logo wsiiz main

POLECAMY

Wywiady
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Jedna z najbardziej aktywnych, zarówno pod względem fizycznym, jak i naukowym, studentka Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, laureatka konkursu Student Roku, członkini 2 kół naukowych, współautorka badań i artykułu naukowego, a przede wszystkim brązowa medalistka Akademickich Mistrzostw Polski w rzucie młotem. Karolina Kusak, bo o niej mowa, opowiada jak wyglądała jej droga do sukcesu.

 

Wiktoria Wiater: Na samym początku chciałabym ci bardzo pogratulować trzeciego miejsca na Akademickich Mistrzostwach Polski. Jest to ogromny sukces zarówno dla naszej uczelni, jak i przede wszystkim dla ciebie. Powiedz, czy to twoje pierwsze duże zawody, czy raczej jesteś już ich weteranem?

Karolina Kusak: Mimo że to trzecie miejsce, to dla mnie i tak jest to zwycięstwo. Rzut młotem trenuję od 2014 roku i były to już moje  7 mistrzostwa. Można powiedzieć, że siedzę w tym długo i po tych 6 latach wiem co można, czego nie można, jak podchodzić do tego wszystkiego co się dzieje, zarówno na treningach, jak i na zawodach.

 

WW: Jak zatem wyglądała twoja droga do sukcesu?

KK: Na samym początku reprezentowałam mój klub w Mielcu - LKS Stal Mielec. Rekordy klubu należą do mnie, choć miło by było, gdyby młodsze dziewczyny ze Stali, które mocno wspieram i kibicuję - pobiły je. Ze względu na studia musiałam się przeprowadzić do Rzeszowa, gdzie od 2 lat reprezentuję Akademicki Związek Sportowy.  Pierwsza możliwość na srebrny medal mistrzostw polski pojawiła się w 2016 roku, 2 lata od rozpoczęcia treningów. Wtedy jednak nie wiedziałam jeszcze jak panować nad emocjami.

 

WW: To znaczy?

KK: Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak zachowuje się człowiek podczas takiego konkursu. Najlepiej porównać to do egzaminu dojrzałości. Przez 3 lata się uczysz, na sprawdzianach masz same 5. Przychodzi matura, zaczynasz się stresować i wtedy wszystko może się zepsuć. I tu jest podobnie. Trenujesz przez rok, startujesz na zawodach w swoim okręgu – bez stresu, w końcu to zwyczajne zawody. Ale jak przychodzą mistrzostwa … wtedy dochodzi presja. Presja, której co prawda nie chce się narzucać, ale podświadomość robi to za ciebie.

 

WW: Jak sobie z tym radzisz?

KK: Wyobrażam sobie moją rzutnię w Mielcu, ponieważ zawsze na swojej rzutni czuję się swobodnie. Wyobrażam sobie ludzi, których widzę na każdym treningu i trenera, stojącego po mojej prawej stronie. To mi najbardziej pomaga, dzięki temu czuję się pewniej.

 

WW: A skąd w ogóle pomysł na taki sport? Jest on dość niecodzienny, raczej mało kto chcąc zacząć karierę sportowca postanawia „to może będę rzucać młotem”. Jak to było u ciebie?

KK: Zaczęło się to od szkolnych zawodów sportowych w 2013 roku. Na początku gimnazjum kazano nam rzucać piłką lekarską i dziewczyny w moim wieku rzucały 3-4 m, ja - 10-12 przez co byłam oceniana jako chłopak. Tak naprawdę tylko 1 z nich był lepszy niż ja. Było to bardzo dużym szokiem dla nauczycieli, którzy postanowili zgłosić mnie wtedy na zawody sportowe w pchnięciu kulą. Na nich zauważył mnie mój obecny trener. Zwrócił on uwagę na moją dynamikę i szybkość, ponieważ właśnie te cechy wpływają na moją efektywność i aktualne rekordy. Od początku bardzo chciał mnie wziąć na rzut młotem, ale ja jako niespełna 14- letnia dziewczyna nie bardzo tego chciałam.

 

WW: Dlaczego?

KK: Zobaczyłam jak wygląda Anita Włodarczyk. Dziewczyna, która w tym wieku marzy jeszcze, żeby być i wyglądać jak modelka, nagle widzi dużej postury kobietę - bardzo się zniechęca. Z tego względu przez pół roku trenowałam trójskok, ale mój trener od rzutów nadal mnie namawiał. Mówił, że jak mi się nie spodoba, to mogę zrezygnować, żebym chociaż spróbowała. Jak już spróbowałam, to tak się w to wkręciłam, że przez 6 lat nie wyobrażałam sobie dnia bez treningu. Do tego stopnia weszło to w mój nawyk, że kiedy nie miałam treningów w okresie roztrenowania, nie wiedziałam co robić od 15:30 do 17:30/18, tylko siedziałam i czekałam.

 

119168177_357817708923063_6788492592966835321_n.jpg

 

WW: Jak w takim razie wyglądają twoje treningi?

