logo wsiiz main

POLECAMY

Paulina Wodzień

Artykuły
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Niemcy poczyniły przygotowania do tej operacji już w czerwcu 1940 r. Zmobilizowano ponad cztery miliony żołnierzy, przygotowano tysiące ton sprzętu, od ciężko opancerzonych czołgów, aż po karabiny maszynowe. Spośród wszystkich wojen, jakie rozegrały się w historii, ta była największą operacją lądową w dziejach. Mimo tak świetnego przygotowania, ZSRR nie ugięło się pod siłą Wermachtu, choć doznało ogromnych strat. Co się więc stało, że operacja Barbarossa zawiodła?

-> Posłuchaj w formie podcastu <-

Trzy błędy Stalina

Plan napaści na ZSRR był dosyć śmiały. Wszystko za sprawą tego, że Hitler nie obawiał się reakcji Stalina. Był on ogarnięty manią prześladowczą. Chciał za wszelką cenę utrzymać władzę, więc decydował się na likwidację wszelkich osób, które wybiły się na scenie politycznej jego kraju. Dla przykładu - Michaił Tuchaczewski. To dzięki niemu potęga militarna ZSRR wzrosła na niewyobrażalny poziom. W 1935 r. podczas manewrów próbnych pod Kijowem zorganizował mały pokaz sił militarnych dla zachodnich dowódców, którzy oniemieli jednocześnie z zachwytu i przerażenia. Z zachwytu – gdyż tysiące spadochroniarzy lądowało we wzorowym porządku w formacji, jaka nie była jeszcze znana Europie. Setki czołgów sprawnie ruszały do boju i to momentalnie po zakończeniu zrzutu. Z przerażenia – gdyż taka ogromna i świetnie zorganizowana armia stanowiła nie lada zagrożenie. Wszystko za sprawą tego jednego dowódcy, którego skazano na śmierć, bo był zbyt samodzielny. A to tylko stanowiło początek czystek w sferach oficerskich. Był to pierwszy błąd Stalina.

ZSRR niedługo później związało się sojuszem z nazistowskimi Niemcami. Jednak oba te mocarstwa wiedziały, że kontrakt jest tylko tym chwilowy, dla osiągnięcia tymczasowych korzyści. ZSRR chciało mieć dostęp do nowoczesnej technologii, a III Rzesza chciała zyskać stały dostęp do surowców. Przy tej okazji Hitler wysunął prośbę, wedle której chciał przeprowadzić manewry wojskowe w okolicach rzeki Bug, z dala od wojsk alianckich. Stalin wydał na to zgodę. Nie wiedział lub nie chciał wiedzieć o tym, że w ten sposób ułatwił Hitlerowi napaść na własne terytorium. Na domiar złego kondycja wojsk Armii Czerwonej była jeszcze gorsza niż na początku zakładano i Rosja nie była gotowa, aby przystąpić do konfliktu. Był to drugi błąd Stalina.

1 maja 1941 r. nakręcono bardzo interesujący film. Ukazano w nim wojska ZSRR, ułożone w największym porządku. Żołnierze wsłuchiwali się w przemowę motywacyjną, którą z trybun wygłaszał do nich marszałek Siemion Timoszenko. Obok niego stał uśmiechnięty jak zwykle Michaił Kalinin, polityk bolszewicki bardzo ceniony przez Stalina (uważał go również za niezdolnego do konspiracji). Kogoś tu jednak brakowało. W początkowych minutach filmu nie można było dostrzec sylwetki samego dyktatora głównego. Dopiero po jakimś czasie, co raz, ukazywał się sam Józef Stalin. Przechadzał się zamyślony, zdenerwowany. Prawdopodobnie  właśnie tego dnia otrzymał on informację od wywiadu o zatwierdzeniu przez nazistów operacji Barbarossa. Przywódca ZSSR nie chciał w to uwierzyć. Nie chciał również uwierzyć 22 czerwca tego samego roku, kiedy to III Rzesza zaatakowała Rosję. Wypierał się tego za wszelką cenę. Zamknął się we własnym gabinecie i nie przyjmował nikogo. Był to trzeci błąd Stalina.

