Artykuły
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Dwoje trzydziestolatków zatopionych we własnych światach i nadgorliwi rodzice, marzący o wielkiej miłości dla swoich dzieci. Co się stanie, gdy każde z seniorów weźmie sprawy w swoje ręce i zacznie przez internet szukać szczęścia dla swych pociech? O typowych randkach z sieci i co może wyniknąć z jednego, niewinnego zdjęcia opowiada spektakl "Selfie.com.pl".

25 listopada do Filharmonii Podkarpackiej zawitał Teatr MY z komedią Piotra Jaska o jakże wymownym tytule "Selfie.com.pl". W role zamkniętych w sobie trzydziestolatków wcieliła się para aktorska doskonale znana widzom z serialu "BrzydUla" - Julia Kamińska i Filip Bobek. Natomiast nieprzewidywalnych i nieco nadgorliwych rodziców zagrali Małgorzata Zajączkowska i Piotr Zelt.

"Wszyscy faceci są beznadziejni. Wszyscy! Ale dla każdej kobiety istnieje jeden, jedyny, który jest niebeznadziejny." - Brygida

Julia jest romantyczką zatopioną w książkach. Paweł nie widzi świata poza grami komputerowymi. Obydwoje w swoim życiu nasłuchali się wielu gorzkich słów na temat płci przeciwnej od swoich rozwiedzionych rodziców, dlatego nie garną się do randkowania. Tymczasem zegar biologiczny tyka: Brygida gorąco pragnie mieć w końcu wnuka, Gerard nie może znieść myśli, że ród skończy się na jego synu. Każde z nich wpada na genialny pomysł założenia swojemu dziecku profilu na portalu randkowym i umówienia go na spotkanie przez internet. Jak łatwo się domyślić, w sieci natrafiają na siebie nawzajem i decydują na małe rendez-vous. Jednak ani Julia, ani słodki jak batonik Pawełek nie chcą iść na spotkanie. Wtedy też zaczyna się seria komediowych pomyłek...

Derencz selfie1

Widownia śmiała się, gdy Julia po spotkaniu z Gerardem, opisała go matce jako alfonsa; śmiała się też, gdy pełen nadziei Paweł musiał skonfrontować się z Brygidą - a przecież ojciec opowiadał, że ta dziewczyna z internetu jest aniołem! Nie ma co jednak ukrywać, że najbardziej entuzjastycznie widzowie reagowali na żarty z rzeszowskiego pomnika, które padały kilkukrotnie - i po którymś razie, choć już były spodziewane, to i tak wywoływały salwy śmiechu. Oczywiście, gagi na scenie padały niemalże co chwilę - jednak nie było w nich nic finezyjnego: śmieszyły, ale czasem brakowało mi w tych żartach nieco większej kreatywności.

"Bądź tak miły i bądź miły." - Brygida do Gerarda

Czymś, co mnie zaskoczyło, było zaangażowanie widowni w przedstawienie. Bezpośrednio do widzów zwracał się też kilkukrotnie Filip Bobek, a raz Julia Kamińska. Paweł cały czas wiedział, że widzowie są świadkami jego perypetii i wchodził z nią w interakcję. Jego tłumaczenia jednak, że tak naprawdę nienawidzi gier komputerowych, tylko po prostu czeka na swoją miłość, wydały mi się nieco słabym zabiegiem. Wszak Julia non stop powtarzała wprost matce, że wierzy w wielką miłość, która zdarza się tylko w książkach, w związku z czym na pewno nie trafi się jej w prawdziwym życiu - więc z niej rezygnuje. W przypadku postaci Pawełka, myślę, że zabrakło pomysłu jak lepiej przekazać jego punkt widzenia - bo jako prawdziwy fan gier komputerowych byłby bardziej przekonujący niż udawacz, który nie potrafi dogadać się z ojcem.

Derencz selfie2

"Trzeba to dobrze wymyślić; trzeba odpisać zdecydowanie i stanowczo. Tak, żeby mu buty spadły i zrozumiał, że nie ma żadnych szans! Dlatego pisz: PRZEPRASZAM, ALE NIE." - Julia o wiadomości do internetowego Pawełka

Zakończenie mnie zaskoczyło - zarówno tym, jak wyglądało, jak i tym, że nadeszło. Akcja rozwijała się bardzo powoli, więc gdy nadszedł punkt kulminacyjny - spotkanie Julii i Pawła - wydawało się, że wreszcie opowieść wskoczyła na swoje tory i może się ciekawie rozwinąć. Zamiast tego, następne wydarzenia potoczyły się szybko i nieco zbyt chaotycznie. Zanim widzowie się zorientowali, nastąpił koniec: trochę pokręcony, odrobinę moralizatorski, jednak fajnie odnoszący się zarówno do tytułu spektaklu, jak i gagu powtarzanego przez niemalże całą drugą część przedstawienia.

Aktorzy otrzymali owacje na stojąco, które zdawały się nie mieć końca - a widzowie wychodzili z filharmonii z uśmiechami na ustach. Komedia była lekka, mało skomplikowana i miło było przez te dwie godziny oderwać się od rzeczywistości, choć - jak dla mnie - to wszystko skończyło się zbyt szybko.

 

Źródło fotografii: selfie.com.pl

pertutti bhelios bmediatory brzeszow stolica bspotkania z podrozami brzeszow b