Wywiady
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Mistrz Sportu Ukrainy, judoka, a zarazem student WSIiZ na kierunku Turystyka i Rekreacja - Kyryl Veselovskyi opowiada o swojej sportowej karierze. W rozmowie z Liliią Bodnar przyznaje się dlaczego akurat jemu nie udało się zająć pierwszego miejsca w Pucharze Polski Seniorów.

Liliia Bodnar: Ostatnio wróciłeś z Pucharu Polski Seniorów, gdzie zdobyłeś drugie miejsce w kategorii do 81 kg. Jak oceniasz finałowy pojedynek z perspektywy czasu?

Kyryl Veselovskyi: Oceniam ten start jako zwykły trening z małym bonusem, czyli z nagrodą drugiego miejsca. Popełniłem bardzo dużo błędów i wiem, że jeszcze ogrom pracy przede mną. Sam wypuściłem zwycięstwo ze swoich rąk. Zmęczyłem się w poprzednich walkach i nie zdążyłem się zregenerować.

O jakich błędach mówisz?

Przede wszystkim straciłem koncentrację na samym początku walki. Chciałem odpocząć i przespałem ten moment, w którym powinienem pamiętać, że akurat parter jest mocną stroną przeciwnika, a nie moją. Wszedłem na jego pole i musiałem za to ponieść konsekwencje, czyli w tym przypadku brak zwycięstwa. Nie uważam, że drugie miejsce to poważny wynik. Tak, oczywiście miło jest dostać niewielką nagrodę za swoją pracę, ale to nie jest to, do czego dążę. Wiem, że muszę teraz jeszcze bardziej zabrać się do pracy i ciężkich treningów, bo przegrać w finale jest najgorzej. Z drugiej strony, kiedy wygrywasz, a potem zaraz przegrywasz, pozostaje pewna nuta niedostatku i to Cię motywuje do dalszego działania. Zacząłem zauważać, że idę  prawidłową drogą, nawet po urazie. Być może z Bożą pomocą uda mi się osiągnąć swoje cele.

Zamiast cieszyć się sukcesem, szukasz wymówek dlaczego nie udało Ci się wygrać?

Zawsze można szukać wymówek i je znaleźć. Po prostu uważam, że mogłem wygrać tę walkę, ponieważ przeciwnik był słabszy, niż Ci z którymi walczyłem przed finałem. Jednak trzymam się zdania, że każda moja porażka to moja wina. Zawody należały do wymagających, wszystkie walki przebiegały bardzo ciężko. Mimo to, miło było wrócić na matę po kontuzji.

Zajmujesz się judo od drugiej klasy szkoły podstawowej. Dlaczego wybrałeś akurat tę dyscyplinę?

Pamiętam, jak razem z moim tatą przyszliśmy na pierwszy trening z judo. Wtedy, jak większość moich przyjaciół, chciałem zajmować się piłką nożną. Jednak ojcu udało się namówić mnie na trening judo, popatrzeć, a może nawet spróbować swoich sił na macie. Dodał, że jak mi się spodoba to zostanę, a jak nie, to niema sprawy.

Rozumiem, że spodobało Ci się na treningu?

Zdecydowanie nie,  ale gdy trener podszedł do mnie i powiedział: Boisz się? Jako chłopak nie chciałem mówić, że mam przed czymś lęk, więc poszedłem na kolejny trening i potem na następne. W ten sposób zakręciła się moja historia wokół judo. Trenowałem  w małym ukraińskim mieście Switłowodsk. Po skromnych sukcesach na młodzieżowych turniejach zaprosili mnie do Republikańskiej Wyższej Szkoły Kultury Fizycznej w Kijowie. Trenowałem  tam 4 lata pod kierunkiem dwóch wybitnych trenerów, prawie jednych z najlepszych specjalistów na Ukrainie. Za jakiś czas trafiłem do kadeckiej reprezentacji Ukrainy. Teraz już trzeci rok trenuję Judo w Klubie Millenium Rzeszów.

Czy są jakieś różnice pomiędzy trenowaniem na Ukrainie, a w Polsce?

