Artykuły
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Życie studenta nie jest usłane różami. Nawet łóżko, w sumie, usłane rzadko bywa, chyba że student porządek nad wyspanie się przekłada i chce mu się przede wszystkim czynić to co rano. Jeszcze z rodzicami student mieszkać może, wtedy usłać musi, bo wypada, bo rodzice każą, albo mama za niego to zrobi, bo leń i nierób patentowany.

"Wykształcenie nie piwo, nie musi być pełne" - takoż legenda ludowa głosi. A że legend znakiem szczególnym jest, że ziarnko prawdy się w nich zawsze kryje, to coś na rzeczy być musi. Jednak większość młodych, którzy egzamin dojrzałości, obliczając logarytm z 42 ananasów kupionych przez Marysię o 3 lata starszą od najmłodszego zwierzęcia w babcinej stodole, zdali, decyduje się edukację kontynuować na uczelniach wyższych vel szkółkach niedzielnych. Wniosek? Lepiej jednak, aby i wykształcenie i złocisty płyn ze wszech miar pełne były. W końcu trzeba mieć za co wycieczkę krajoznawczą Łomża - Żywiec - Okocim z finałem w Tatrach odbyć. I nie koniecznie magisterkę z geografii do tego pisać trzeba, bo to wiedza ogólna, wyssana...z butelki.

Do meritum jednak przechodząc - student łatwo nie ma. Przychodzi taki, nieopierzony, po średniej szkole, z maturalnymi procentami w ręku. Marzenia ma, że pracę znajdzie, pieniądze zarobi, rodzinę szczęśliwą założy. Że to kraj perspektyw jest, mimo że kiedyś w ruinie, to teraz najlepszy w galaktyce, bo wspierający młodych ich własnymi, bądź ich rodziców, pieniędzmi. Marzenia dobra rzecz - w końcu największe nieszczęście to ich brak, bo nie ma o czym marzyć. Aby je jednak zrealizować, pięć lat należy się pouczyć co nieco, aby ostatecznie mgr sobie przed imieniem i nazwiskiem postawić i podenerwować znajomych, że lepsi nie są, tylko równi nam.

Zanim jednak roku piątego koniec i obrona, trzeba te pierwsze miesiące przetrwać. Miesiące zapoznawcze z ludźmi, z uczelnią, ze smakiem najtańszych parówek i win. Kombinacji jest wiele - jeśli ktoś nie lubi ludzi, to się zapoznaje z jedzeniem, napojami bądź oboma naraz, jeśli ludzi zaś lubi, to parówki może sobie odpuścić, ale napoju już nie, bo niektórych osób, zwłaszcza siebie na uczelni, trudno znieść na trzeźwo. Jedynie wykładowców można, wręcz należy, bo wysiadka w połowie drogi do pierwszego przystanku może boleć, zwłaszcza przy pędzącej machinie edukacji, gdzie każdy papierek ma. Dieta taka prowadzi najczęściej do figury szkolnego szkieletu, który w sali biologicznej odżywia się świeżym powietrzem z niewietrzonego pomieszczenia pełnego planktonu, pantofelków i śniętych rybek w akwarium stojącym na biurku.

Jak do domu student wraca, to też przechlapane. Bo dom ten, najczęściej, wynajętym pokojem jest w mieszkaniu dzielonym z innymi. I dzielić się trzeba stale, życiem przede wszystkim. Prywatności mało, spokoju jeszcze mniej, a uczyć się trzeba. I weź tu się ucz! I weź tu się ucz! A oni się uczą...Życia, przede wszystkim, w grupie. W grupie na wyjeździe. Ale tak podobno zawsze raźniej, chociaż introwertycy mogą mieć nieco inne spojrzenie na sprawę. Dom ten jednak niczym jest w porównaniu z rodzinnym, który jest na studiach jak punkt odżywczy w trakcie maratonu - biegniesz, bierzesz jedzenie i picie i ruszasz dalej. No, jeszcze pranie zostawiasz, ale to nie pasuje do porównania z królewskim dystansem, więc niech będzie wtrąceniem obowiązkowym, ale nic nie wnoszącym, tak jak cały ten wywód przecież.

Uprzywilejowaną grupą w tym wszystkim są studenci na stałe mieszkający z rodzicami, będący zarazem na ich stałym utrzymaniu. Zmartwień mają mniej. Odpadają troski związane z zimnem, głodem, współdzieleniem przestrzeni osobistej z obcymi sobie. Tylko tej studenckości w studenckim życiu może być trochę mniej, ale za to wygodnie, sycie, czysto. Na bogato, w zasadzie, można powiedzieć. I waga często szybko rośnie, bo w końcu gruby jest ten, którego na to stać. Cieplarniane warunki przeczące stereotypowi. Chyba, że ktoś przez cały okres młodzieńczego buntu marzył, aby od starszych się wyrwać. To wtedy to nie. To niezadowolony ten on może być. Ale bunt ma to do siebie, że gdy problemy zaczynają dotykać buntującego się personalnie, to się on kończy. Bunt i buntujący jednocześnie. Dlatego prędzej czy później każdy doceni, że ma obiadek pod nosem i miejsce do spania zamiast bandy studenciaków na kilkunastu metrach kwadratowych, materaca na parapecie i słoików z bigosem na drugiej od góry półce w współdzielonej lodówce.

I pomyśleć, że kiedyś wykształcenie coś znaczyło. Że warte było egzystowanie w różnych warunkach, aby ostatecznie móc pochwalić się dyplomem i, co najważniejsze, pracę godną znaleźć. Że cel środki uświęcał, choć powiedzenie to destrukcyjne ze wszech miar. Że człowiek nadzieję miał, że zmiany będą ciągłe i kraj w ten ze snów się zamieni za wykształciucha pośrednią bądź czynną przyczyną. Teraz to już nawet nadziei nie ma, że następny tydzień coś jeszcze zmieni. Ale marzyć warto, co padło wcześniej. Trzeba nawet. Bo inaczej życie bezsensem wydać się może, a studia stratą czasu, który można poświęcić na spanie. Tak jak wspomina się szkoły, tak i uczelnie się będzie. W zależności od doświadczeń - raz lepiej, raz gorzej. Byleby to jako lekcję w części dorosłego życia potraktować, a nie kolejny etap w wyścigu donikąd. A ile nowych smaków się poznaje...Lubicie zapiekankę z zupki chińskiej? 

PerTutti - Logo
Helios - Logo
Mediatory - Logo
Miasto Rzeszów - Logo
Spotkania z podróżami - Logo
Rzeszów - Herb
Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.