Artykuły
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Na samą myśl o pisaniu czegokolwiek czasami człowieka odrzuca od ekranu. Zwłaszcza, gdy napisał kilka godzin temu parę zdań i teraz, po obudzeniu się, nie chce mu się rozpoczętej pracy kontynuować. Nie ma tu znaczenia, czy temat został narzucony, czy też powstał w trakcie nocnej bezsenności - pisanie, w tym momencie, to męczarnia.

Pracę może, ale nie musi, ułatwić laptop, bo nie trzeba siedzieć wyprostowanym jak kłoda, słuchając zaleceń ortopedy. Można się położyć, wziąć ze sobą wirtualny papier i zacząć wylewać na niego to, co kłębi się pomiędzy myślą o zalaniu yerby i zrobieniem śniadania, a presją czasu. Czas to pojęcie względne, ale nie w momencie, kiedy deadline minął dwa dni temu i ze strachu wyłączyłeś telefon i wylogowałeś się ze wszystkich możliwych portali społecznościowych. Ucieczka, jak dziecko. Znowu jesteś nieasertywny. Może o tym dzisiaj napiszesz? Nie, nie możesz - masz niedokończone teksty i dokładasz sobie pomysły na kolejne? Jesteś głupi, czy głupi?

Worda nie każdy ma, więc można posiłkować się zamiennikami. Te z kolei często bywają równe bądź lepsze oryginałom, choć sprzedawcy tonerów do drukarek z pewnością nie zgodzą się z tą tezą. Zatem ten zamiennik, bo na oryginał, biedny studencie, cię nie stać, otwierasz i widzisz puste pole. Nie łyse - puste. Tam, gdzie to kretowisko, banku nie postawisz. Co najwyżej kilkaset słów, których i tak nikt nie przeczyta, bo kogo obchodzi to, co ty masz do przekazania światu i jak wiele wysiłku kosztowało cię stworzenie leadu, nie mówiąc już o czymś takim jak sens wypowiedzi. Z sensem to pisał Kapuściński, choć nie zawsze zgodnie z rzeczywistością, a nie ty, młody człowieku. ty, to co najwyżej popisujesz - się, bądź sobie - wedle uznania. No i widzisz, znowu odszedłeś od meritum! Masz konkretnie postawiony temat, a krążysz, jak to powiedział Szpakowski, "jak elektron wokół jądra Zbyszka Bońka".

W tak zwanym "międzyczasie" zdążyłeś policzyć wersy, czy aby ich liczba równa jest tej tworzącej poprzednie dwa akapity, no bo po co wrócić do tematu. Z racji tego, że z matematyki byłeś, jak w całym swym istnieniu - słaby, wyszło ci po równo. Jedenaście i dziesięć są dla ciebie liczbami równymi sobie i nie przychodzi ci do głowy sprawdzenie tego fenomenalnego matematycznego odkrycia w Internecie. Masz rację, po co. Lepiej trzymać nowe teorie dla siebie, nie ma co męczyć maturzystów na mniej niż sto dni przed, jak im się wmawia, najważniejszym egzaminem w ich życiu. W końcu sam ją posiadasz, co oznacza, że może ją posiąść byle miernota intelektualna. Nie wracasz, co dziwnym nie jest, do tematu, tylko zamykasz klapę laptopa. Czas na śniadanie - trzeba pobudzić mózg do wytężonej pracy. Poza tym, myśli zaburza ci burczenie w brzuchu. To już drugi, mocny argument. Przeważający.

Zjadłeś. Kładziesz się. Otwierasz swój obiekt zdenerwowania ponownie. To dziwne, że tekst nie trzyma się kupy. Przecież zawsze pisałeś z sensem. No, przynajmniej tak mówiła ci dziewczyna, zanim cię rzuciła. Potem już mówiła, że bez sensu, i żebyś się nie produkował, bo Sebastian o nią dba i w ostatnim tygodniu uderzył ją już tylko dwa razy. Kompletnie nie wiesz, dlaczego ci się to teraz przypomniało, skoro nadal nie dokończyłeś rozpoczętych tekstów. Może dlatego, że szukasz natchnienia? Tej muzy, która pomoże ci stworzyć coś sensownego? Ale co z niej za muza. Wredna małpa! To dlatego ci nie idzie. Zamiast muzy stawiasz na muzykę. Masz nadzieję, że pomoże ci się skupić na tym, co teraz najważniejsze. Ale skądże znowu. Ta piosenka jest za dobra, trzeba ją w myślach nucić i podśpiewywać wespół z wokalistą. No bo przecież nigdzie ci się nie śpieszy, prawda?

