logo wsiiz main

POLECAMY

Anastasiia Buha

Artykuły
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

W poprzednim artykule z cyklu „W pogoni za historią – II wojna światowa” zatrzymaliśmy się na momencie, w którym wojska Armii Czerwonej dotarły do Warszawy i… zatrzymały się przy niej. Nie ruszyli dalej, gdyż wiedzieli, że właśnie tam rozpoczyna się akcja „Burza”, w ramach której rozgrywał się największy w okupowanej Europie zryw – Powstanie Warszawskie – w mieście zamieszkiwanym przez ludzi, którzy od lat zmagali się z terrorem nazistów. To, co działo się w tamtych latach to zbiór licznych ludzkich opowieści. Opowieści o prawdziwych przeprawach przez piekło.

„Kto nie pamięta historii skazany jest na jej ponowne przeżycie." George Santayana

Posłuchaj w formie podcastu

Życie codzienne w okupowanej Polsce

Było niezwykle ciężko. Na wsiach oddawano część plonów Niemcom, którzy sami wyznaczali sobie minimalne stawki. Z kolei w miastach utworzono sporo stref wyłącznie dla nazistów. Gestapo miało prawo zabrać na przesłuchanie (i to bardzo brutalne) każdego, a karę śmierci otrzymywało się pod byle pretekstem. Nikt nie mógł żyć w spokoju, jednak Polacy nie siedzieli bezczynnie. Utworzyliśmy własne Polskie Państwo Podziemne, które było największym antyhitlerowskim ruchem w okupowanej Europie. Ponadto nasze działania były niezwykle zorganizowane. Wszystkie akcje musiały być zatwierdzone przez dowodzących, a jednostki biorące udział w akcjach musiały być odpowiednio przeszkolone na rzecz specjalnego organu – Armii Krajowej. Oczywiście z punktu widzenia Niemców były to działania nielegalne, dlatego wszystko organizowano po kryjomu, a partyzanci ryzykowali życie swoje oraz bliskich. Ochotników jednak nigdy nie brakowało.

Hitler wiedział, jak problematycznym narodem są Polacy. Już od 1940 r. snuł plany całkowitego zniszczenia Warszawy. Liczył, że w ten sposób mógłby zabić ducha walki Polaków oraz zniszczyć główny ośrodek ruchu oporu. Wojna jednak skutecznie odsuwała ten pomysł, aż do momentu, w którym nadarzyła się dogodna dla Niemców okazja – wybuchło Powstanie Warszawskie.

Dlaczego wybuchło powstanie?

Wbrew pozorom dużą rolę odegrała tu polityka Stalina. Nikt nie chciał przywitać sowieckiego dyktatora jako wasal. Polacy mieli już dość okupacji i terroru. Każdy chciał zakosztować wolności, dlatego tak bardzo wszystkim zależało na wszczęciu powstania. Ponad 36,5 tysiąca Polaków wzięło udział w tym zrywie. Było ich ponad dwa razy więcej niż Niemców. Niestety tylko 3,5 tysiąca miało broń, a amunicji miało starczyć na zaledwie 3 dni. Z niewielkim wsparciem z zewnątrz, gdyż dotychczasowi sojusznicy dawno się odwrócili, a polscy piloci, służący w zagranicznych jednostkach, musieli latać bez zezwolenia. Mimo tego, ci wszyscy ludzie pragnęli wziąć odwet i wrócić do normalności. Ciężko współcześnie zrozumieć tę sytuację. Nigdy nie przyszło nam żyć pod bardzo brutalnym butem okupanta, dlatego nie powinniśmy oceniać postawy i efektów Powstania Warszawskiego. Powinniśmy uszanować i uhonorować tych, co polegli w walce o wolność, ale nie powinniśmy oceniać ich okiem współczesnego człowieka.

Przebieg Powstania Warszawskiego

Walki rozpoczęły się od tzw. Godziny „W”, która przypadła na 1 sierpnia 1944 r. Pierwsze 4 dni były pełne sukcesów, jednak Niemcy bardzo szybko zaczęli odzyskiwać przewagę. Lokalizowali magazyny polskiej broni i amunicji, niszczyli już i tak ubogie zapasy powstańców. Produkowaliśmy własne bronie, np. kultową Błyskawicę, a czasem udało nam się pozyskać odrobinę nowego wyposażenia, np. czołgów, ale to i tak nie pozwalało doposażyć wszystkich partyzantów. Zrzuty docierały w mocno ograniczonej ilości. Warszawa była zadymiona, co ograniczało widoczność, a na domiar złego silne wiatry znosiły zapasy daleko w ręce wroga. Niestety, bardzo szybko zabrakło jedzenia, więc korzystano z tego, co było pod ręką, np. gotowano tzw. pluj-zupę z jęczmienia. W takich warunkach toczono walki do 2 października. Wtedy Powstanie Warszawskie upadło. Niemcy zaczęli doszczętnie niszczyć Warszawę. Na dodatek obiecali pomóc ludności cywilnej w ewakuacji miasta, gdzie tak naprawdę zaczęli kraść i wywozić wszystko, co mogli. Dopuścili się też wielu wyjątkowych świństw, np. rozjechali czołgiem płytę Grobu Nieznanego Żołnierza. Warszawę skrupulatnie niszczono, palono, dewastowano. Fotografowie niemieccy uwieczniali zniszczenia. Jakże wielka była radość Adolfa Hitlera, kiedy zobaczył zdjęcia zdewastowanej Warszawy.

