logo wsiiz main

POLECAMY

Wywiady
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Rok temu nasze życie wywróciło się do góry nogami. Panika, strach, niepewność towarzyszyły każdemu z nas przez długi czas. Musieliśmy nauczyć się funkcjonować w zupełnie nowym świecie. "Spotkania" ze znajomymi przez Messengera, praca na Zoomie, wykłady na Blackboardzie. W ciągu kilku dni powiedziano nam, że mamy żyć całkowicie inaczej. Czy udało nam się? Jak do tego podeszliśmy? Jak na to wszystko patrzą wykładowcy, a jak studenci? Swoimi przemyśleniami podzieliła się z nami mgr Anna Kapinos, asystentka w Katedrze Nauk Społecznych, oraz studentki WSIiZ.

Mgr Anna Kapinos: Po wybuchu pandemii jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że nie potrzebuję tylu rzeczy, które posiadam.

mgrannakapinos

Rok temu zapewne przygotowywałam się do nowego semestru, który właśnie się rozpoczął. Zrealizowałam kilka zajęć w sposób tradycyjny i tak jak inni, nie sądziłam, że nasze życie zmieni się nie na tydzień, ale aż na rok. Początkowo pracowałam głównie zdalnie, jednak od jakiegoś czasu pracuję stacjonarnie, więc moja praca organizacyjna nie różni się wiele od tego, co było przed wybuchem pandemii. Oczywiście musieliśmy wprowadzić nowe działania, np. prowadzę rozmowy rekrutacyjne w wersji online. Największą zmianą było jednak przejście na nauczanie zdalne. Początkowo miałam obawy, czy sobie poradzę, dla każdego z nas było to coś nowego. Po czasie myślę, że zdałam ten egzamin i potrafiłam dostosować sposób prowadzenia i treści do tej formy zajęć.

To, co dostrzegam, to fakt, że pandemia przyspieszyła wprowadzanie pracy zdalnej w wielu organizacjach, co jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ pracownicy cenią sobie tę formę pracy.

W kwestii nauczania – dostrzegam plusy tego rozwiązania, jednak są też minusy. Samo prowadzenie zajęć w wersji online nie jest czymś, co sprawia mi problem. Nie czuję się jednak komfortowo w sytuacji, w której muszę pilnować studentów podczas zaliczenia. Nauczanie zdalne przyniosło prowadzącym nowe pytania, problemy, z którymi musimy się mierzyć, np. jak zareagować w sytuacji, w której student ma mieć zaliczenie, a twierdzi, że nie może zalogować się do systemu. Jednak dużą zaletą tej formy pracy jest oszczędność czasu, a także komfort pracy. Szczególnie, gdy mamy dużo zajęć do poprowadzenia w jednym dniu. Mimo wszystko przyjemniej jest, gdy możemy to zrobić z wygodnego fotela w domu. 

Jeśli chodzi o to, jak widzę przyszłość po pandemii, to tak jak mówiłam - pracownicy cenią sobie komfort pracy zdalnej lub hybrydowej. Badania pokazują, że niekoniecznie chcą oni wracać do czysto tradycyjnej formy pracy. Pracodawcy chcąc zadbać o ich zadowolenie, powinni uwzględnić ten aspekt w swoich firmach. Powinni zwrócić też uwagę na jedną rzecz, co szczególnie jest widoczne na rynku IT, a mianowicie pandemia pokazała, że nie konkurują już z dużymi firmami np. w Krakowie czy Warszawie, ale globalnie. Pod względem czynnika ludzkiego, myślę, że pandemia pozostanie z nami jeszcze przez jakiś czas, nawet po ustaniu obostrzeń.

Obecnie obserwujemy nasilenie spadku nastroju, objawów depresji, traumy po stracie bliskich osób. To nie zniknie ot tak, razem z otwarciem kin czy hoteli lub ściągnięciem maseczek. W wielu przypadkach potrzebna będzie specjalistyczna pomoc ze strony psychologa, psychoterapeuty czy też psychiatry.

Po wybuchu pandemii jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że nie potrzebuję tylu rzeczy, które posiadam. Ostatnio zastanawiałam się nad tym, jaki przedmiot uratowałabym, gdyby mój dom się palił? Stwierdziłam, że nie ma takiej rzeczy materialnej. Ewentualnie zabrałabym torebkę z dokumentami, aby później nie tracić czasu na ponowne ich wyrabianie.  

