Artykuły
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Świat uwielbia historie ludzi, którzy pomimo przeciwności losu zdołali osiągnąć założone cele. Tym większy podziw i uwielbienie społeczeństwa, gdy walka do końca o marzenia rozgrywa się na ich oczach. Robert Kubica, pierwszy w historii Polak w Formule 1, który prawie osiem lat temu mógł stracić życie w trakcie samochodowego rajdu, wraca za kierownicę bolidu wyścigowego.

 

2005 rok. Robert Kubica, młody kierowca występujący jak dotąd w wyścigach serii World Series of Renault (które zresztą wtedy wygrał), dostał zaproszenie do udziału w testach samochodu Formuły 1 pod szyldem Renault. Wypadł na tyle dobrze, że 20 grudnia tego samego roku podpisał kontrakt z BMW Sauber, stając się trzecim kierowcą tej stajni. Na skutek kontuzji Jacquesa Villeneuve’a, która była skutkiem wypadku na torze Hockenheimring, Polak dostał szansę debiutu na węgierskim Hungaroringu, którą, w trakcie wyścigu, bardzo dobrze wykorzystał. Jednakże, pomimo zajęcia wysokiego siódmego miejsca, został zdyskwalifikowany za zbyt lekki samochód.  Chociaż było to pechowe pokazanie się obserwatorom i kibicom najbardziej rozpoznawalnej wyścigowej serii, Robert pozostawił swoim występem bardzo dobre wrażenie. Nie był to przypadek.

"Tak, widziałem go również na żywo, kiedy tam byłem"

Po sezonie 2006 zakończonym przez Kubicę na 16. miejscu w klasyfikacji generalnej, krakowianin przystąpił do nowej kampanii już jako podstawowy kierowca niemieckiej stajni. Ostatecznie uplasował się na szóstym miejscu. Już wtedy pokazał, że jest niezniszczalny – po dramatycznie wyglądającym wypadku podczas GP Kanady miał „tylko” wstrząśnienie mózgu i skręconą kostkę. Na pytanie, a w zasadzie stwierdzenie dziennikarza na konferencji prasowej, które brzmiało: „W telewizji ten wypadek wyglądał dramatycznie”, odparł w swoim stylu: „Tak, widziałem go również na żywo, kiedy tam byłem”. Kierownictwo zespołu miało co do młodego kierowcy wielkie oczekiwania. Kubica pokazał, że posiada ogromny potencjał poparty umiejętnościami, przez co sezon 2008 miał być jeszcze lepszy.

"Bravo, Robert! Bravissimo!"

Robert pokładane nadzieje spełnił z nawiązką. To właśnie wtedy, 8 czerwca, kiedy to polscy piłkarze kilka godzin później zremisowali sędziowany przez Howarda Webba mecz z Austriakami na Euro 2008, Kubica jako pierwszy Polak w historii wygrał wyścig Formuły 1. Było to sentymentalne zwycięstwo - rok później, po fatalnie wyglądającym wypadku, któremu krakowianin uległ dokładnie na tym samym torze.
"Robert, bravo, bravissimo, bravissimo. That is a historical win Robert. You are leading the championship now!" - krzyczeli przez radio współpracownicy kierowcy, który został, jak powiedziano, liderem klasyfikacji Mistrzostw Świata. Kanadyjski wyścig ogólnie rzecz biorąc był dla niemieckiego zespołu niesamowicie udany - drugie miejsce zajął partner Kubicy z zespołu Nick Heidfeld, a BMW w zestawieniu punktowym konstruktorów znalazło się na trzecim miejscu.  Rok ten Robert Kubica skończył ostatecznie na czwartym miejscu.

Nowy zespół, nowe nadzieje i przerwany sen

W sezonie 2010 Polak przeszedł do Renault. Francuski zespół ściągnął go z nadzieją na poprawienie wyników stajni. Nie zawiódł się - ósma pozycja w klasyfikacji generalnej i ambitne plany na następny sezon. Ten jednak nigdy dla Kubicy nie nadszedł. 6 lutego 2011 roku Robert uległ poważnemu wypadkowi podczas rajdu samochodowego Ronde di Andora. Kierowca, który uwielbiał w trakcie między sezonowej przerwy zasiąść za kierownicą "rajdówki", o mało nie przepłacił tego życiem. Wielomiejscowe złamanie prawej ręki i nogi, uszkodzenie dłoni, siedmiogodzinna operacja we włoskim szpitalu, śpiączka farmakologiczna.  Pięć dni później uskarżającego się na ból operowanych miejsc odwiedza kardynał Stanisław Dziwisz życząc powrotu do zdrowia i przekazując mu, na prośbę Kubicy, relikwie Jana Pawła II.