Całe powstanie obfitowało w liczne walki i wydarzenia, które nie sposób opisać w jednym artykule. Cały zryw, ba… całe życie w okupowanej Polsce to zbiór licznych opowieści ludzi - świadków terroru, których psychika wystawiana była na wyjątkowo ciężką próbę. Trudno przejść obojętnie obok takich historii - oto niektóre z nich:

Stefan Dąmbski ps. „Żbik I”, egzekutor Armii Krajowej

Wstąpił do AK w wieku 16 lat. Wychowywał się bez matki, a ojciec niewiele się nim interesował, więc wejście w nowe towarzystwo sprzyjało mu. Początkowo przenosił meldunki (dosłownie wyciągał jeden spod kamienia i przenosił pod inny kamień), jednak to mu nie wystarczało. Pragnął czegoś więcej. Któregoś dnia wyszło na jaw, że jego kolega zaczyna obracać się w nowym towarzystwie – gestapowców. Dąmbski poprosił wtedy dowództwo o zgodę w wyręczeniu grupy egzekutorów. Kiedy ją otrzymał, zorganizował małe prywatne przyjęcie dla kolegi-zdrajcy. Nagle w trakcie wyciągnął karabin i… powiedział, że jest entuzjastą myślistwa. Zaproponował znajomemu, aby udać się na łowy do pobliskiego lasu. Gdy już zabrnęli dostatecznie daleko, Stefan strzelił w głowę swojemu niedoszłemu koledze.

Zaczęto więc szkolić Stefana Dąmbskiego na egzekutora. Była to grupa ludzi odpowiedzialna za likwidowanie wyznaczonych celów, na których Armia Krajowa wydała wyrok śmierci. Po skończonych szkoleniach operował on w Rzeszowie i w jego okolicach. Był specjalistą w likwidacjach bronią krótką, a jego ulubionym pistoletem był Vis produkowany w Radomiu. Był bezwzględny i nie przeszkadzał mu widok rozwalonych głów, dlatego lubił to, co robił. Co nie znaczy, że wszystko zawsze szło zgodnie z planem. Raz, podczas likwidacji jednego z rzeszowskich Volksdeutschów, podszedł do niego na środku ulicy, błyskawicznie wyciągnął pistolet, pociągnął za spust… i broń się zacięła. Volksdeutsche szybko zorientował się w sytuacji i wyciągnął swoją broń, którą zaczął mierzyć w obronie własnego życia. Prawdopodobnie kule dosięgnęłyby naszego egzekutora, gdyby nie ironia losu. Akurat przejeżdżał tamtędy patrol SS, którego członek zauważył, że ktoś strzela do uciekającego człowieka, więc pomyślał sobie, że musi być to jeden z egzekutorów mierzący do Niemca. Esesman zaczął więc strzelać… tylko zabił Volksdeutsche, a nie Dąmbskiego. Nasz egzekutor mógł nadal wykonywać swoją pracę i pełnił ją nawet po tym, jak w Polsce nastały czasy komunizmu.

Jan Kryst ps. „Alan”, samobójcza misja

Był to żołnierz Polskiego Podziemia, u którego zdiagnozowano gruźlicę. Lekarze dawali mu tylko kilka tygodni życia. Kryst chciał dobrze zagospodarować kończący mu się czas. Poprosił więc dowództwo o wydanie zgody na samodzielną ostatnią misję. Wybrał się on do warszawskiej kawiarni „Adria”, która była ekskluzywnym lokalem tylko i wyłącznie dla Niemców i użytecznych kapusiów. Janowi jednak udało się zdobyć przepustkę. Wszedł, wyciągnął broń i wystrzelał cały magazynek na oślep. Zginęło dwóch gestapowców i dowódca Wermachtu, a kilkunastu innych członków SS zostało rannych. Kiedy strzały ucichły, Niemcy dokonali bardzo srogiego odwetu, roztrzaskali na nim kilka krzeseł i butelek, praktycznie zadeptując go przy tym na śmierć. Zmasakrowane zwłoki przewieziono do kostnicy, a stamtąd odbili je nasi ludzie, którzy nie zapomnieli o swoim bohaterze. Jana Krysta pochowano na Cmentarzu Wolskim w bezimiennym grobie.

Jerzy Kasprzak ps. „Albatros”, harcerz, członek poczty polowej w Powstaniu Warszawskim

W trakcie Powstania Warszawskiego funkcjonowała utworzona przez harcerzy poczta polowa, która dostarczała listy i meldunki do różnych dzielnic Warszawy. Niekiedy było to jedyne źródło, które pozwalało ustalić, czy bliscy danej osoby żyją. Jednym z takich harcerzy był Jerzy Kasprzak, który podczas dostarczania przesyłki został złapany wraz z kilkoma cywilami. W trakcie transportu do gestapo nasi rodacy szybko przebrali Kasprzaka za dziewczynkę i tylko dzięki temu udało mu się uniknąć natychmiastowego rozstrzelania. Ten cenny czas wykorzystał na udaną ucieczkę. W ten sposób kontynuował swoje zadania jako łącznik, zaopatrzeniowiec i zwiadowca w trakcie całego Powstania Warszawskiego.