Najbardziej tęsknię za koncertami, Festiwalem Muzyki Filmowej w Krakowie, teatrami muzycznymi. Rok 2020 chciałam poświęcić na odwiedzenie teatrów muzycznych w Polsce. Życie to zweryfikowało. Co prawda uczestniczyłam w wielu koncertach online, jednak to nie jest to samo. Męskie granie przed telewizorem to nie Męskie granie.

 

Antonina Maj, studentka psychologii w zarządzaniu: Większość osób uważa studia za okres najpiękniejszych wspomnień. Ja studia będę wspominać jako czas, w którym korzystałam z komputera najwięcej w całym moim życiu.

Marzec 2020 wspominam jako jedną wielką niewiadomą. Na początku zastanawialiśmy się, czy uczelnie w ogóle zostaną zamknięte. Gdy okazało się, że tak będzie, próbowaliśmy zgadnąć, na jak długo. Na każdym kroku towarzyszyły mi pytania Co będzie dalej? Co jeśli ktoś z moich bliskich zachoruje? Dostrzegam duży kontrast pomiędzy tym, co było wtedy a tym, co ma miejsce teraz. Chociażby chodzenie w maseczkach – dawniej wydawało się to dziwne, a teraz czuję się dziwnie właśnie wtedy, kiedy ktoś jej nie nosi. W lutym tego roku miałam okazję po raz pierwszy od dawna zjeść posiłek w restauracji. Czułam się nieswojo – tak jakbym robiła to pierwszy raz w życiu. Tym bardziej, że według mnie restrykcje związane z pandemią pozostaną z nami na długo. Może w lżejszej formie, ale jednak. Szkoda, bo bardzo brakuje mi spotkań ze znajomymi ze studiów, wyjść do kina, restauracji czy na koncerty... Większość osób, które skończyły studia opowiadają, że był to najpiękniejszy czas w ich życiu. Mówią o niezapomnianych chwilach i nawiązanych przyjaźniach. Ja studia będę wspominać jako czas, w którym korzystałam z komputera najwięcej w całym moim życiu, a "spotkania" ze znajomymi odbywały się w wirtualnym świecie. Stąd właśnie najważniejszy wniosek, jaki wyciągnęłam podczas ostatniego roku – nie warto odkładać wszystkiego na później, bo to "później" może nigdy nie nastąpić.

Diana Studitova, studentka grafiki komputerowej: Dzięki temu, że większość firm zmieniło tryb pracy na zdalny, udało mi się znaleźć pracę w Warszawie.

Rok 2020 miał być intensywnym okresem - planowałam wybrać się na Juwenalia, Kulturalia, różne koncerty i wydarzenia, robić fotorelacje, podróżować... Mimo wszystko bardzo dobrze odnajduję się w obecnej rzeczywistości. Sporo rzeczy możemy teraz załatwić nie wychodząc z domu. Dzięki temu, że większość firm zmieniło tryb pracy na zdalny, udało mi się znaleźć pracę w Warszawie. Czasami brakuje mi wyjścia na miasto do jakiejś kawiarni, ale zawsze można wyjść na spacer i wziąć kawę oraz przekąski na wynos. Bardzo szybko zaczęły się rozwijać usługi dostarczania jedzenia, zakupów, przesyłek prosto do domów. Podoba mi się trzymanie dystansu, czuję się bardziej komfortowo w kolejkach. Nie mam żadnych głębszych refleksji związanych z ostatnim rokiem – nie miałam wpływu na wybuch pandemii koronawirusa, więc przyjęłam to do świadomości i po prostu dostosowałam się do nowych zasad. Jest kilka rzeczy, których mi brakuje - spędzanie czasu ze znajomymi na uczelni, głośne koncerty na Bulwarach nad Wisłokiem, podróże. Najbardziej brakuje mi mojej rodziny – po raz ostatni odwiedziłam ich w święta w 2019 roku. Przez zamknięcie granic, kwarantannę po powrocie, drogie testy na koronawirusa i problemy z transportem wyjazd do kraju, który nie należy do UE, jest bardzo problematyczny.

Dominika Sęk, studentka psychologii w zarządzaniu: Nie da się odrobić straconego czasu spędzonego w domu przed laptopem.

