logo wsiiz main

POLECAMY

Wywiady
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Przed kilkoma tygodniami światło dzienne ujrzała powieść pt. „Maryla i Debora”. Książka opowiada historię dwóch kobiet, które zmuszone są podejmować życiowe wybory w trakcie skrajnej, wojennej rzeczywistości. Autorką książki jest Magdalena Mosiężna – na co dzień specjalistka ds. kadr w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.

Z debiutującą pisarką porozmawialiśmy między innymi o trudach początków, zaletach płynących z tworzenia książek, wpływie historycznego tła na wydarzenia w powieści oraz planach na kontynuowanie zawartej w „Maryli i Deborze” historii.

Michał Mryczko: Debiuty nigdy nie są łatwe. Zwłaszcza te w sztuce, która opiera się na krytyce. Był w Pani strach, niepokój, napięcie związane z postawieniem pierwszego kroku na literackim boisku?

Magdalena Mosiężna: Zdecydowanie tak. W obecnym czasie debiut jest jeszcze trudniejszy, pandemia bardzo ogranicza akcje promocyjne. Miałam wiele obaw, czy w ogóle dojdzie do premiery książki w zaplanowanym terminie. Teraz, już po wydaniu powieści, odczuwam ulgę, że mimo wielu przeciwności w końcu trafiła do rąk czytelników.

M. Mryczko: Przygotowując się do tej rozmowy, pozwoliłem sobie sprawdzić opinie, recenzje dotyczące „Maryli i Debory”. W przeciągu dwóch tygodni od daty wydania, nie natrafiłem na żadną negatywną. Ba, Adam Kraszewski w naTemat.pl stwierdził, że czeka na Pani kolejne książki, co zresztą nie zostanie niewysłuchane, bo książka ta jest pierwszą częścią trylogii. Spodziewała się Pani takiego przyjęcia?

M. Mosiężna: Szczerze mówiąc, moje wyobrażenia sięgały tylko momentu, gdy dostanę do rąk wydrukowany egzemplarz książki. Nie wybiegałam myślą dalej, choć w głębi serca trochę liczyłam na pozytywny odbiór. Nadal cieszę się samym faktem wydania mojej powieści, a dobre opinie to taka wisienka na torcie. Myślę, że będę o wiele mocniej przeżywać reakcje czytelników na kolejne części, obawiając się, czy nie zawiodę ich oczekiwań.

M. Mryczko: Czym na co dzień zajmuje się Magdalena Mosiężna? Czy po debiucie można napisać: zawód-pisarka?

M. Mosiężna: Muszę wyznać, że pierwszy raz pomyślałam o sobie jako o pisarce już dziesięć lat temu, gdy skończyłam pisać moją pierwszą powieść, która ostatecznie trafiła do szuflady. Wydanie „Maryli i Debory” sprawiło, że czuję się bardziej uprawniona do tego tytułu (uśmiech). Ale w urzędowych rubrykach nadal będę pisać specjalista do spraw kadr, bo to jest moja pełnoetatowa praca, z której się utrzymuję.

ksiazka mosiezna wsiz

M. Mryczko: W sekcji „Od autorki” na Lubimy czytać, można przeczytać Pani słowa odnośnie do książki: „Tak, moi bohaterowie zdradzają, a ja im na to pozwalam. To wielki przywilej pisarza, móc przekraczać granice, których we własnym życiu nie chciałby naruszyć.”. Czy właśnie ta wolność twórcy, wolność przypisywania postaciom cech, sytuacji, kreowania wydarzeń i kierowania ich przebiegiem, których w pewnej części nie chciałoby się przeżyć w realu, jest tym, co sprawiło, że sięgnęła Pani po pióro?

M. Mosiężna: W dużej mierze tak. Pisanie daje wspaniałą możliwość życia innym życiem, w innym kraju, w innych czasach, a nawet w wymyślonym od podstaw świecie. Już samo czytanie książek przenosi odbiorcę do innej rzeczywistości, w przypadku tworzenia odczuwa się to jeszcze bardziej intensywnie. Ale to nie jedyny powód, dla którego zaczęłam pisać. Jest to swego rodzaju wewnętrzny przymus. W pewnym momencie fabuła w mojej głowie stała się tak pochłaniająca, że musiałam jakoś ją zmaterializować, zrobić dla niej miejsce w rzeczywistym życiu.

M. Mryczko: Przejdźmy teraz konkretnie do książki. „Maryla i Debora” to historia o dwóch kobietach z kompletnie innymi historiami, innym podejściem do życia, które spotyka jedno z najgorszych możliwych na świecie nieszczęść – wojna. To ona powoduje następne, tragiczne doświadczenia, które ewaluują myśli i zachowania bohaterek. Jaka jest główna idea przyświecająca tej pozycji? Da się w ogóle taką wyodrębnić, czy może jest to jednak mieszanka historii na bazie etycznych, życiowych, światopoglądowych dylematów?

M. Mosiężna: Wojenna rzeczywistość jest zbyt skomplikowana, aby podsumować ją jedną myślą, choćby nawet wyjątkowo trafną. Zresztą, niewojenna również. Jeśli powieść ma być zwierciadłem przechadzającym się po gościńcu, musi oddawać złożoność, różnorodność świata. Jako autor nie stawiam żadnej tezy i nie próbuję niczego udowodnić. „Maryla i Debora” to mozaika ludzkich losów, które nie podlegają wartościowaniu na lepsze i gorsze.

