logo wsiiz main

POLECAMY

Paulina Wodzień

Artykuły
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Finowie i Polacy mają wbrew pozorom wiele wspólnego. Oni również podczas II wojny światowej musieli walczyć o swoją niepodległość. Świat i temu przyglądał się bezczynnie, wyrażając niemą zgodę na kolejne akty agresji, wobec czego Finlandia musiała stoczyć nierówną wojnę ze Związkiem Radzieckim. 400 tysięcy żołnierz fińskich przeciwstawiało się ponad czteromilionowej armii radzieckiej. Konflikt ten zapoczątkowany 30 listopada 1939 r. nazywany jest wojną zimową. Pomimo miażdżącej czerwonej siły, wojska fińskie dały piękny popis umiejętności i nie ugięły się pod naporem wroga. W tych dniach wyłoniło się wielu wspaniałych i walecznych żołnierzy, a niektórzy z nich stali się prawdziwą zmorą Armii Czerwonej.

 

Od czego się to wszystko zaczęło?

Wszystko rozpoczęło się w czerwcu 1939 r. Wtedy to Stalin zorganizował specjalne posiedzenie, na którym miał omówić sytuację w rejonie Leningradu. Przynajmniej takie było oficjalne założenie. W zebraniu wziął udział między innymi generał Kirił Mierieckow, dowódca leningradzkiego okręgu wojskowego oraz Otto Wille Kuusinen, fiński polityk socjaldemokratyczny i komunista, marionetka Stalina w rządzie fińskim. Podczas owego posiedzenia panowie debatowali nad sprawą granicy rosyjsko-fińskiej.

 

Jaki był prawdziwy cel tego zebrania? O co toczyła się stawka?

Obawiano się, że ze strony fińskiej nadciągnie armia, która zagrozi porządkowi Związku Radzieckiego. W końcu w rękach Finlandii znajdowało się wybrzeże, z którego łatwo można było przyblokować port w Leningradzie, jedyny w tamtej części Rosji sowieckiej. Dodatkowo granica przebiegała tylko 32 kilometry dalej od owego miasta. Odległość ta była dostateczna, aby przeprowadzić skuteczny ostrzał artyleryjski. Ponadto w rękach fińskiego rządu znajdowały się bogate złoża niklu, metalu niezbędnego do produkcji zbrojenia. ZSRR poszukiwało więc dobrego planu do zagarnięcia najbardziej korzystnych mu ziem.

 

Jakich działań podjęli się Sowieci?

Postanowili wkroczyć na drogę dyplomatyczną. Zaproszono ministra spraw zagranicznych Finlandii, aby przedstawić mu ofertę Związku Radzieckiego. Rosjanie chcieli postawić swój garnizon na terenie Finlandii i zagarnąć 2700 km2 ziemi. W zamian oferowali 5,5 tysiąca km2 połaci swojego terenu. W negocjacjach Stalin wspomagał swoją ofertę słowami: „Czy jest takie drugie niemądre mocarstwo?”

 

Brzmi kusząco, ale w czym tkwił haczyk?

Były to puste słowa. Za istotne punkty strategiczne oferowali oni tereny bez żadnej wartości. Cała rozmowa była przeprowadzona w tonie, który jasno dawał do zrozumienia, że oferty nie powinno się odrzucać.

 

Jaka była w takim razie reakcja ministra Finlandii?

Po powrocie do swojej ojczyzny minister rozpoczął rozmowy z rządem. Finowie chcieli jak najdłużej odwlec wszelkie konfrontacje. Liczyli oni na wsparcie z zewnątrz. Jeszcze 7 października otrzymali odpowiedź od rządu III Rzeszy, który stwierdził, że nie będzie ingerował w sprawy rosyjsko-fińskie. Niedługo później podobna odpowiedź przyszła od Brytyjczyków. Sytuacja stawała się powoli jasna – Finowie zostali pozostawieni samym sobie przeciwko jednemu z największych mocarstw ówczesnego świata.

 

Finowie nie znaleźli się w zbyt dobrym położeniu. Do tego każda, nawet najbardziej odwlekana rozmowa, kiedyś dojdzie do skutku…

Pod koniec listopada ponownie zaproszono ministra spraw zagranicznych Finlandii. Tym razem przekazano mu informację o incydencie w jednej z przygranicznych wiosek. Niedaleko fińsko-rosyjskiej granicy ostrzelano cywilów, zginęły 4 osoby. Wiadomość była prawdziwa… nie wspomniano jednak, że ostrzału dokonała radziecka artyleria. W taki oto sposób znaleziono pretekst do wszczęcia wojny zimowej. 30 listopada 1939 r. granicę fińską przekroczyło 27 dywizji radzieckiej piechoty, dywizja kawalerii, korpus zmechanizowany, 3 brygady czołgów i 800 samolotów. Przywódca Radziecki był bardzo pewny swego. Myślał, że jego czołgi nie zatrzymają się aż do granicy ze Szwecją.