KK: W Rzeszowie, gdzie mieszkam od 2 lat niestety nie mam dobrych warunków do poważnego trenowania. Kiedy byłam w liceum trenowałam 6 razy w tygodniu od poniedziałku do soboty, a na obozach i przed mistrzostwami nawet 2 razy dziennie. Treningi zawsze zaczynały się o 15:30. Najpierw 15 minut rozgrzewki. Później 20 - 30 rzutów, przy których trzeba pamiętać o odpowiedniej postawie, technice i pozycji. Jest to bardzo męczące i zajmuje ok. 1 - 1,5 godziny. Co 2 dzień była siłownia, a w pozostałe dni rozruch – biegi, wieloboje, skoki w dal oraz wieloskoki. Często, jako stosunkowo drobna dziewczyna, nie byłam brana na siłowni zbyt poważnie, ponieważ głównie przychodzili tam mężczyźni. Jednak jak zaczynałam trening i wchodziły większe kilogramy, wtedy faceci uświadamiali sobie co tak naprawdę kryje się za tą drobną posturą, ile mam siły. Dopiero wtedy nabierali do mnie szacunku i traktowali poważnie. Później, podczas sprawdzianów siłowych, siedzieli i kibicowali.

 

WW: Wspominałaś o większych kilogramach. Jakie są twoje rekordy?

KK: W przysiadzie miałam rekord 135 kg. Na rwaniu 55 kg, na zarzucie było to 65 kg.

 

WW:  To naprawdę dużo. Jednak z własnych doświadczeń wiem, że czasami można przedobrzyć i spotkać się z dużymi kontuzjami. Jak to wyglądało u ciebie?

KK: Bardzo poważnych kontuzji nie miałam. Jedynie na samym początku były problemy z kolanami, które nie współgrały. Tak bywa u każdej osoby, która szybko rośnie. Była to jednak kwestia odpowiedniej regeneracji. W 1 roku treningów miałam pecha, ponieważ 1.5 miesiąca przed drugimi mistrzostwami, w których mogłam brać udział, 3 razy skręciłam kostkę… Były to bardzo przypadkowe sytuacje, np. kiedy wracałam z treningu. Trochę mnie to osłabiło, jednak jestem upartym człowiekiem, co właśnie wyszlifował we mnie sport, i nie poddaję się tak łatwo. Jak już obiorę cel, to próbuję robić wszystko, żeby go osiągnąć. Nie mogłam ćwiczyć nóg, więc nadrabiałam górną częścią ciała. Takie były początki, natomiast późniejszy brak kontuzji zawdzięczam trenerowi, on dobrze wiedział czego mój organizm potrzebuje.

 

WW: Jeśli chodzi o organizm, to masz może jakieś specjalne wytyczne co do żywienia, rozpisaną dietę?

KK: U nas nigdy się na to nie patrzyło. Jedynie przed zawodami czy treningiem mówiono, żeby dużo nie jeść. Tak ogromną liczbę kalorii spalamy podczas  treningów, że nie potrzebujemy  ograniczeń w ciągu dnia, co akurat bardzo mi odpowiada.

 

WW: Myśląc o tobie przypomina mi się pewna sytuacja, kiedy spóźniona na spotkanie koła naukowego na naszej uczelni, wbiegłaś do sali cała zdyszana z rolkami w ręce...

KK: Na rolkach potrafię przejechać nawet i 20 kilometrów. Jestem przysłowiowym sportowym świrem. Nie potrafię siedzieć czy leżeć w łóżku - wolę się przejść albo przejechać. Rzut młotem jest moim głównym sportem, ale lubię też w lecie jeździć na rolkach czy rowerze, a w zimie zakładać narty.

 

WW: W obecnym czasie wszystkie aktywności były trochę utrudnione, jak pandemia wpłynęła na twoje treningi?

KK: Na samym początku nie było treningów wcale, ponieważ nikt nie wiedział z czym wiąże się kwarantanna. Nadrabialiśmy to ćwiczeniem w domu techniki, która jest bardzo ważna. Trenuje się ją w skarpetkach robiąc obroty, najlepiej przed lustrem. Na tym opierało się przygotowanie podczas kwarantanny. Odpadło bardzo dużo zawodów, które zostały albo odwołane, albo przełożone. Ograniczyło to zrobienie minimum do mistrzostw. Ja na szczęście już wcześniej się do nich zakwalifikowałam.

 

WW: Akademickie Mistrzostwa Polski to pierwsze zawody po kwarantannie?

KK: W tym roku były  pierwsze, natomiast w normalnym czasie zawody rozgrywają się co tydzień lub co 2 tygodnie.

 

119706150_368962114118151_1631859002516078585_n_1.jpg

 

WW: Wspomniałaś, że przez większość czasu trenowałaś 6 razy w tygodniu po 2 godziny. To bardzo dużo czasu, który zdecydowałaś się poświęcić na sport. Czy wobec tego całe twoje życie kręci się wokół tej pasji, czy jest to już raczej dodatek do życia?

KK: Kiedy jeszcze nie studiowałam, sport był moim głównym zajęciem i wszystko kręciło się wokół treningów. Wakacje, wyjazdy – dużo ich przepadło, ponieważ musiałam się podporządkować pod zawody i treningi. Odkąd zaczęłam studia i nie trenowałam już 6 razy w tygodniu, to mogłam sobie pozwolić na wiele więcej. Nie skupiałam się tylko na sporcie, stał się on dodatkiem, a nie głównym celem codzienności, na którym opierało się wszystko dookoła.

