logo wsiiz main

POLECAMY

Anastasiia Buha

Artykuły
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Nieodłącznym towarzyszem każdego żołnierza na polu bitwy jest broń. Nikogo więc nie powinien dziwić fakt, że jej produkcja w trakcie wojny szła nad wyraz żwawo. Z okresem II wojny światowej najbardziej kojarzone są egzemplarze, które zostały spopularyzowane w grach np. MP40, Mauser Kar98k, M1 Garand czy też Thompson M1A1. Jednak i spod rąk polskich rusznikarzy wyszły bardzo ciekawe modele. Często są one pomijane, przez co tracimy możliwość poznania polskiego kunsztu zbrojnego, jak również historii związanych z ich produkcją. Jedną z takich broni, o których nie powinniśmy zapomnieć, jest kbsp wz. 38M, konstrukcji inżyniera Józefa Maroszki.

W marcu 1934 r. Instytut Badań Materiałów Uzbrojenia ogłosił konkurs na projekt karabinu samopowtarzalnego i ręcznego granatu przeciwpancernego. W przypadku pierwszej kategorii narzucono kilka warunków. Przede wszystkim broń musiała obsługiwać standardowy nabój do mausera 7,9 x 57  mm. Masa broni nie mogła być większa niż 4,5kg, w tym jej konstrukcja musiała się cechować prostotą oraz małą liczbą części, co miało się przełożyć na niższe koszty produkcji. Magazynek musiał pomieścić dokładnie 10 nabojów. Lufa z kolei miała być długości minimum 600mm (czyli nie krótsza niż w innej polskiej broni tj. karabinek wz. 29).

8 i 9 stycznia 1935 r. komisja, na której czele zasiadł ppłk. Dypl. Inż. Czesław Kunerta, spośród dziewięciu projektów wytypowała trzy, które w jej opinii najlepiej nadawały się do spełnienia narzuconych wymogów. Dostrzeżone zostały: kbsp „SKS” inż. Stefańskiego, kbsp „ES” inż. Steckiego oraz kbsp „Turniej” inż. Maroszka, który był już wtedy znanym rusznikarzem. Spod jego pieczy pochodził słynny karabin przeciwpancerny wz.35, którego moc obalająca pozwalała na przebicie pancerzy większości ówczesnych czołgów. I tym razem dane mu było osiągnąć sukces. Szybko się okazało, że konstrukcja prototypów dwóch pierwszych rusznikarzy pochłania zbyt dużo czasu. W efekcie porzucono ich projekty i skupiono uwagę na kbsp „Turnieju”.

Pierwszy egzemplarz testowy powstał w Zbrojowni nr 2, skąd powędrował do Centrum Badań Balistycznych w Zielonce. Tam potwierdzono niezawodność i trwałość mechanizmów, choć iglica łamała się po wystrzeleniu tysiąca naboi. Dlatego do kolejnych prototypów zastosowano dwuczęściową iglicę z grotem wykonanym ze struny fortepianowej. Rozwiązanie to przyniosło oczekiwane rezultaty i naprawiło wadę produktu. Po entuzjastycznym przyjęciu broni, podczas kolejnego pokazu w Zielonce, zdecydowano się na produkcję seryjną z zastosowaniem dodatkowych testów poligonowych. Pierwotnie w testach miały wziąć udział 72 egzemplarze, jednak ostatecznie w lipcu 1938 r.  złożono zamówienie jedynie na 55 sztuk. Nie wiadomo jednak czy do produkcji trafiło więcej egzemplarzy tego uzbrojenia.

Wszystkiemu winne było rozpoczęcie wojny z III Rzeszą. Skuteczne natarcie wroga eliminowało kolejne fabryki, co nie sprzyjało produkcji. Nie ma żadnych oficjalnych dowodów na wykorzystanie jedynych istniejących egzemplarzy w wojnie obronnej. Jest tylko jedna historia, przytoczona przez samego konstruktora broni. Ewakuował się on wtedy wraz z innymi pracownikami Instytutu Techniki Uzbrojenia. Ich pociąg został zaatakowany pod Zdołbunowem przez dwa samoloty niemieckie. Wedle tej relacji, Maroszka chwycił za swoją broń i zaczął strzelać do nadlatujących oponentów. W trakcie ostrzału miał zabić strzelca pokładowego i ciężko ranić pilota, zmuszając go do awaryjnego lądowania. Nie posiadamy więcej wiarygodnych dowodów. Jednak historia kbsp wz. 38M wcale się nie kończy. Po zajęciu Polski przez Niemców, karabiny miały trafić w ręce okupanta. Ponoć doposażył się w niego cały niemiecki oddział. Po II wojnie światowej zachowało się tylko 5 modeli. Jeden, o numerze seryjnym 1027, trafił do Muzeum Wojska Polskiego. Eksponat przywędrował z Centralnego Muzeum Sił Zbrojnych ZSRR, ale był niekompletny, a niektóre części wymieniono z tymi z karabinu Mauser. Dopiero w 1975 r. do Muzeum przyjechał z wizytą amerykański kolekcjoner Robert Farris. Chciał on potwierdzić autentyczność broni (numer seryjny 1048). Pracownicy muzeum byli w szoku – nigdy nie spodziewali się, że zastaną egzemplarz w tak idealnym stanie. Po tym wydarzeniu zaczęły się pojawiać kolejne ocalałe modele.

Broń z numerem seryjnym 1014 trafiła do prywatnej kolekcji w Niemczech, a z numerem 1030 - w ręce Wacława Ustupskiego. W 2014 r. nadarzyła się okazja do wykupienia karabinu od amerykańskiego kolekcjonera Krzysztofa Gąsiora. Skarb Państwa początkowo planował odzyskać broń drogą dyplomatyczną, jednak w rezultacie zdecydowano się na zapłatę 25 tysięcy dolarów. Niespełna trzy lata później nadarzyła się kolejna okazja na wykup, gdyż Farris zdecydował się sprzedać swój egzemplarz w domu aukcyjnym „James D. Julia”. Decyzja okazała się dla kolekcjonera bardzo korzystna, gdyż nasze państwo zapłaciło za zakup tego uzbrojenia prawie 70 tysięcy dolarów. W ten sposób kolejny członek rodziny kbsp wz. 38M dołączył do zbiorów Muzealnych.

Tym razem głównych skrzypiec nie zagrały znane persony. Nie poznaliśmy również żadnych historycznych bitew, które wpłynęły na losy świata. Nie mniej jednak, nie była to zbędna lekcja historii, w końcu nie każda musi być przepełniona heroizmem. Czasem to właśnie takie, bardziej pospolite opowieści zasługują na większą uwagę. W kolejnych artykułach z cyklu powrócimy do wojennej ekspansji. Poznamy dalsze losy frontów tej największej w historii wojny. Do zobaczenia w przeszłości!

 tabelka_Mateusz.jpg

 

PerTutti - Logo
Helios - Logo
Mediatory - Logo
Miasto Rzeszów - Logo
Spotkania z podróżami - Logo
Rzeszów - Herb