Wywiady
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Gotowi do startu - START! Wyścig po upragnione szczęście nieustannie trwa. Jak  zaczarowani w rytm social mediów usiłujemy stać się szczęśliwcami. O tym, co skłania nas do ciągłej gonitwy za szczęściem, dlaczego przechodzi nam ono koło nosa i na inne nurtujące pytania odpowiada Alina Ziaja, psycholog, prawnik oraz pedagog w ZSG – w rozmowie z Pauliną Grys.

Hygge w Danii, Sisu w Finlandii, Lagom w Szwecji, Hakuna Matata w Kenii, jakoś to będzie w Polsce itd. Wiele określeń na jeden stan, którego większość z nas mocno pragnie. Ten stan to szczęście. Dlaczego jesteśmy zafiksowani na jego punkcie?

Od zarania dziejów ludzie dążyli do tego, żeby być szczęśliwymi. Znajdowali się też tacy, którzy zastanawiali się czym jest szczęście, jak je osiągnąć, co nam daje, a także co powoduje, że postrzegamy siebie i świat otaczający wokół nas pozytywnie. Pojęcie szczęścia jest dosyć subiektywnym pojęciem. Trudno je ująć w ramy badawcze. Choć takich przykładów w historii filozofii, psychologii czy w ogóle nauk społecznych było bardzo wiele. Dla Platona szczęście to dobroć, sprawiedliwość, dla Sokratesa - wiedza, dla Arystotelesa - życie zgodne z zasadami i w cnocie, dla Epikura to radość życia, dla stoików to wewnętrzny spokój, dla chrześcijan to szukanie Boga. Zatem wymiarów szczęścia jest pewnie tyle ile osób żyjących na tym świecie.

Skąd w ogóle w nas przekonanie, że szczęście nam się należy, że mamy do niego prawo?

To przekonanie jest pierwotne, jest nam dane. Człowiek od początku słyszy oraz wie, że urodził się po to aby być szczęśliwym. Wie to najpierw od osób najbliższych. Potem od tych, którzy go otaczają i następnie sam konstruuje pewne schematy poznawcze obserwując i porównując siebie do innych. W skutek czego dochodzi do wniosku, że jego życie ma sens wtedy kiedy odczuwa szczęście, albo chociażby jego namiastkę. To jest jakby dane człowiekowi od początku, jeśli tego brakuje, to życie zaczyna boleć.

Julian Tuwim -jeden z najpopularniejszych polskich poetów dwudziestolecia międzywojennego żartował sobie w ten sposób: „Rzuć szczęściarza do wody, a wypłynie z rybą w zębach”. To znaczy, że szczęście mamy w genach?

Nie wiem czy szczęście mamy w genach. Aczkolwiek ten cytat oddaje pewną psychologiczną idee szczęścia stworzoną przez niemieckiego filozofa Roberta Spaemanna – szczęście to pozytywne życie, to doświadczanie rzeczy dobrych i złych, to umiejętność przeżywania sukcesów i porażek, to umiejętność nadawania sensu tego, co człowiek w danej chwili robi, nawet jeśli nie wydaje mu się to w tym momencie najlepsze. Te słowa, które Pani przytoczyła doskonale oddają schemat poznawczy, myślowy i tak naprawdę postawę życiową człowieka szczęśliwego - w każdej sytuacji potrafi odnaleźć coś, jakiś element, pierwiastek, który nadaje sens jego istnieniu.

Zatem szczęście to wartość, której stale poszukujemy. Jednak czy powinniśmy?

To jeden z mitów na temat szczęścia, że szczęście jest w przyszłości. Że mamy do niego dążyć i go poszukiwać. Wydaję mi się, że ten stereotyp utrudnia wielu ludziom przeżywanie szczęścia na co dzień i koncentrowania się na tym, że trzeba je dopiero znaleźć. W moim przekonaniu szczęście trzeba przeżywać tu i teraz, bo nigdy nie wiemy czy jutro jest nam dane.

W takim razie czy szczęścia można się nauczyć?

 Pewnie w jakimś stopniu tak. Jeśli zwrócimy uwagę na kilka komponentów szczęścia a mianowicie, że jest to pewien stan, który my przeżywamy w sobie, że są to emocje pozytywne towarzyszące temu, co robimy – czyli to my nazywamy i oceniamy te emocje. To w pewnym sensie możemy nauczyć się przeżywania szczęścia na swój charakterystyczny dla siebie sposób. Tak więc od nas zależy wartościowanie sytuacji, które przeżywamy. Jeśli będziemy skłonni wartościować je częściej jako negatywne lub ambiwalentne to przeżywanie szczęścia będzie się zdarzać rzadziej. Jeżeli każdemu naszemu działaniu nadamy jakiś sens i wartość dodatnią to będzie to przesłanka do tego, żeby czuć się bardziej szczęśliwym, spełnionym.

