logo wsiiz main

POLECAMY

Paweł Januszkiewicz

Artykuły
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Jesteś miłośnikiem zagranicznych autorów, ale nigdy nie przeczytałeś żadnej książki w oryginale? Uważasz, że to za trudne? A może sądzisz, że lepiej jest czytać powieści już przetłumaczone? Choć należy doceniać pracę tłumaczy; tłumaczenia nigdy nie będą równać się oryginalnym tekstom. Dlaczego warto dać im szansę?

 Posłuchaj w formie podcastu

Niech moc dialogów będzie z Tobą!

Tłumacząc tekst, wiele zostaje zmienione, jednak zmiana ta najmocniej dotyka dialogów. Anglik, Amerykanin, Hiszpan czy Niemiec inaczej wyrazi swoje myśli niż Polak; użyje innych wyrażeń, często niemających dobrych odpowiedników w języku polskim. I choć sens wypowiedzi zostanie przekazany, straci ona swoją moc, którą wypełnił ją autor.

Co więcej, dobrzy autorzy pisząc dialogi często tworzą swoim bohaterom tzw. idiolekt, czyli specyficzne zwyczaje związane z wysławianiem się przez konkretne osoby. Te charakterystyczne nawyki mogą zniknąć, podczas tłumaczenia, ograbiając postaci z charakteru, a autorów z ciężkiej pracy.

- Perfectly sound! – said Holmes.

- Bardzo dobrze! – powiedział Holmes.[1]

Słowa „Perfectly sound” w tym przykładzie idealnie pasują do Holmesa – skrzypka i miłośnika opery. Nie bez powodu A. Conan Doyle nie użył słów „very well”, które przetłumaczone, pojawiły się w polskim przekładzie.

- Did you, for example, happen to hear some one, a woman I think, sobbing in the night?

- Czy pan także słyszał łkanie tej nocy, chyba jakiejś kobiety?[2]

Natomiast w kolejnym przykładzie, to Watson został ograbiony ze swoich cech. Bohater ten, w odróżnieniu od Sherlocka, nie jest tak bezpośredni i pewny siebie podczas zadawania ważnych pytań. Stąd też tak liczne, uprzejme „wstawki” w jego wypowiedzi w oryginalnym tekście. Zabrakło ich w tłumaczeniu, tworząc z Watsona człowieka podobniejszego do jego kompana. Co, uwierzcie mi, nie ucieszyłoby Doyle’a.

Autorska dusza (nie)zachowana

Jeśli chcesz poznać swojego autora, wcale nie musisz wybierać się na spotkania autorskie – wystarczy, że przeczytasz jego książki. Lepiej jednak by były one napisane w oryginale. Jakich słów używa autor? A jakich unika? Jak formułuje zdania? Czy jego myśli płyną, tak jak zdania? A może dzieli je na krótsze wypowiedzi, przechodząc z jednego punktu do drugiego? Odpowiadając na te pytania, poznajemy sposób myślenia autora. Kiedy tekst jest tłumaczony, nie zaznajamiamy się jedynie z umysłem pisarza, ale i tłumacza.

            The wagonette swung round into a side road, and we curved upward through deep lanes worn by centuries of wheels, high banks on either side, heavy with dripping moss and fleshy hart’s-tongue ferns.

            Brek skręcił w boczną drogę. Posuwaliśmy się cały czas coraz wyżej po głębokich koleinach utrwalonych kołami zagłębiającymi się w nie od stuleci. Po obu stronach wznosiły się wysokie krawędzie wzgórza, ciężkie od nawisu z mchu i olbrzymich paproci.[3]

Opis podróży w tym przykładzie ukazuje, jak płynne były myśli A. Conana Doyle’a. Natomiast w przekładzie, możemy już zauważyć ingerencję tłumaczki, która jedno długie zdanie podzieliła na trzy krótsze, odbierając nam możliwość zrozumienia sposobu myślenia autora.

Jeśli dodatkowo znamy dialekty czy slangi z danego języka, łatwiej nam rozpoznać skąd pochodzi autor i zrozumieć z jakiego środowiska się wywodzi. Zwłaszcza przydatne jest to w przypadku biografii i autobiografii. Piosenkarz James Arthur w swojej autobiografii „Back to the Boy” używa takich słów jak „Mam”, „lad”, „mate” – typowych dla brytyjskiego slangu. Kiedy do tego pomyślimy, że „Mam” jest używane na północy Anglii, możemy wykreować o wiele lepszy obraz Jamesa w naszych głowach. Tłumaczenia tych słów okradłyby nas z tej możliwości – „mama” jest używane w całej Polsce, tak samo jak „kolega” czy „kumpel”.

W myśl twórcy

Pisarze i pisarki tworząc swoje książki, chcą przekazać swoim czytelnikom coś konkretnego w konkretny sposób. Nie bez powodu używają pewnych słów, zdań i opisów. Nie myślą też przy tym, jak napisany tekst będzie wyglądał przetłumaczony na inne języki. Szczególne znaczenie ma to w powieściach fantasy, gdzie niektóre nazwy podążają za pewną myślą autora, jak np. „queendom” (“damska” wersja “kingdom” - królestwa) w „Priory of the Orange Tree” Samanthy Shannon przetłumaczone na “królowiectwo”. I choć tłumaczenie jest tu dobre, nie oddaje pełnej myśli autorki.

Podobnie rzecz ma się z bestsellerową serią pisarki Cassandry Clare „The Mortal Instruments”, gdzie nadludzka rasa bohaterów „Shadowhunters”, dosłownie „Łowcy Cieni” została przetłumaczona na „Nocnych Łowców”. Tłumaczenie nie do końca się zgadza. Prawda?

Oryginał nie taki straszny

Czytanie książek w oryginale może być trudne, jednak jest warte spróbowania. I tak jak wszystko, należy tę przygodę zacząć małymi krokami. Może przeczytaj swoją ulubioną książkę, tym razem w oryginale? Albo zabierz się za wydania stworzone specjalnie do czytania tekstów w obcym języku? Nie poddawaj się i śmiało prawdziwie poznawaj świat wykreowany przez autora jak i jego samego. 😉

 

[1] A. C. Doyle, Pies Baskerville’ów. The Hound of the Baskervilles, Ożarów Mazowiecki 2018

[2] A. C. Doyle, Pies Baskerville’ów. The Hound of the Baskervilles, Ożarów Mazowiecki 2018

[3] A. C. Doyle, Pies Baskerville’ów. The Hound of the Baskervilles, Ożarów Mazowiecki 2018

PerTutti - Logo
Helios - Logo
Mediatory - Logo
Miasto Rzeszów - Logo
Spotkania z podróżami - Logo
Rzeszów - Herb