 

Polacy wielokrotnie stawiali opór wrogom. A jak było w przypadku Finlandii?

W tej kwestii byli równie zacięci co żołnierze Rzeczpospolitej. Wszystko zaczęło się od linii Mannerheima. Był to zespół umocnień znajdujący się na przesmyku Karelskim. Rozłożono na niej zapory przeciwpiechotne i przeciwczołgowe oraz rozlokowano na niej działa od 120 do 150 mm. Na tej linii stanęło tylko 15 dywizji fińskich. Rozpoczęła się jedna z najbardziej niewiarygodnych obron II wojny światowej.

 

Z jakim wyposażeniem Finowie stawiali czoła oponentom?

Uzbrojenie Finów było dosyć ubogie. Przeciwko czołgom stosowano w głównej mierze koktajle Mołotowa. Ostrzeliwano też wrogów z okopów, stosując przy tym pistolety maszynowe Suomi (na ich podstawie Rosjanie stworzyli później kultowe PPSz-41, statystyki obu broni zostały porównane w tabelce na końcu artykułu). W takich warunkach stawiali opór przez niecałe cztery miesiące.

 

Czy nikt nie planował wesprzeć Finów po wybuchu konfliktu? Nie było żadnych reakcji państw trzecich?

W istocie – powstały takie plany. Jeden z nich był iście brytyjski, gdyż do walk planowano wysłać oddział Polaków stacjonujący w Holandii, lecz było ich tylko trzystu. Nawet Rząd Polski na uchodźstwie miał jeden projekt, ale go odrzucono. Ktoś inny zaproponował, aby powstał specjalny korpus ekspedycyjny powstały do tejże wojny. Organizacja wsparcia nadal trwała. A w tym samym czasie na półwyspie Skandynawskim toczyła się niekończąca batalia.

 

Finowie musieli więc w pojedynkę stawiać czoła hordom wrogów…

Jednak nawet bez wsparcia dokonywali wspaniałych czynów, rodem z filmów akcji. Niektóre z nich zapisały się głęboko w pamięci Rosjan. 

 

Może jakiś przykład takiej dywersji?

Pewnego wieczoru grupa fińskich żołnierzy przedarła się głęboko na terytorium oblegane przez sowietów. Niczym duchy prześlizgiwali się pomiędzy radzieckimi jednostkami. Dotarli na tereny, które już do nich nie należały. Wzięli dwóch jeńców i przy okazji zgarnęli komplet tajnych dokumentów. Zdecydowali się także skorzystać z okazji i zaczaić na konwój Armii Czerwonej. Wybili ich co do nogi. Jeden z nich stwierdził, że szkoda mu amunicji i rzucił się na wrogów, aby powalczyć wręcz. Kule śmigały koło niego, a ten biegł na przód nic sobie z tego nie robiąc. Kiedy skończył, wytrzepał mundur, uśmiechnął się do swoich współtowarzyszy i rzekł, że muszą uciekać, bo będą mieli wielu czerwonych na ogonie. I tak właśnie było – zgrabnie minęli posterunki, po których biegały chmary wrogów wypatrujących nieproszonych gości. Następnie ukradli sowieckie łodzie i dołączyli do reszty swoich ludzi.

 

Czy naprawdę istnieli ludzie, którzy dokonywali takich czynów?

Bywały i takie utalentowane jednostki. A tego typu działania były działką m. in. Lauriego Allana Törnie go. Dywersje, podobne do tych z opisu przytoczonego wcześniej, były jego ulubionymi. Lauri od małego śnił o karierze wojskowej. Rozpoczął ją w 1938 r. w 4 Samodzielnym Batalionie Jägrów w Kiviniemi, w którym to bardzo szybko dostrzeżono jego potencjał do pełnienia funkcji przywódczych. Komuniści z kolei dostrzegli w nim wielkie zagrożenie. Byli skorzy zapłacić za jego głowę 3.000.000 marek fińskich (w przeliczeniu na obecną walutę to ponad 500 tys. Euro).

 

Gdzie dokładniej stacjonował i czym zajmował się Törni?

Stacjonował on w rejonie Jeziora Ładogi, w okolicach którego eliminował kolejne jednostki wroga. „Szalony Fin”, gdyż tak zwykli na niego mówić sowieccy żołnierze, z przyjemnością podejmował się kolejnych głębokich rekonansów, operacji dywersyjnych i zasadzek na konwoje wroga. Był w swoim żywiole i mógł się realizować jako żołnierz, którym chciał być od najmłodszych lat.

 

Piękny opis… tylko raczej pojedynczy żołnierz nie da rady odmienić losów wojny?

Niestety, nawet on nie zmienił tego bezlitosnego końca. Finlandia przegrywała wojnę. W kolejnych miesiącach pomimo dotkliwych strat wroga, musieli się wycofać w głąb kraju. Stalin w tym czasie szykował się do porozumienia. Konflikt trwał za długo i obawiał się, że w krótce dojdzie do napaści ze strony innych mocarstw, a może nawet i do złamania paktu Ribbentrop-Mołotow. W nocy z 12 na 13 marca 1940 r. podpisano zatem traktat pokojowy z Finami.