M. Mryczko: Akcja umiejscowiona jest w przed- i powojennej Warszawie. Sama wojna, która polską stolicę nawiedziła, jest punktem ważnym, może nawet decydującym dla istoty książki, pokazania różnic m. in. zachowań czy myśli. Jak wyglądał proces planowania, układania historii? Wiemy, że jest to pierwsza część trylogii, zatem automatycznie nasuwa się także pytanie, czy pierwsza część rzeczywiście pojawiła się w Pani głowie na początku, jako ta iskra wzniecająca płomień twórczy? Czy jest może wynikiem tworzenia, uzupełnienia całej, trzyczęściowej historii?

M. Mosiężna: Od początku planowałam, że akcja powieści będzie rozgrywać się na przestrzeni trzech epok, by uchwycić liczne zawirowania, którym podlegało wtedy życie Polaków. Myślałam jednak, że wyjdzie z tego jedna, choć zapewne bardzo gruba książka. Już w trakcie pisania zdałam sobie sprawę, że powieść trzeba skrócić albo podzielić. W pierwszym przypadku konieczne byłoby cięcie tekstu lub wprowadzenie przeskoków czasowych, co z kolei mogłoby zaburzyć rozwój postaci i poszczególnych wątków. Dlatego wybrałam drugą opcję. Nie bez znaczenia jest również fakt, że bardzo lubię sagi rodzinne, opowiadające o losach nawet kilku pokoleń. Łatwo przywiązuję się do bohaterów i wolę zostać z nimi dłużej.

M. Mryczko: Pozostałe dwie części trylogii obracać się mają wokół czasów szeroko pojętego PRL-u. Jaki wpływ tak na „Marylę i Deborę”, jak i kolejne wydawnictwa w ramach tryptyku, ma polska rzeczywistość z konkretnych jej okresów?

M. Mosiężna: „Maryla i Debora” jest bardzo mocno osadzona w realiach historycznych. Powiedziałabym wręcz, że nie mogłaby się rozgrywać w innym miejscu i w innym czasie. Oczywiście pewne sprawy są uniwersalne, ale zostały pokazane na przykładzie bohaterów, którzy funkcjonują w określonej rzeczywistości. Osobista historia Maryli i Debory zapewne potoczyłaby się inaczej, gdyby nie wojna, getto, Zagłada, powstanie warszawskie. W kolejnym tomie takim motorem napędowym akcji będzie wprowadzenie komunistycznego ustroju.

M. Mryczko: Ponownie cytując Pani słowa zamieszczone na Lubimy czytać, „Wierność jest podstawą zaufania, a bez zaufania nie ma trwałej więzi, ale trudno stawiać sobie za najważniejszy cel zachowanie wierności, gdy zagrożone jest życie, własne lub bliskich”. Na podstawie tychże – „Marylę i Deborę” można klasyfikować jako książkę bardzo mocno ukazującą, na przykładzie jej bohaterek, teorię problemów etycznych wcieloną w praktykę?

M. Mosiężna: Przede wszystkim jest to opowieść o dwóch kobietach i ich życiowych wyborach, podejmowanych w skrajnych sytuacjach, stwarzanych przez wojenną rzeczywistość. A mamy tu do czynienia z drugą wojną światową; wojną totalną, która spowodowała nie tylko jakieś chwilowe zachwianie systemu wartości, ale doprowadziła wręcz do zanegowania człowieczeństwa. Wobec upadku zasad Maryla i Debora kierują się tym, co jest dla nich ważne; same tworzą normy, w ramach których funkcjonują. Jako czytelnik nie lubię moralizatorstwa, prezentowania przez autora jedynych słusznych prawd. Tym bardziej chciałabym tego uniknąć w roli twórcy. Etyczną ocenę zachowania moich bohaterek zostawiam odbiorcom powieści.

M. Mryczko: Zdaję sobie sprawę, że to pytanie kilkanaście dni po wydaniu pierwszej części może nie być najbardziej właściwe z punktu widzenia twórcy, ale z dziennikarskiego zainteresowania nie mogę go nie zadać – czy znana jest już ramowa data wydania kolejnych części trylogii?

M. Mosiężna: Jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o konkretnej dacie. Z mojej strony mogę tylko potwierdzić, że pracuję nad kolejną częścią.

M. Mryczko: Kończąc rozmowę, jedno z tych najbardziej sztampowych pytań, które jednak generuje często bardzo ciekawe odpowiedzi i jest solą wywiadów. Jakie plany na przyszłość ma Magdalena Mosiężna oraz czego można jej życzyć, zwłaszcza na polu literatury?

M. Mosiężna: Jeśli chodzi o moje plany literackie, najważniejszym zadaniem jest doprowadzenie trylogii do końca. Nie chciałabym zachować się jak George Martin, który zwleka z dokończeniem „Pieśni Lodu i Ognia”. Przychodzą mi do głowy pomysły na inne historie, ale na razie muszą poczekać. Co do życzeń, dla debiutantki sprawa jest oczywista. Proszę o jak największą liczbę czytelników (uśmiech).

PerTutti - Logo
Helios - Logo
Mediatory - Logo
Miasto Rzeszów - Logo
Spotkania z podróżami - Logo
Rzeszów - Herb

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.