Czyli najpierw trzeba zawrzeć porozumienie ze sobą.

Dokładnie. Najpierw trzeba umówić się ze sobą. Ustalić, co dla mnie jest ważne,  a co niekoniecznie. Zastanowić się  na co zwracam większą uwagę, a co jakby zostaje w cieniu tego, co dzieje się w moim życiu.  Jeśli potrafię w taki sposób wartościować, to stwarzam sobie większą szansę, żeby czuć się szczęśliwym. Aczkolwiek jest to tylko pewien element całego procesu przeżywania szczęścia.

W dobie Instagrama, Facebook’a itp. social media’ów straciliśmy - chyba, zdolność uwagi do tego, co nas naprawdę uszczęśliwia. Zwykle dążymy właśnie do szczęścia tego wykreowanego przez media społecznościowe, do nie naszego szczęścia. Dlaczego tak się dzieje?

Wydaję mi się, że człowiek nie stracił poczucia szczęścia. Mam wrażenie, że  jego dążenie i potrzeba jest wciąż taka sama jak wtedy kiedy nie było mediów społecznościowych i wszystkich możliwych form ekspresji tego szczęścia. Czasami trochę na wyrost. Ta potrzeba jest niemal pierwotna. Media społecznościowe, formy komunikacji i nawiązywania relacji interpersonalnych zmieniły się przez daleko idącą technikę, ale jednocześnie stworzyły pewną pułapkę dla tych, którym może do tej pory trudno było to szczęście znaleźć w życiu realnym. Mam na myśli, że stworzyły taką pułapkę, która powoduje, że karmią się namiastkami tego szczęścia, czyli ilością „lajków”,  zainteresowań osób, których kompletnie nie znają. Tak naprawdę w relacji z drugim człowiekiem element szczęścia realizuje się w prawdziwej, osobowej relacji nie za pomocą ekranu. Natomiast ta potrzeba jest ogromna, gdyż  postęp cywilizacyjny skąd inąd bardzo pozytywny, ma także swoje ciemne strony. Właśnie te ciemne strony m.in. dotykają relacji międzyludzkich. Tego, że one uległy rozluźnieniu,  że one są na odległość, że one są często bardzo sztuczne, bardzo płytkie, to jednak człowiekowi nie daje poczucia pełni szczęścia. Stąd też niektórzy, tak jak powiedziałam, zaspokajają się tymi namiastkami. Natomiast warto, byłoby sobie zadać pytanie czy to naprawdę jest to, o co mi chodzi. Tymczasem jest też jeden ze stereotypów dotyczących szczęścia, że można je sobie po prostu kupić za pieniądze, za „lajki”, za zdjęcia. Jeżeli ktoś bardzo mocno tego szczęścia potrzebuje, poszukuje a nie zna innej drogi, to na ten moment czasami wystarcza mu tylko ta.

Wspomniała Pani o relacjach, że stale pragniemy coś przeżywać, chcemy być ciągle napompowani endorfinami. Zatem przyjmując taki kierunek działania to nie jest pogoń za szczęściem, a ucieczka przed samotnością. Jak Pani uważa?

Może tak być. Szczęście to przede wszystkim zgoda na samego siebie.  Dużo ludzi ma z tym problem. Zgoda na samego siebie, to umiejętność zaakceptowania tego, co we mnie dobre, co mi się podoba, ale też  przyjęcia tego, co mniej mi się podoba. Jak słusznie Pani zauważyła w sytuacjach kiedy nie akceptujemy czegoś w sobie pierwszym odruchem człowieka jest ucieczka od tego. Ucieczka w różne możliwe kierunki, po to właśnie, żeby przygłuszyć w sobie tę chęć, przytłumić w sobie motywację do zmiany. Jest ona bardzo trudna, wymaga wielkiego wysiłku, wielkiej pracy woli, umysłu, uczuć. Większość ludzi boi się tych zmian. Boi się po prostu, że nie podoła temu wysiłkowi. Stąd mechanizm obronny ucieczki jest bardzo mocno zakodowany w każdym z nas. Tak jak powiedziałam uciekać możemy od siebie, uciekać możemy w sztuczną relację, po to żeby przez chwilę poczuć się szczęśliwym. Jednak szczęście nie ma atrybutu chwili. Szczęście to stan, który trwa. Na chwilę możemy być zadowoleni, euforyczni. To fakt, że używa się takiego skrótu myślowego - jestem szczęśliwy/a dzisiaj, teraz, w tym momencie, bo kupiłam coś lub spotkałam kogoś. Jednak to jest tylko chwila.  Aby powiedzieć, że ma się poczucie szczęścia to trzeba, by to rozciągnąć na całe swoje życie. Dokonać  właśnie takiej zgody na siebie.