Ni stąd, ni zowąd z godziny dziewiątej zrobiła się czternasta. Szukasz w myślach tych trzech tysięcy minut życia, które zabrało ci jedzenie, śpiewanie i oglądanie, jak mawia Tomasz Hajto, "jutube". Na tym "jutube" widziałeś jak bardzo mądry Pan postanawia skoczyć z dachu do basenu. Gdy Święty Piotr na bramie spyta, jak przeżyłeś swoje życie, puścisz mu człowieka lądującego "na bombę" w ogrodowym akwenie, wprawiającego tym w zachwyt rodzinę i sąsiadów. I patrz - myślisz o życiu wiecznym, a doczesne masz w nosie. W sumie to i racja - nie piszesz tekstów, wydawca cię zabiję - to dobry czas, aby zrobić rachunek sumienia i pomyśleć o tym jak wiele punktów nabijesz w klasyfikacji grzeszników na sądzie ostatecznym. Filozoficzne rozważania na temat ludzkiej egzystencji przerywa głód. Można to uznać za znak - doczesność odciąga cię od wieczności. Zgrzeszysz obżarstwem.

Z pełnym żołądkiem nie da się pracować. Telewizja, radio, książka - to jest lepszy pomysł niż produkowanie się dla czyjejś przyjemności. Jak prostytutka - sprzedajesz się za byle jaki pieniądz i byle jaką przyjemność. I tak nikt teraz w Polsce po tekst pisany nie sięga, no bo po co? Pora włączyć telefon i wygarnąć, co tak na prawdę myślisz o wydawcy i współpracownikach. Pora stać się asertywnym, odważnym, męskim! Męskość w dresach - cóż za absurd. Jednocześnie oglądasz, słuchasz i czytasz wytwory prostytucji i sprawia ci to przyjemność. Gdzie tu sens? Gdzie tu logika? To system wchłoną ciebie, czy ty wchłonąłeś system? Po chwili namysłu postanawiasz wrócić do pisania, telefon ponownie wyłączasz, a wyzwiska, które miałeś skierować do pewnych osób, zostawiasz dla siebie. Znowu nie jesteś asertywny.

I znowu piszesz dziewięć wersów zamiast dziesięciu. Ale spójrz, jest postęp - coś napisałeś. Nie możesz stwierdzić, czy ma to jakiś głębszy, ukryty sens, ale liczysz na mądrość i rezolutność czytelnika. To on, we własnej ocenie stwierdzi, czy wie, co autor miał na myśli. Bo autor orientuje się, że za oknem jest już ciemno, dochodzi dwudziesta i ogólnie jakoś tak spać mu się chce. Czyta to, co popełnił i widzi, że opisał z czym zmaga się za każdym razem. Ból tworzenia niekoniecznie jest aktualnie fizyczny - ból tworzenia to składowa bólu istnienia i myślenia. Jeśli obie męczą, to pisanie też jest męczące. Rzadko zdarza się, że stworzenie logicznego wywodu jest lekkie, łatwe i przyjemne, choć trzeba przyznać, że czasem i tak się dzieje. Sztuką jest, aby tekst wyglądał na napisany z polotem, w mniej niż pół godzinki. tylko autor wie, ile go to kosztowało. Czasu, nerwów i nieprzespanych nocy, które poświęcił na rozmyślanie - o życiu, nieżyciu, rządzie, bądź nierządzie.

Rozprasza wszystko, co wokół. Przeszkadza to, co w innych sytuacjach jest niezauważalne. Skupienie uwagi choć na chwilę graniczy z cudem, a ściana i sufit wydają się bardziej interesujące od ekranu komputera. Ci, którzy piszą, wiedzą jednak, że ten czas kiedyś mija. W końcu zbiera się człowiek w sobie i zanotuje kilka zdań. Czasem z sensem, czasem bez - różnie bywa. Czy to wena? Natchnienie? A może po prostu inny dzień, inna noc, inne spojrzenie na sprawę? Zapewne wszystko po trochu. Z pewnością jednak wysiłek jest duży, przez co zmęczenie psychiczne zaczyna być odczuwalne również fizycznie. Za to jaka satysfakcja, gdy się już skończy! Gorzej z docenieniem pracy przez odbiorcę, ale na to wpływ jest minimalny. Ważne, żeby w końcu skończyć, bo nic tak nie denerwuje jak niedokończone teksty i niepełne, jak ta, historie.

PS Tekst ten nie powstał przy w pełni trzeźwym rozumie autora, za co redaktor wyraża pełny brak ubolewania. Reklamacji nie uwzględnia się.

 

 

 

PerTutti - Logo
Helios - Logo
Mediatory - Logo
Miasto Rzeszów - Logo
Spotkania z podróżami - Logo
Rzeszów - Herb
Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Dalsze informacje Ok