 

WW: Pytam o to nie przypadkowo, ponieważ wiem, że studiujesz psychologię w zarządzaniu, podobnie z resztą jak ja, razem prowadziłyśmy badania i pisałyśmy artykuł naukowy z Koła Naukowego Marketingu w ubiegłym roku. Do tego jestem pewna, że widziałam cię na bilbordach School of Leaders. Jak godzisz to wszystko razem? Zdarza ci się mieć w ogóle czas wolny?

KK: W tym momencie tak. Sport nauczył mnie, że nie lubię bezczynnie siedzieć i tracić czasu. Wolę robić coś, co rozwinie mnie jako osobę i zwiększy doświadczenie na różnych polach, na których działam. Rozwijam się gdzie tylko mogę i staram się wykorzystać w 100% to co daje mi życie i osoby wokół mnie.  Nie chcę później żałować, że mogłam coś zrobić i tego nie zrobiłam. Jeśli chodzi o School of Leaders, to kiedy usłyszałam o tym programie to bardzo mnie zaciekawiła ta możliwość i stwierdziłam, że zgłaszając się nic nie tracę, a mogę dużo zyskać i naprawdę dużo dzięki temu zyskałam.

 

WW: A co zyskałaś dzięki temu, że uprawiasz sport?  Oczywiście oprócz zdobycia ostatniego medalu i wcześniejszych sukcesów.

KK: Sport był i jest moim najlepszym uzależnieniem. Wyrzeźbił we mnie bardzo dużo cech osobowości, które teraz plusują na wszystkich polach mojego życia. Między innymi jest to upartość w dążeniu do postawionego celu, ciągła aktywność i chęć bycia najlepszą w tym co robię, chęć rozwoju. Dodatkowo nauczył mnie jak kontrolować moje wady, które pojawiły się w trakcie uprawiania sportu. Teraz już wiem, jak lepiej podchodzić do wielu sytuacji w życiu.

 

WW: Myśląc o rzucie młotem, do głowy przychodzi mi od razu Anita Włodarczyk. Czy to właśnie ona jest twoją sportową inspiracją, czy może masz inną osobę, która jest twoim wzorem?

KK: Z początku była to rzeczywiście Anita Włodarczyk, jednak oprócz niej miałam też okazję poznać Pawła Fajdka (najmłodszy w historii złoty medalista mistrzostw świata w rzucie młotem), z którym rozmawiało mi się tak dobrze, jakbyśmy się znali co najmniej 5 lat. Był bardzo na luzie, niesamowicie miły człowiek. Dużo w życiu przeszedł, też walczył ze swoją psychiką i presją narzucaną przez siebie i innych. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że z niego aktualnie biorę przykład.

 

WW: Paweł Fajdek – 1.86 , Paweł Małachowski – 1.93, Tomasz Majewski – 2.04. Sami rośli mężczyźni. Czy wzrost w takim rodzaju sportu ma znaczenie?

KK: Wzrost, waga. Ja zawsze czułam się jak mały kurczaczek przy dużych kogutach.  Za wzrostem idzie rozpiętość ramion, dzięki czemu możemy bardziej rozpędzić młot i wykonać dalszy rzut. Większość dziewczyn, jakie spotkałam rzucały masą.  U mnie jednak, jako osoby, która nie ma masy, plusem była i jest szybkość. Zawodniczki, których mocną stroną było ich ciało, z początku były dobre, jednak później można było się przekonać, że nie mają odpowiedniej techniki.

 

WW: Jeśli chodzi o masę, to ile waży taki młot?

KK: Wszystko zależy od grupy wiekowej, w mojej są to 4 kilogramy. Młodsze dziewczyny rzucają młotem, który waży 3 kilogramy. Wydaje się to mało, jednak jak trzeba się zamachnąć i rozpędzić, to jednak każdy gram ma znaczenie. Bardzo często ludzie pytają  też „jak w ogóle wycelować w dziurę?” , która tak naprawdę nazywa się „wrota”. Ja wtedy mówię, że jak człowiek stanie w tym kole, to ciężko jest nie trafić, to się po prostu wie.

 

WW: Na sam koniec zdradź nam swoje sportowe marzenie.

KK: Tak naprawdę chyba już mi się spełniło, kiedy zdobyłam medal mistrzostw Polski w Łodzi. Zawsze to było moje marzenie. Miałam już okazję stać na podium, ale przegrywałam walkę sama ze sobą, co w rezultacie dużo mnie nauczyło. Na ten poziom, na którym teraz trenuję, to moje marzenie już wisi na ścianie. To co chciałam przez 6 lat osiągnąć - już osiągnęłam.

 

120325515_1086222611792686_2915795725284699325_n.jpg

 

 

PerTutti - Logo
Helios - Logo
Mediatory - Logo
Miasto Rzeszów - Logo
Spotkania z podróżami - Logo
Rzeszów - Herb