Historia naszej Ojczyzny, zaprawionej w bojach na przestrzeni wieków, pełna jest urzekających historii o heroizmie i woli walki, która na polach bitwy potrafi zdziałać cuda. W pochwałach na cześć kolektywnej siły stosunkowo łatwo jednak zapomnieć o poświęceniu pojedynczych jednostek. Tak oto w II połowie XVIII w. pojawiła się koncepcja odznaczenia, które na stałe zapisało się w historii Rzeczpospolitej.
Order Virtuti Militari to najstarsze i najwyższe polskie odznaczenie wojskowe. Przyjrzyjmy się jego genezie, najbardziej znanym kawalerom oraz temu, jak to wyróżnienie funkcjonuje w świadomości historycznej i narodowej.
Korzenie
Bitwa pod Zieleńcami, zwyciężona przez wojska polskie 18 czerwca 1792 roku, zainspirowała księcia Józefa Poniatowskiego do wprowadzenia nowego odznaczenia wojskowego, mogącego podnieść morale żołnierzy w walce z rosyjskim najeźdźcą. Król Stanisław August Poniatowski nosił się z takim zamiarem od dłuższego czasu, dlatego już cztery dni po wygranej batalii Order Krzyża Wojskowego rozpoczął pisanie swojej historii.
Niewiele jednak brakowało, by opis dziejów odznaczenia można było zmieścić na przeciętnej karteczce samoprzylepnej. Już w pierwszych latach istnienia konfederacja targowicka, do której przystąpił sam król, robiła wszystko w celu zakazania przyznawania orderu. Dopiero w nowym, dziewiętnastym stuleciu, sam książę-pomysłodawca podjął starania o nagrodzenie polskich oddziałów walczących u boku Napoleona. To właśnie wtedy ukształtował się podział na pięć klas orderu, który funkcjonuje do dziś:
- I klasa – Krzyż Wielki (z gwiazdą)
- II klasa – Krzyż Komandorski
- III klasa – Krzyż Kawalerski
- IV klasa – Krzyż Złoty
- V klasa – Krzyż Srebrny
Ukształtowane dziedzictwo
Utworzenie Królestwa Polskiego w 1815 otworzyło drogę do uhonorowania walczących o namiastkę niepodległości, w tym powstańców listopadowych. Kapitulacja zrywu postawiła przyszłość wyróżnienia w ponurych barwach, jednak jak się okaże, kolejny cios nie był w stanie pogrzebać ukształtowanego dziedzictwa.
Odrodzenie polskiej państwowości w 1918 stanowiło dla Sejmu Ustawodawczego dobrą okazję do wznowienia przyznawania odznaczenia, od teraz znanego jako Order Wojskowy Virtuti Militari (z łaciny: męstwu wojskowemu).
Przeczytaj także: Zakończenie II wojny światowej
Okres II wojny światowej oraz tzw. zimnej wojny zaznaczyły dualizm w wielu kwestiach funkcjonowania państwa, co nie ominęło samego orderu. Komunistyczny rząd w Polsce oraz rząd emigracyjny przyznawały odznaczenia na własnym zasadach. Po 1989 Virtuti Militari nie jest już przyznawany. Obecnie wyróżnienie może być nadawane podczas wojny lub 5 lat po jej zakończeniu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na wniosek Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari.
Docenieni
Już w liście ustanawiającym odznaczenie z 1792 wskazano pierwsze osoby, którym nadano złote medale. Wśród nich byli m.in. książę Józef Poniatowski czy Tadeusz Kościuszko. XX wiek wśród nagrodzonych wydał wielu ikonicznych dowódców oraz generałów, w tym Józefa Piłsudskiego, Józefa Hallera, Władysława Andersa, Edwarda Rydza-Śmigłego i wielu, wielu innych. Co ciekawe, status orderu umożliwiał nadawanie go również obcokrajowcom, którzy swoją postawą w wydatny sposób zapisali się w historii Polski. Dzięki temu w sławetnym zestawieniu znajdują się także m.in. marszałek Francji Ferdynand Foch czy królowie Rumunii, Belgii oraz Włoch.
Order Virtuti Militari to nie tylko odznaczenie – to żywy symbol polskiej historii, uosabiający odwagę, bohaterstwo i niezłomność wobec przeciwności. Jego dzieje, pełne wzlotów, trudnych momentów i długich przerw w nadawaniu, pokazują, jak silnie splata się on z losami państwa polskiego. Od pierwszych kawalerów czasów stanisławowskich, przez bohaterów powstań narodowych, aż po żołnierzy walczących w wielkich konfliktach XX wieku, order ten pozostaje najwyższym wyrazem uznania dla tych, którzy ryzykowali własne życie w obronie Ojczyzny. Choć dziś nie jest już przyznawany, pamięć o nim trwa niezmiennie jako część narodowej tożsamości i jeden z najważniejszych symboli polskiej tradycji wojskowej.