Przede wszystkim jest to inne podejście do treningów. Od każdego z trenerów staram się czerpać jak najwięcej, ponieważ mój sportowy poziom uważam za niski - największy problem mam z techniką. Jednak zajęcia na Ukrainie i w Polsce bardzo się różnią. Ciężko jest to wyjaśnić,  zrozumieją mnie tylko ludzie, którzy żyją w świecie judo. Można powiedzieć, że chodzi o przygotowanie i dystrybucję obciążenia. W Kijowie pracowaliśmy „na zużycie”, czyli dwa treningi dziennie, pięć dni w tygodniu. W Polsce wszystko jest bardziej inteligentnie podzielone – etapy przygotowania, wypoczynku, regeneracji. To przedłuża moje tzw. sportowe życie. Od kiedy mam zajęcia z nowym trenerem, pod innym kątem spojrzałem na przygotowanie do zawodów, co przyczyniło się do owocnych wyników, za co jestem mu bardzo wdzięczny.

Widzisz swoją przyszłość jako judoka, czy dla Ciebie to tylko hobby?

Dla mnie judo to coś więcej niż hobby. Byłem kilkakrotnie medalistą mistrzostw Ukrainy, czy mistrzem międzynarodowych turniejów klasy A. Ale wiem, że jeszcze wiele przede mną. Wydaje mi się, że w tej chwili można mnie nazwać amatorem z  wielkimi ambicjami. Już dawno nie wygrałem poważnych startów, o których marzę i dla których trenuję, ale wiem, że na razie tak ma być. W judo liczy się wytrzymałość, technika, szybkość i zdyscyplinowanie. Sportowiec może być utalentowany, ale jeśli nie będzie pracować nad swoim charakterem walki, to inny zawodnik zawsze będzie zwyciężać, bo talent bez pracy nic nie znaczy. Między zwykłym sportowcem a profesjonalistą jest wielka przepaść. Zdaję sobie sprawę, że tym drugim zdecydowanie jeszcze nie jestem. Zarówno pod kątem technicznym, jak i fizycznym i mentalnym.

Masz swój autorytet?

Jeśli mówimy w rodzinnym otoczeniu, to zawsze równam się do swojego taty. Ojciec jest dla mnie niezmiennym autorytetom. Często zwracam się do niego po porady oraz razem omawiamy plany na następny sezon sportowy. Zawsze powtarza - albo to zrobisz ty, albo zrobi to ktoś za Ciebie. Tym samym ojciec mnie motywuje. Jest bezpośrednim uczestnikiem moich przygotowań do walki, jeśli nie fizycznie, to  na pewno psychicznie. Mój tata jest nieodłączną częścią mojego życia sportowego, a także codziennego. Z kolei mama jest moim przewodnikiem. Tak samo starsza siostra, która zawsze jest obok po to, aby mnie wspierać. Moja rodzina - moja podpora.

W sportowym świecie, moim autorytetem jest Serb-  Nemanja Majdova. On jest tylko o rok starszy ode mnie i już został mistrzem świata w  kategorii do 90 kg. Mimo że nikt nie liczył na jego zwycięstwo i nie wierzył do końca w jego możliwości. Śledzę go na Instagramie. Dobrze widziałem jak ciężko przygotowywał się do zawodów. Kiedy zwyciężył to zrozumiałem, że wszystko jest możliwe.

Ponad 10 lat zajmujesz się judo, nigdy w życiu nie przychodziła Ci myśl do głowy - Rzucam ten sport, spróbuję czegoś innego?

Nigdy, nawet przez chwilę, o czymś takim nie pomyślałem. Choć wiele niepowodzeń było w moim życiu, jednak nie chciałbym wszystkiego rzucać i zaczynać na nowo. Moim wewnętrznym przeciwnikiem jest strach. Jednak jeśli nie walczysz w pierwszej kolejności z nim, to możesz przegrać jeszcze przed rozpoczęciem walki.

Co jest dla Ciebie głównym celem w życiu?

Po prostu żyć i pozostać Człowiekiem. Jeśli chodzi o cele w judo, to chcę dojść do swojego „Olimpu”.

 

Rozmawiała: Liliia Bodnar

PerTutti - Logo
Helios - Logo
Mediatory - Logo
Miasto Rzeszów - Logo
Spotkania z podróżami - Logo
Rzeszów - Herb
Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Dalsze informacje Ok