Soul’owa diva i królowa popu choć wiele ich różni to jedno je łączy. Niezapomniane głosy i piosenki obu artystek łączyły ludzi. Zniszczone przez mężczyzn i nałogi.
Amy Whinhouse
Znana z hitów takich jak: „Back to black”, „Rehab” czy „You know I’m not good”. Jako nastolatka śpiewająca w klubach Jazzowych w Anglii dostała szansę od losu. Jej znajomy wysłał demo artystki do Nick’a Shymansk’iego. Gdy ją spotkał miała 16 lat i od razu wiedział że piosenkarka ma wrodzony talent. W wieku 20 lat wydała swój pierwszy album. Znana nie tylko z pięknego głosu ale i kultowej fryzury „beehive” która była jej znakiem rozpoznawczym inspirowanym latami 60. Przez silną presje wywartą przez media popadła w problemy z alkoholem i narkotykami. Dodatkowym powodem do zażywania używek był jej burzliwy związek z Blake’iem Fielderem-Civilem. Amy była na odwyku lecz niedługo po powrocie wróciła do starych nawyków. Na swoim ostatnim koncercie przed śmiercią było widać jak bardzo była zniszczona – zarówno psychicznie jak i fizycznie. Zmarła w wieku 27 lat przez przedawkowanie, dołączając tym samym do tak zwanego „klubu 27”.
Whitney Houston
Została odkryta mając zaledwie 19 lat. Jej ogromny talent zwrócił uwagę producentów. Clive Davis z Artista Records był pierwszą osobą która ją dostrzegła. Jak sam mówił: „tak czystego i potężnego głosu nie słyszałem nigdy wcześniej”. Znana była głównie z hitów takich jak: „I wanna dance with somebody”, „How will I know”, „I have nothing”. Jej małżeństwo z Bobbym Brownem przeszło do historii jako jedno zs najbardziej burzliwych w show-biznesie. Pod koniec lat 90 kariera zaczynała przygasać z powodu nałogów. Uzależniona od narkotyków i alkoholu gwiazda zmarła w 2012 roku w wieku 48 lat. Skutkiem przedawkowania była niewydolność serca i śmierć przez utonięcie w wannie.
Choć obie tak różne ich koniec był podobny. Dwie utalentowane gwiazdy zatraciły się w narkotykach i alkoholu. Doprowadziło to do nieuchronnej śmierci. Na całe szczęście pozostawiły nam swój dorobek w postaci cudownych utworów.










