Artykuły
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Nie wiem, czy Państwo spostrzegli, ale kiedyś było lepiej. I lepiej to już było, a teraz to lepiej nie mówić. Gdy jednak człowiek zechce sobie coś, z ludzkiej natury, powiedzieć, to nie prawi o cudownej teraźniejszości, ale o nader wspaniałej przeszłości. Otwiera się ta paszcza, która na co dzień pożera ludzkie marzenia i inne, przeczące wegetariańskiej i wegańskiej ideologii smakołyki i mieli, mieli, aż do wyplucia. I potem pluje człowiek żółcią. Bądź krwią.

W pluciu na odległość są zawody, nie kłamię. Sam widziałem, przez me oczy zmęczone jak Twoje, w Internecie. To wymysł głównie amerykański, lecz idealnie sprawdziłby się na polskim podwórku. W końcu swoje przedstawicielstwo w kraju Trampka i Vanki – wstańki mamy dość liczne, żeby wręcz nie powiedzieć – znaczące. „Natalia w Brooklynie nigdy nie zginie, szczęść Boże naszej całej rodzinie!” – to poeta miał na myśli. I w tym plunięciu w dal chodzi o to, żeby jak najdalej tę flegmę przenieść. Taki wystrzał swojego DNA w czasoprzestrzeń bliżej nieokreśloną. Taką tajemniczą dal. I ta dal jest lepsza od organizmu. Dal jest lepsza od wszystkiego, bo za znalezienie najdalszej z dalekich dali można wygrać pieniądze. I to nasze, amerykańskie.

Gdy Państwo spojrzą w tę dal, to co Państwo zobaczą? Pomijając, że flegmę spluniętą przez śmiałka, to co jeszcze? Może pustkę? A może przyszłość, która Państwa przytłoczy? Och, no tak, przecież to pojęcia tożsame. Po co patrzeć w otchłań?! A gdyby tu było przedszkole w przyszłości? Przecież mówiła Pani w szkole, że nie można myśleć o niebieskich migdałach, a przynajmniej nie na jej lekcji. Lepiej wysilić szare komórki wespół z macierzystymi i cofnąć się w czasy, kiedy wszystkim żyło się lepiej. Nie było smutków, nie było zmartwień, nie było rozczarowań. Pracę każdy miał, wypłatę dostawał, kartki na święta, w dwójnasób, też. A jak Kuba przywiózł swoje pomarańcze na Wigilię, to już w ogóle luksus. Kobiety były jakieś takie piękniejsze, klient nosił krawat i się mniej awanturował. Czy się stało, czy się leżało…

Nie możemy, drodzy Państwo, istnieć bez narzekania. To byłoby takie niepolskie. Nie ma to jak rzucić mięsem (wegetarianie i weganie użyją łaciny) i doprawić go lekko słonawym „kiedyś to było…”. Teraz muzyka taka nijaka, pogoda zwariowana, a prawdziwych cyganów już nie ma. Jak żyć, Panie Premierze? Tylko kamieni kupa się ostała na tym łez padole. I zmieniać tego polskiego podejścia, absolutnie nie zamierzam. Sam taki jestem. Hipokrytą byłbym, gdybym się do takiego zachowania nie przyznawał. Otwarcie i szczerze wylewam na papier – jestem taki, nawet gorszy. Ucieleśnienie wszystkich narodowych przywar to moje długie i niezbyt chwytliwe imię numer cztery. Ale muszą być jakieś stałe rzeczy na tym świecie, no! Inaczej człowiek by zwariował. Jak jest zima, to musi być zimno.

Jakby wyglądała rzeczywistość, gdyby nagle Włosi przestali gestykulować w trakcie rozmowy? Za kogo uchodziłby Anglik, który uśmiechałby się w londyńskim metrze do każdego napotkanego człowieka? Jaka byłaby zawartość rosyjskości w Rosjaninie, gdyby wódki w życiu nawet nie powąchał? Dochodząc do sedna – kim byłby Polak, który mówiłby: „Panie, kiedyś to było tragicznie! A teraz? Żyje się lepiej!”? Chyba tylko politykiem w trakcie kampanii wyborczej. Choć i tam, podobno, żrą się tylko zakamuflowani Niemcy z zakamuflowanymi Rosjanami w walce o ichnie kondominium pod żydowskim zarządem powierniczym. A tu pospolitość skrzeczy.

Przyszłość zawsze się nam maluje w barwach czarnych z domieszką węgla brunatnego. Bo dziura ozonowa, bo globalne ocieplenie, bo wyginiemy zaraz. A przeszłość? Żyliśmy, zarabialiśmy, kochaliśmy się. Byliśmy pewni swego. Wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Używaliśmy szprejów jak gamonie i piliśmy gorzkawe, sfermentowane życie przez plastikowe słomki nie myśląc o tym, co będzie. Nie wypada nam planować, bo coś może nie wyjść. Ale przecież zawsze wyjdzie – jeśli nie plan, to my – na idiotów. I w tym patrzeniu wyłącznie za siebie jest jakaś bliżej nieokreślona myśl. Może nawet i mądra. Ale jest też inna, ludowa – nie oglądaj się za siebie, bo Ci z tyłu ktoś przy…wali. Jeżeli ktoś do tego momentu nie zrozumiał intencji „autora”, to autor posłuży się innym autorem, którego szanuje nader innych – to zwykły kawał jest, to już ballady kres. Jeśli ktoś cytatu tego nie zna – powinien spojrzeć.
W przeszłość.

pertutti bhelios bmediatory brzeszow stolica bspotkania z podrozami brzeszow b