 

Parę słów o operacji Barbarossa

Naziści opieczętowali tę operację kryptonimem „Barbarossa”. Dobór nazwy nie był przypadkowy. Fryderyk I Barbarossa, któremu przypadł przydomek Rudobrody, był cesarzem z dynastii Hohenstaufów. Jako król Niemiec rozpoczął swoje panowanie w 1152 r. Mieczem wywalczył sobie koronę Włoch, a także tytuł Świętego Cesarza Rzymskiego. Sprawował ogromną władzę w całej ówczesnej Europie. Podobną, a nawet większą władzę chcieli sprawować naziści. W tym celu należało pokonać ZSRR. Problem polegał na tym, że w tym czasie Niemcy prowadziły już wojnę na zachodzie. Stratedzy przestrzegali Hitlera przed wojną prowadzoną na dwóch frontach, ten jednak zignorował to. Wojna rozpoczęła się 22 czerwca o godzinie 3:15. Agresorzy zaczęli od zbombardowania przygranicznych lotnisk radzieckich. W ten sposób udało się zyskać przewagę w powietrzu, co dało sygnał aż trzem armiom niemieckim na rozpoczęcie wielkiej ofensywy w głąb Rosji.

 

Manewry armii „Północ”

Pierwsza grupą była armia „Północ”, której dowodził feldmarszałek Wilhelm von Leeb. Kierowała się ona w stronę Leningradu. Już od początku udało się jej skutecznie zmiękczyć obronę sowietów za pomocą nalotów Luftwaffe. Obrona radziecka rozbiła się na dwie części, które ewakuowały się w dwóch różnych kierunkach, przez co ich dowódca, generał Fiodor Kuzniecow, miał problem z zorganizowaniem obrony. Naziści skupili się na zniszczeniu wycofanych jednostek do Dyneburgu. Przy okazji naloty rozbijały wszelkie wsparcie zmierzające do obrońców. Gen. Georgij Żukow, który stał na czele Ludowego Komisariatu Obrony, zdecydował się na zmiany w strukturach dowodzenia w tamtym rejonie. Łączność już wtedy miała fatalny poziom, gdyż rozkazy docierały z opóźnieniem, a do wielu jednostek (nie koniecznie oblężonych) w ogóle one nie dotarły. Decyzja Żukowa wywołała tylko większy chaos, mieszając całkowicie wszelkie rozkazy. W efekcie, po zajęciu Dyneburgu, kolejne miasta poddawały się bez podejmowania walk. Kilkukrotnie czerwonoarmiści próbowali kontratakować (np. w Ostrowie), ale pozwoliło to tylko Niemcom na opracowanie skutecznych taktyk rozbijania kolumn pancernych.

Zmiana nastąpiła po utracie przez Rosjan Pskowa. Reorganizowano wtedy obronę, która choć nadal ustępowała wojskom III Rzeszy, to zadawała im skuteczne ciosy. Udało się w końcu zepchnąć obronę radziecką do Leningradu, i okrążyć wszystkich obrońców (wraz z ludnością cywilną), odcinając ich od świata. Był jednak pewien problem: Niemcom brakowało dostaw. Wiele czołgów uległo zniszczeniu lub uszkodzeniu, żołnierze byli przemęczeni, a na dodatek rozpoczęły się obfite ulewy, utrudniające przemarsze i niszczące ciężki sprzęt. Zamiast ataku rozpoczęto regularne bombardowania i ostrzały artyleryjskie. Przerodziło się to w prawdziwy dramat. Przez przeszło 900 dni wszyscy uwięzieni w Leningradzie podejmowali się zabójczej wręcz walki o przetrwanie. Pozostawieni samym sobie musieli walczyć każdego dnia z nieustającymi wybuchami, chorobami, a przede wszystkim z głodem, gdyż jedzenie bardzo szybko się skończyło. W akcie desperacji wiele osób postanowiło zjeść własnego psa bądź brata. Ale to już zupełnie inny fragment historii.

 

Podbój Kijowa armii „Południe”

Kolejną grupą wyznaczoną do walk w ramach operacji Barbarossa była armia „Południe” dowodzona przez feldmarsz. Gerda von Rundstedta. Ich zadaniem było stłamszenie oporu na zachodniej Ukrainie. Już na dzień dobry udało się rozbić linię obrony i stworzyć ponad 60 kilometrową wyrwę, która pozwoliła im wkroczyć na teren Ukrainy. Doszło do walk w rejonie Radziechowa i Beresteczka, gdzie to sowieckie korpusy miały przewagę liczebną. Na dodatek wystosowali kilka najnowszych czołgów. Niestety nie zrobili z tego wielkiego użytku. Nie potrafili zachować dyscypliny taktycznej i ślepo szturmowali prosto na artylerię wroga. Poza tym czołgiści radzieccy byli źle przeszkoleni, przez co nie potrafili poradzić sobie z poprawną obsługą nowego sprzętu. Sowieci zmienili taktykę wraz z wycofaniem się w okolice rzeki Dniepr. Rozpoczęto wtedy uporczywą obronę rubieży, która okazała się bezskuteczna. W międzyczasie wojska Niemieckie otrzymały znaczące wsparcie pancerne kilku nowych oddziałów. Do 9 września udało się przebić przez Dniepr. Część wojsk została skierowana w stronę Krymu, który to utracił połączenie lądowe z resztą kraju, a w mieście znajdowała się raptem jedna osłabiona armia czerwona. W tym czasie wojska radzieckie stawiały zacięty opór w jednym z największych oblężeń w historii wojny.