 

A co z Laurim? Jak przyjął wiadomość o zakończeniu wojny?

Törni aż do ostatnich chwil osłaniał swoich wycofujących się towarzyszy w boju. Nie mógł uwierzyć, że wojna dobiegła końca, jednak jako żołnierz musiał wypełniać rozkazy. Podporządkował się woli sił wyższych.

 

Jakie były jego dalsze losy?

Najpierw wysłano go do szkoły oficerskiej, by w czerwcu 1941 r. mógł trafić do Wiednia, w którym szkolił się na członka Waffen-SS (nie można mylić członków SS, którzy strzegli obozów koncentracyjnych i dokonywali egzekucji, z tymi z Waffen-SS, którzy stanowili elitę na frontach wojny). Podczas odbytej służby został odznaczony Żelaznym Krzyżem - najwyższym odznaczeniem wojskowym w armii niemieckiej. Niedługo po tym musiał jednak wrócić do ojczyzny, aby kontynuować jej obronę przed sowietami. Zdobył wtedy drugie najwyższe odznaczenie, tym razem fińskie – Krzyż Mannerheima. Lista zasług Törniego rosła. Jednak wojna musiała w końcu całkowicie dobiec końca. Powstało wiele mitów, wedle których ”Szalony Fin” walczył nadal pod banderą nazistów aż do końca wojny. Nic bardziej mylnego, służba w Waffen-SS była tylko wywiązaniem się Finlandii z umów zawartych z III Rzeszą. Törni był oddany przede wszystkim swojej ojczyźnie.

 

II wojna światowa zmierzała ku końcowi – a co stało się z Laurim?

Po wojnie uciekł on do Stanów Zjednoczonych, jednak w niebywały sposób. Sterroryzował pistoletem taksówkarza, dzięki czemu zdążył na prom, który wysadził go na innym kontynencie. Decyzja o podróży była uzasadniona tym, że nienawidził komunistów i chciał toczyć z nimi dalsze boje. Niestety, rząd fiński nie podejmował żadnych działań w tej sprawie, a ponadto Törniemu  groziło więzienie za służbę na rzecz hitlerowskich Niemiec. Ameryka była w konflikcie z Rosją, co dawało mu pole do dalszych manewrów. Wcielono go do armii Wujka Sama z największymi honorami i na dzień dobry przydzielono go do zielonych beretów – jednego z najbardziej elitarnych oddziałów na świecie. Początkowo zajmował się szkoleniem dodatkowym dla nowych członków. Z czasem jednak wysłano go do Wietnamu, aby robił dalej to, w czym był najlepszy. Dzięki temu do dotychczasowych wielkich orderów dołączyła Srebrna Gwiazda i Purpurowe Serce - dwa kolejne, wielkie odznaczenia. Podczas walk z Wietkongiem jego helikopter zaginął. Najprawdopodobniej został on zestrzelony a Törniego uznano wkrótce za zmarłego.

 

Czyli to koniec tego wielkie człowieka. Cześć i chwała bohaterom!

Ale… koniec ten nastąpił długo po tym, jak jego ojczyzna zakończyła zmagania w wojnie zimowej. Wróćmy jeszcze na chwilę do tamtych wydarzeń. Stalin w obawie przed ingerencją innych mocarstw podpisał zawieszenie broni. Jaki był tego rezultat dla Finów?

Granicę przesunięto o półwysep Wyborski i w efekcie znalazła się 40 km od Leningradu. Finlandia utraciła 35 tys. km2 ziem, jednak w jej rękach wciąż leżały kopalnie niklu, na których bardzo zależało Stalinowi.

 

Na czy polegało więc zwycięstwo skandynawskiego kraju?

Pokazali oni, że nawet kiedy naród zostanie przytłoczony przez przeważające siły wroga, to może stawić mu zacięty opór. Wystarczy spojrzeć na straty. Po stronie fińskiej padło ponad 25 tys. zabitych i niespełna 35 tys. żołnierzy zostało rannych. Z kolei po stronie radzieckiej, zliczając zabitych, rannych i zaginionych, straty wyniosły aż 250 tys. ludzi. Ta drastyczna różnica pokazuje jaką walecznością wykazał się naród Fiński.

 

Czy komukolwiek później udało się osiągnąć podobne rezultaty? Jak potoczyły się dalsze plany Stalina? Jak dalej przebiegała wojenna ekspansja?

Odpowiedzi na te pytania poznamy już w kolejnych artykułach z cyklu: „W pogoni za historią – II wojna światowa”.

Do zobaczenia w przeszłości!

tabela.jpg

 

PerTutti - Logo
Helios - Logo
Mediatory - Logo
Miasto Rzeszów - Logo
Spotkania z podróżami - Logo
Rzeszów - Herb