August Agbola O’Brown ps. „Ali”, Nigeryjczyk w Powstaniu Warszawskim

W trakcie Powstania Warszawskiego odznaczył się również Nigeryjczyk. Co O’Brown robił w Warszawie? Był on bardzo dobrym muzykiem jazzowym, grywał z wieloma sławnymi zespołami. Osiadł w Warszawie, gdyż bardzo spodobało mu się to miasto i poczuł z nim niemałą więź. Kiedy wybuchło powstanie, od razu zgłosił się na ochotnika. Tak bardzo był z tego dumny, że gdy zapanowała nowa władza w Polsce, to nie krył się i mówił wprost, że walczył jako bojownik o wolność Polski. W tamtym okresie był to nie lada wyczyn. Jeszcze długo August O’Brown grał jazz w Polsce, ale końcu musiał wyemigrować do Wielkiej Brytanii.

Barbara Matys-Wysiadecka ps. „Baśka-bomba”, minerzystka w Powstaniu Warszawskim

Minerzy byli specami od ładunków wybuchowych. Ich wiedza przydawała się zwłaszcza podczas powstania, w którym detonowano sporo tego typu ładunków, a zdecydowaną większość z nich należało najpierw rozbroić i odebrać Niemcom. Podczas jednego z ostatnich zwycięskich ataków na PAST-ę (budynek Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej), 20 sierpnia, doszło do otoczenia przez Niemców oddziału polskiego. Sytuacja była praktycznie bez wyjścia, jednak Barbara Matys-Wysiadecka wpadła na iście wybuchowy plan i stwierdziła, że przecież zawsze można wysadzić jedną ze ścian. Tak też – niewiele myśląc, przygotowała ładunek i wysadziła jedną ze ścian, ratując swój oddział, a co za tym idzie –  całą misję, gdyż PAST-ę udało się w tamtych dniach zdobyć.

Stanisław Lorentz ps. „Bukowski”, dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, który ratował dobra kultury polskiej po Powstaniu Warszawskim

Człowiek, któremu mogą podziękować zwłaszcza ludzie kultury. Kiedy powstanie upadło, zaczęto doszczętnie niszczyć Warszawę. Aby ocalić choć część książek, związek bibliotekarzy polskich zaproponował Niemcom układ, wedle którego nasi bibliotekarze mieli pomóc w… wywózce najcenniejszych książek do Niemiec. Nie był to jednak zły pomysł. Z racji na obecną napiętą sytuację polityczną nie można było odnieść bardziej skutecznego rozwiązania. Lepiej aby część cennych dzieł trafiła w ręce wroga i ocalała, niż żeby spłonęły doszczętnie pośród gruzu i zwłok poległych obrońców. Jednak Polacy byli sprytniejsi – wiele książek nielegalnie wywożono lub ukrywano w bezpiecznych miejscach. Spora część żołnierzy Wermachtu była zbyt leniwa, aby kontrolować poczynania naszych rodaków. Jednak nie brakowało tych nadgorliwych. Wtedy do akcji wkraczał sam Lorentz, który skutecznie przekupywał Niemca drogim obrazem wybitnego malarza, który tak naprawdę… był tanią kopią dzieła mało znanego artysty. Najważniejsza była dobra oferta. Dzięki niemu oraz pracy setek bibliotekarzy udało się ocalić takie dzieła, jak Kronika Gala, Mszał Tyniecki z XI w., rękopis „Krzyżaków”, rękopisy Norwida i wiele innych. Umówiono się na wywiezienie łącznie 100 tysięcy egzemplarzy książek, z czego wywieziono trzy razy więcej, choć nadal były to tylko oficjalnie Niemieckie dane. Prawda jest taka, że ocalono zdecydowanie więcej.

To tylko skrócone wersje licznych historii ludzi, które wydarzyły się podczas całej niemieckiej okupacji naszego kraju, jak i w trakcie Powstania Warszawskiego. Jest ich zdecydowanie więcej, a te wyżej przytoczone można by zdecydowanie bardziej rozwinąć… jednak potrzeba miesięcy, aby się ze wszystkim zapoznać. Niech te krótkie opowieści staną się dla nas motorem napędowym, który zachęci nas – Polaków do dalszego zapoznania się z losami tych, którzy życie swoje oddali za wolność naszej ojczyzny. Cześć i chwała bohaterom!

W następnych artykułach z cyklu „W pogoni za historią – II wojna światowa” poznamy kolejne akty tego wielkiego konfliktu, które zaczną nas przybliżać do końca tej historycznej podróży. Do zobaczenia w przeszłości!

PerTutti - Logo
Helios - Logo
Mediatory - Logo
Miasto Rzeszów - Logo
Spotkania z podróżami - Logo
Rzeszów - Herb