Niemiecki atak pancerny był szybki i bezlitosny. Okrążyli oni Kijów i połączyli się z armią „Środek”, o której jeszcze usłyszymy (wsparcia udzielił jeden z dowódców – gen. Heinz Guderian). Żołnierze radzieccy, którzy pozostali w Kijowie pozbawieni byli wszelkiego wsparcia zmotoryzowanego. Ponadto ich dowódca gen. Budion został porwany, a zastępca gen. Kirponos zginął na polu bitwy. Nikt nie wyznaczył kolejnego następcy. Sytuacja była w zasadzie bez wyjścia. Obrońcy się jednak nie poddali. Już od 7 lipca podejmowali się niezwykle krwawych i zaciętych walk. Luftwaffe musiało wielokrotnie zbombardować miasto, aby zmusić mieszkańców do kapitulacji w dniu 19 września. Mimo oficjalnej przegranej, walki prowadzono nadal. Ostatni oddział poddał się dopiero tydzień później. Po tej wielkiej obronie wysłano armię „Południe” na dalsze walki w kierunku wschodnich obrzeży Ukrainy. Chociaż ofensywa szła sprawnie, to zaliczyli bardzo poważną klęskę w walkach o Rostów, podczas których doznali sporych strat. Nie przeszkodziło im to jednak w dotarciu do Charkowa, w którym to znajdowały się liczne fabryki sprzętu wojskowego. Niestety nie pozyskali stamtąd żadnych łupów. Cały sprzęt jak i personel już dawno został ewakuowany za góry Ural. Mimo poważnego osłabienia i wyniszczenia, armia „Południe” wykonała swoje zadanie.

 

Ostateczne starcie armii „Środek”

W operacji Barbarossa najważniejszą rolę miała odegrać armia „Środek”, nad którą ogólne dowództwo sprawował feldmarsz. Fedor von Bock. To właśnie ich zadaniem było rozbicie frontu zachodniego i zajęcie Moskwy. Na początek czekała ich przeprawa przez Bug. Ciężko nie było i mosty na rzece zajęto bez większych przeszkód. Problem pojawił się później, gdyż planowo armia „Środek” prowadziła walkę, w tak zwanym kotle białostockim, na sporej szerokości. Zaciętość osaczanych oddziałów Armii Czerwonej spowalniała natarcie. W pierwszych dniach lipca kocioł białostocki upadł i wystarczyło tylko dobić okrążone jednostki. Część oddziałów III Rzeszy ruszyła dalej na Mińsk. Utworzyło to niebezpieczną wyrwę i odsłoniło korpus odwodowy, jednak czerwonoarmiści nie potrafili skorzystać z tej okazji. Powstała mała sprzeczka pomiędzy dowódcami niemieckimi, gdyż generałowie Heinz Guderian i Hermann Hoth chcieli ruszać dalej na Smoleńsk, a gen. von Kluge z kolei wolał skupić się na likwidacji okrążonych oddziałów. Dokonano w pewien sposób kompromisu – wprowadzono do walk oddział odwodowy, który skupił się na likwidacji ocalałych i przystano na propozycję Guderiana i Hotha.

Wojska sowieckie stawiały zażarty opór wrogom zmierzającym w stronę Smoleńska. Siły czerwonoarmistów w tym rejonie były wyjątkowo wielkie, gdyż chciano za wszelką cenę zatrzymać wroga przed oblężeniem Smoleńska. Utworzono w tym celu front centralny. Naziści oddelegowali część jednostek z tego frontu, aby osaczyć wroga z boku. Pomysł ten w pewnym sensie odniósł sukces, ale część oddziałów wsparcia rosyjskiego przebiła się przez zapory niemieckie i dotarła w głąb straconego już terytorium. Nastał dosyć skomplikowany etap walk dla armii „Środek”, gdyż atakowano front wroga z dwóch stron, jednocześnie walcząc z licznymi skupiskami wrogów na zajętym już terenie. Obawiano się jednak, że Armia Czerwona zaatakuje „od pleców” ze strony Kijowa. Dlatego też gen. Guderian zdecydował się wysłać swoją część armii i wspomóc armię „Południe”. Sytuacja powoli zbliżała się do punktu kulminacyjnego.

