobiegało w pewnym stopniu wykryciu przez nieprzyjacielski radar. Niemcy coraz bardziej traciły przewagę. Zbliżał się kres bitwy o Anglię.

Akt III: „Czyli o tym, jak Polak pracuje u Anglika”

Polacy również mieli swój udział w bitwie o Anglię. Zostały na tę potrzebę stworzone dywizjony lotnictwa myśliwskiego Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii. Swoje działania rozpoczęli dopiero w drugiej fazie wojny. Jednym z pierwszych w akcji był 302. Dywizjon Myśliwski „Poznański”. Inną, a zarazem najbardziej znaną jednostką, jest 303 Dywizjon Myśliwski Warszawski im. Tadeusza Kościuszki. Co ciekawe, swoje pierwsze zwycięstwo odnieśli jeszcze przed oficjalnym uzyskaniem gotowości bojowej. Wsławił się wtedy Ludwik Paszkiewicz, który odłączył się od współtowarzyszy, podczas lotu treningowego i zestrzelił przy tej okazji napotkany niemiecki myśliwiec. Sytuacja miała miejsce 30 sierpnia. Był to jeden z najlepszych dywizjonów lotniczych, walczących podczas II wojny światowej. Podczas bitwy o Anglię potwierdzono u nich 126 zestrzeleń, jednak istnieją obiekcje, wedle których wynik zawyżono. Jest to całkiem prawdopodobne, gdyż często dane te podwyższano (co ciekawe, łączna suma wszystkich zestrzeleń przekroczyła liczbę rzeczywistych strat wroga i to półtorakrotnie). Nie mniej Dywizjon 303 niepodważenie stoi na czele wszystkich lotniczych dywizjonów alianckich.

Dodatkowo piloci tego dywizjonu są głównymi bohaterami książki Arkadego Fiedlera. Ten wielki polski prozaik, reportażysta, podróżnik, a nawet porucznik Wojska Polskiego, miał zaszczyt osobiście poznać członków tego legendarnego dywizjonu. Musiał zakończyć on w pośpiechu swoją podróż na Tahiti. Wrócił na kontynent europejski, aby wesprzeć swoich rodaków w walce. Natrafił na nich akurat w momencie, kiedy rozgrywały się najbardziej kluczowe walki. Samą książkę pisał pod koniec bitwy o Anglię i na krótko po niej. Początkowo powstało tylko 30 wydań, gdyż Polska była pod zaborami. Mimo to utwór niezwykle podnosił morale uciemiężonej ludności. Teraz możemy cieszyć się wolnością i mamy dostęp do wszelakich dóbr kultury bez żadnych ograniczeń. Zwłaszcza, że ta wybitna powieść doczekała się podwójnej ekranizacji. Do dyspozycji mamy polską wersję – „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”, jak i polsko-brytyjską koprodukcję pt. „303. Bitwa o Anglię”.

Nadeszła pora na Epilog: „Czyli jaki nastąpił wynik tej powietrznej zadymy?”

Chociaż za oficjalne zakończenie wojny uważa się dzień 31 października, kiedy to Niemcy ostatni raz podjęli się bombardowania Londynu, to walki prowadzono nadal. Były one jednak sporadyczne i brały w nich udział niewielkie jednostki. Ciekawostką jest to, że taki obrót spraw został przewidziany już w sierpniu 1938 r. Co więcej, zostało to ogłoszone przez niemieckich strategów w raporcie dla Adolfa Hitlera. Stwierdzili oni, że absolutnym warunkiem zwycięstwa jest zniszczenie portów w zachodniej i zachodnio-południowej części kraju. Te były jednak poza zasięgiem niemieckiego lotnictwa. Ataki skierowane na zakłady przemysłu lotniczego oraz na bazy lotnicze nie mogły przynieść oczekiwanych rezultatów, a z kolei ataki terrorystyczne na miasta były bezcelowe. Ponadto podkreślano istotę kooperacji sił powietrznych i lądowych, podczas inwazji na Królestwo Brytyjskie.

Co ciekawe, Göring znał te raporty, jednak zignorował je celowo. Wiedział, że Hitler nie wyda zgody na przerzucenie jednostek lądowych na wyspy. Jednocześnie sam ślepo wierzył idei, która głosiła, że siły powietrzne są w stanie samodzielnie toczyć i wygrywać wojny. Jakby tego było mało – był to pierwszy konflikt w całej kampanii II wojny światowej, przy którym Hitler nie współpracował. Niezależnie czy mówimy o ofensywie na Polskę, Belgię, Holandię czy Francję, za każdym razem kanclerz Rzeszy chciał mieć dostęp do wszystkich planów strategicznych, a nawet tworzył własne, czy nakładał poprawki na istniejące plany swoich generałów. Po tych wydarzeniach wraz z majem 1941 r. III Rzesza całkowicie zaprzestała swoich ataków na Anglię. Odwrócili wtedy całkowicie kierunek działań i powędrowali na przeciw swojego dotychczasowego sojusznika – ZSRR. O tym, jak przebiegła wojenna ekspansja na terenach zmarzniętej Rosji dowiemy się już w kolejnych artykułach z cyklu „W pogoni za historią – II wojna światowa”. Do zobaczenia w przeszłości!

PerTutti - Logo
Helios - Logo
Mediatory - Logo
Miasto Rzeszów - Logo
Spotkania z podróżami - Logo
Rzeszów - Herb