Artykuły
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Uzależnienia najczęściej są tematem tabu. Głównie dlatego, że sam zainteresowany nie chce przyznać się otwarcie do problemu, bo tylko słabi nie mają nad sobą kontroli. Dochodzi do tego stygmatyzacja i wykluczenie społeczne oraz strach, że najbliżsi nie będą chcieli pomóc, tylko wyśmieją i zostawią odmieńca. Co więcej, gdy w grę nie wchodzą powszechnie znane i kojarzone: narkotyki, alkohol i hazard, to powtarzalne w pewnych specyficznych sytuacjach zachowania przestaje się traktować jako oznaki zniewolenia. No bo że jak, że jedzenie? Przecież jesz normalnie! A że od czasu do czasu więcej - to nic zdrożnego. Każdy kiedyś musi się najeść! Nie rób problemu tam, gdzie go nie ma! Dobrze, że się zaokrągliłeś - zdrowo wyglądasz! Tymczasem człowiek chory, po cichu i bez żadnej reakcji najbliższych sobie osób, zażera się na śmierć.

Problem jest, i to poważny. Zaburzenia odżywiania to nie tylko nagłośnione anoreksja i bulimia, ale również jedzenie kompulsywne - spożywanie ogromnych ilości pożywienia w sposób niekontrolowany, bez poczucia głodu. Człowiek uzależniony od pożerania może w ten sposób zajadać emocje, niekoniecznie negatywne. Pierwszy na myśl przychodzi stres, później spadki nastroju czy wręcz stany depresyjne, ale mało kto zdaje sobie sprawę, że po sukcesie zniewolenie także może pragnąć uszczknąć coś dla siebie z tortu samozadowolenia. Metaforyczna słodycz przemienia się w rzeczywistą, niekoniecznie będąc kawałkiem ciasta - bardziej gorzkim robieniem tego, co każe bliżej nieokreślony stan (nie)świadomości.

Gdy przyjdzie gorszy wieczór, do żołądka trafia wszystko, co znajdzie się pod ręką. Nie liczy się wtedy smak, choć odgrywa znaczącą rolę na początku ataku, ale ilość. Jeśli zdarzy się, że niczego więcej już nie ma, włącza się wewnętrznie skryty, lecz będący ciągle w człowieku, pomimo lat ewolucji, myśliwy. Znajdujący się w amoku uzależnienia pierwotny dzidą upoluje nawet i czerstwy chleb - sucha, chropowata bułka dobija najlepiej. Jeśli jest jeszcze masło w lodówce, to można poplamić swoje sumienie tak dobrze jak weselny, północny barszczyk z pasztecikami zdobi białą koszulę wuja Mariana.

Po nocy przychodzi dzień. Według przyrodniczej logiki jasność zastępuje ciemność. W tym przypadku nie jest inaczej - nażarł się, miał wyrzuty sumienia i postanowił już po pięciu minutach od zapchania żołądka, że od jutra wszystko wróci do normy. Nie pomylił się, norma wróciła. Tylko nie ta, o którą mu chodziło. Ukryte w mroku naoczne efekty upadku z całą siłą i grubością wyostrzają się w dziennym świetle, co motywuje nie do opamiętania się, a do dalszego brnięcia w jedzenie. W końcu, skoro jest już tak źle, to niech będzie jeszcze gorzej.

Nie wiem, czy Państwo zauważyli, ale każdy kolejny akapit jest krótszy od poprzedniego. Ta tendencja nie jest przypadkowa, tak samo jak moje jej wskazanie. Bo z tym tekstem jest dokładnie tak, jak z osobą jedzącą kompulsywnie - ma problem, dusi go w sobie, rozwija, zajada i się (wy)kończy, mimo że paradoksalnie jest coraz większy. Nie tylko biały śnieg i złocisty napój uzależnia. Czerstwy chleb również.

 

 

 

 

 

 

 

 

PerTutti - Logo
Helios - Logo
Mediatory - Logo
Miasto Rzeszów - Logo
Spotkania z podróżami - Logo
Rzeszów - Herb
Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Dalsze informacje Ok