Po rozprawieniu się z zaskakującą sytuacją ruszono dalej – w upragnionym kierunku Moskwy. Naprzeciw kroczącej machinie wojennej stawały kolejne, niedoświadczone i nieprzeszkolone oddziały czerwonoarmistów. Stawiały minimalny opór po czym szybko się wycofywały. Zdecydowano się w pierwszej kolejności osaczyć Moskwę. Rozprawiono się z wrogami w okolicy i rozpostarto wszystkie pozostałe jednostki armii „Środek” na obrzeżach stolicy tego wielkiego imperium. Sukces był na wyciągnięcie ręki. Już niewiele brakowało, a we wszystkich książkach o historii, pisano by o Hitlerze Wielkim, który zwyciężył jedno z największych mocarstw, jakie istniało w dziejach świata. Grupy zwiadowców stacjonowały na tyle blisko, że Kreml miały na wyciągnięcie ręki. Rozpoczynała się operacja Tajfun – ostateczny krok tej kampanii. Niestety czar prysł…

 

Kres wojny o Moskwę

Na początku wszystko szło zgodnie z planem. Osaczono Moskwę, praktycznie bez walk, ze wszelkich możliwych stron. Część Armii Czerwonej została zamknięta w mieście, gdzie budowała kolejne umocnienia i rozstawiała działka obrony przeciwlotniczej na budynkach cywilnych. Część osaczono poza terenem stolicy, gdzie toczono zawzięte walki o każdy centymetr, o każdą minutę. Praktycznie mówiło się o resztkach sił czerwonoarmistów. Wtedy właśnie nastał 7 października, dzień w którym najbardziej nieprzewidywalny generał wydał swoje rozkazy. Tego dnia spadł pierwszy śnieg. Pogoda uległa nagłej zmianie, co niebyło na rękę żadnej ze stron, choć to Niemcy najbardziej na tym cierpieli. Byli daleko od ojczyzny i do tego nie mieli stałych dostaw sprzętu. Spowolniło to dalsze postępy, przez co wszystkie jednostki stawiły się na wyznaczonych pozycja dopiero na początku listopada. Naziści byli wycieńczeni. Nieudane manewry na linii frontu oddalały szanse zwycięstwa. Niektórzy historycy sądzą, że podczas walk Rosjanie dodatkowo wspomagali się sztuczką zwaną „sztuczna powódź”. Wysadzano zbiorniki wodne, aby zwiększyć ilość wody w rzekach, gdyż te wylewały i utrudniały transport ciężkiego sprzętu. Niemcy zdecydowali się poddać i wycofać z rejonów Moskwy.

Gdyby nie rozkaz Hitlera „Ani kroku w tył!” to najprawdopodobniej wszystkie ocalałe jednostki armii „Środek” uciekłyby najdalej jak tylko to możliwe. Skrócono maksymalnie linię obrony i wycofano się, aby stawić czoła Armii Czerwonej. Zażegnano rozpad armii, jednak operacja Barbarossa zakończyła się porażką. Nie udało się obalić Moskwy, ostatniego celu podboju tego wielkiego mocarstwa. Jak to było możliwe? Przede wszystkim oczy Hitlerowi zbyt mocno przysłoniła wizja ZSRR, jako „kolosa na glinianych nogach”. Chociaż organizacja i komunikacja jednostek radzieckich stała na bardzo niskim poziomie, to ci z kolei dysponowali innym mocnym atutem – byli na swojej ziemi. Dzięki temu mogli szybko uzupełnić straty. Tego właśnie zabrakło Niemcom. Docierały tylko nieliczne transporty zaopatrzenia, przez co brakowało żywności, części zamiennych i nowych czołgów. Wszystkie te dynamiczne postępy zostały udaremnione z powodu braku możliwości uzupełnienia strat. Nie był to jednak koniec kłopotów Hitlera. Wojna trwała nadal. O tym, co wydarzyło się później, dowiemy się w kolejnych artykułach z cyklu „W pogoni za historią – II wojna światowa”. Do zobaczenia w przeszłości!

 

PerTutti - Logo
Helios - Logo
Mediatory - Logo
Miasto Rzeszów - Logo
Spotkania z podróżami - Logo
Rzeszów - Herb