Rehabilitacja Polaka trwała ponad rok. Ciągnęło niesamowicie wilka do lasu i już 9 września 2012 roku Kubica zasiadł za sterami rajdówki, oczywiście nie słuchając się lekarzy radzących mu rezygnację z uprawiania tego sportu z powodu trwałego uszkodzenia prawej ręki, przez co jedyny Polak w historii Formuły 1 musiał nauczyć się posługiwać lewą. Można tę datę uznać za oficjalny czas rozpoczęcia walki o powrót na tory królowej motosportu.

Rehabilitacja przez rajdy, powrót do bolidu i walka o miejsce w zespole

Rajdy WRC i ERC krakowianin traktował jako rehabilitację i naukę prowadzenia pojazdu jedną dłonią. Wyniki, jak na stan fizyczny, osiągał bardzo dobre. 6 czerwca 2017 jest kolejną, znaczącą datą w historii powrotu Kubicy - Polak rozpoczął prywatne testy bolidu Renault. Testy, które w ostateczności doprowadziły go do pozycji kierowcy rezerwowego i rozwojowego w Williamsie. Decyzja ta wywołała, co było oczywiste, fale spekulacji i pogłosek odnośnie powrotu tryumfatora Gran Prix Kanady z 2008 roku do zawodowego ścigania się w najszybszych bolidach świata. Na przeszkodzie stanąć miała jednak niepełnosprawność kierowcy. Inżynierom z brytyjskiej stajni udało się również i to obejść - samochód dostosowany jest do prowadzenia go głównie przy pomocy lewej ręki.

Stałym uczestnikiem serii Robert mógł być już w 2018 roku. Rywalizację o miano kierowcy wyścigowego wygrał jednak Siergiej Sirotkin. Co jasne w tym sporcie, decydującego znaczenia nie miały umiejętności obu zawodników, ale...pieniądze. Rosjanin, wspierany przez Gazprom, osiągnął zdecydowanie większe zaplecze finansowe (według nieoficjalnych danych kontrakt opiewał na sumę około 20 milionów euro), dzięki czemu to właśnie on reprezentował Williamsa. Występy Sirotkina nie  były jednak zadowalające, co tylko spotęgowało pogłoski o następnym sezonie i walce o miejsce w zespole.

Wielkie pieniądze, wielki powrót i wielkie nadzieje

Wszystko nabrało tempa pod koniec tego roku. Zaczęły pojawiać się komunikaty mówiące o zainteresowaniu państwowego Orlenu wsparciem Kubicy, zwłaszcza po ujawnieniu słynnych taśm z restauracji "Sowa i Przyjaciele", gdzie nagrany został również obecny premier, a wtedy biznesmen Mateusz Morawiecki, który o Formule 1 i Banku Santander rozprawiał przy posiłku. Komunikaty ostatecznie stały się prawdą, a potentat paliwowy został sponsorem krakowianina, co umożliwiło mu powrót na tory królowej motorsportu.

22 listopada tego roku Williams oficjalnie ogłosił podpisanie kontraktu z Polakiem, który wespół z Georgiem Russelem tworzy parę kierowców wyścigowych brytyjskiego zespołu na sezon 2019. Nie ulega wątpliwości, że jest to najbardziej oczekiwany powrót w ostatnim dziesięcioleciu polskiego sportu. W końcu wszyscy pamiętają ile radości sprawiał Robert Kubica kibicom z kraju nad Wisłą i jak wielkim kunsztem i talentem się popisywał. Kariera zahamowana przez wypadek w trakcie rajdu Ronde di Andora, zdawać się mogło, zakończył piękną, choć krótką polską historię w Formule 1. Niemożliwe jednak, co pokazał Kubica - nie istnieje.

Pierwszy wyścig, Grand Prix Australii, już za trzy miesiące. Poziom oczekiwań rośnie i rosnąć będzie, aż do 17 marca. Bez względu na przyszłe wyniki krakowskiego kierowcy, docenić trzeba jego pasję, upór w dążeniu do celu i niesamowitą pracę, którą wykonał nie tylko pod kątem powrotu za stery bolidu, ale także nauki życia z lekką niepełnosprawnością ruchową. Pozostaje mieć nadzieję, że powrócą czasy, kiedy to tłumy Polaków zasiadały przed telewizorem i przy niedzielnym obiedzie kibicowały Robertowi, nawet jeżeli znały się na tym sporcie tyle, co na rosyjskim balecie. Bo sport, a zwłaszcza zawarte w nim zwycięstwa, potrafią łączyć i wzruszać. Zwłaszcza, gdy za nimi stoi taka historia jak ta.

 

Źródło ilustracji: facebook.com/WilliamRacing

pertutti bhelios bmediatory brzeszow stolica bspotkania z podrozami brzeszow b