„Jest tylko jedna droga do szczęścia – przestać się martwić rzeczami, na które nie masz wpływu” tę myśli głosił Epiktet ( filozof rzymski, kontynuator stoicyzm). Inny filozof rzymski, poeta, pisarz Seneka Młodszy z kolei podkreślał, że tylko cnota daje szczęście. Mało tego, naukowcy z Harvardu na pytanie „Co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi?” poświęcili 75 lat badań. Wynik, przedstawił kierownik projektu Robert Waldinger, który wygląda następująco: „ Dobre relacje z innymi ludźmi sprawiają, że jesteśmy zdrowi i szczęśliwi. Kropka.”  Proste. Ale?

Rzeczy proste i mądre są najtrudniejsze do wcielenia w życie. Rzeczywiście przyjęcie takiej maksymy, aby nie martwić się tym na co nie mamy wpływu jest bardzo ważne w życiu człowieka. Poprzedziłabym, to jeszcze wcześniejszym stwierdzeniem, czyli rozróżnieniem na co mam wpływ, a na co nie - określeniem tego. Jeżeli mam na coś wpływ i mogę to zmienić, poprawić dla siebie czy też dla innych, to staram się to robić. Z kolei jeśli stwierdzam , że pewna sytuacja, która mnie dotyczy nie podlega żadnemu wpływowi z mojej strony, to rzeczywiście zaakceptowanie tego ułatwia nam funkcjonowanie. Każdy pewnie ma swój pomysł na szczęście. Trudno jest nam to wszystko osiągnąć, bo człowiek jest istotą bardzo skomplikowaną. W wielu swoich sytuacjach życiowych, kiedy dokonujemy pewnego bilansu życiowego (a tak dzieje się w naszych etapach rozwojowych w ciągu całego życia) to zazwyczaj  zawsze zostaje coś takiego z czego nie jest się zadowolonym. Mało tego, większość ludzi ma tendencje do koncentrowania się na tych sprawach właśnie negatywnych. Oceniając siebie jesteśmy dosyć krytyczni, oceniając innych jesteśmy bardzo krytyczni. Koncentrujemy się właśnie na tych punktach, które nam lub innym się nie udają. Być może na tym polega też tragizm życia ludzkiego, że to jest taka trudność w znalezieniu codzienności w zmaganiu się z rzeczami prostymi, zwykłymi. Trudność znalezienia jakieś radości i satysfakcji. Jednak gdy człowiek dochodzi do swojej mety to zazwyczaj cieszy się z tych drobnych spraw, które udało mu się zrealizować. Być szczęśliwym to nie znaczy robić rzeczy wielkie.

Ludzie przychodzą do Pani po receptę na szczęście?

Nie miałam takiej sytuacji, żeby ktoś przyszedł bezpośrednio po receptę na szczęście. Natomiast mam mnóstwo przypadków kiedy ktoś przychodzi po receptę jak zaradzić nieszczęściu. To wynika właśnie z silnej koncentracji na negatywnych stronach codzienności. Jednakże w trakcie bardzo licznych moich  rozmów  z młodymi ludźmi często dochodzimy do tego, że nieszczęście, które człowiekowi się w danym momencie przytrafia lub to zdarzenie, które człowiek spostrzega jako nieszczęśliwe, jest drobnym krokiem do tego, żeby się poczuć szczęśliwym. Tak się dzieje bardzo często. Z każdej trudnej sytuacji można wyciągnąć taką część swojego „ja”, która spowoduje, że poczujemy się lepiej. Bądź kiedy tę sytuację załatwimy lub  trudną relację uzdrowimy. daje nam to poczucie siły. Dlatego też  trudne rozmowy o bolesnych sytuacjach życiowych kończą się i sprowadzają często do tego punktu w którym zaczynamy wychodzić w kierunku szczęścia. To jest bardzo pozytywne w mojej pracy. Chyba to właśnie najbardziej lubię. Choć przyznaję, że start zazwyczaj dotyczy emocji negatywnych.

A czym dla Pani jest szczęście?

Nie jest to łatwe pytanie. Ale ze względu na swoje doświadczenie życiowe i ilość bilansów, które już w swoim życiu dokonałam mogę powiedzieć, że dla mnie szczęście jest każdym dniem.  Kiedy mogę rano otworzyć drzwi i tak jak kiedyś śpiewała Edyta Geppert powiedzieć, tylko do siebie - Kocham Cię  Życie. Ze wszystkim, co w dzisiejszym dniu mi przyniesiesz.

 

Zdjęcie: usplash.com

 

pertutti bhelios bmediatory brzeszow stolica bspotkania z podrozami brzeszow b