Moje życie rok temu opisałabym w skrócie jako jedną wielką panikę. Doskonale pamiętam ostatni dzień na uczelni – w trakcie zajęć dowiedzieliśmy się, że uczelnie zostają zamknięte, mamy wracać do domu i nie wychodzić na ulice. Byłam przerażona, nawet teraz, gdy o tym myślę, towarzyszą mi podobne, bardzo nieprzyjemne, uczucia. Dzisiaj mogę powiedzieć, że przyzwyczaiłam się do nowej rzeczywistości, jednak ciągle czekam, aż ten smutny czas minie. Chciałabym odzyskać dawne życie. Jedynym plusem jest to, że udało mi się "zasmakować" odrobiny tego studenckiego życia - pierwsza wyprowadzka i życie na własnym utrzymaniu, stawianie pierwszych kroków w dorosłość, pierwsze wykłady, pierwsza sesja... Poznałam wiele osób, które bardzo polubiłam, ale niestety te kontakty zanikają. Do tej pory czuję smutek związany z tym, że to wszystko przepadło. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie da się odrobić straconego czasu spędzonego w domu przed laptopem.

Dominika Czyż, studentka filologii angielskiej: Marzyłam o tym, że gdy pójdę na studia to wyjdę ze swojej bańki, którą tworzyłam wokół siebie przez całe życie.

Rok temu było dosyć zwyczajnie. Spotykałam się ze znajomymi, byłam na imprezie ostatkowej, wychodziłam do kina, studiowałam i starałam się żyć normalnie. Mimo wszystko robiłam coś więcej niż tylko nauka i czytanie książek lub oglądanie seriali, co obecnie wypełnia całe moje dnie. Marzyłam o tym, że gdy pójdę na studia to poznam nowych ludzi, zapiszę się do ciekawych klubów, po prostu wyjdę ze swojej bańki, którą tworzyłam wokół siebie przez całe życie. A w rzeczywistości wygląda to tak, że ciągle siedzę w czterech ścianach. Mam jednak nadzieję, że jak pandemia się skończy, to nasze życie trochę się zmieni. Chciałabym, żeby ludzie zmienili swoje podejście do ekologii i relacji międzyludzkich. Wydaje mi się, że może być podobnie jak w 1920 r. - "szalone lata dwudzieste". Po pandemii hiszpanki ludzie zaczęli spotykać się częściej niż wcześniej, dużo imprezowali, byli po prostu spragnieni tych kontaktów. Teraz może być podobnie. Nawet ja, jako typowa introwertyczka, zaczęłam tęsknić do ludzi i budzi się we mnie ekstrawertyk (śmiech). Wnioski, do jakich doszłam w trakcie ostatniego roku, to między innymi to, że niczego nie należy brać za pewnik. Moje plany mogą zostać bardzo szybko i łatwo zniszczone. Zrozumiałam też, że nasze państwo nie potrafi zapewnić nam dobrej opieki i ochrony. Ostatnie miesiące utwierdziły mnie w przekonaniu, że jednak nie chcę zostać w Polsce. Za czym tęsknię najbardziej? Za spotkaniami w dużym gronie, za możliwością pójścia do kina, za zajęciami na uczelni, za wyjściami do restauracji. Tęsknię za tym jak na przerwach między zajęciami chodziłyśmy z koleżankami do stołówki i jadłyśmy nasze ukochane pieczone ziemniaczki. Tęsknię za prostymi rzeczami, które nam zabrano. I mam nadzieję, że jak najszybciej wrócimy do normalności.

Patrycja Weremiuk, studentka psychologii w zarządzaniu: Dzięki nauce zdalnej mogę częściej widywać się z rodziną.

Na samym początku zeszłego marca założenie było takie, że mamy zostać w domu na dwa tygodnie, żeby sytuacja się uspokoiła. Pamiętam moje przerażenie oraz troskę o bliskich i to, jak od teraz będzie wyglądać nasza codzienność. Pierwsze trzy miesiące były dla mnie bardzo ciężkie - bałam się wyjść z domu, nie mogłam chodzić do pracy, kontakty były ograniczone. W czerwcu, gdy wróciłam do pracy i restrykcje trochę zelżały, czułam się o wiele lepiej. Obecnie moje życie w miarę wróciło już do normalności - chodzę do pracy, spotykam się ze znajomymi. Przyzwyczaiłam się już do nowej rzeczywistości. Wiem, że jako zwykli ludzie niewiele możemy z tym zrobić. Ta sytuacja ma oczywiście swoje plusy i minusy. Jedną z największych zalet, jakie dostrzegam jest to, że sporo osób przeszło na naukę i pracę zdalną. Dzięki temu mogę częściej widywać się z rodziną. Przed pandemią dom rodzinny odwiedzałam jedynie w weekendy, i to nie wszystkie, bo po prostu nie miałam czasu. Teraz zabieram laptopa i mogę uczestniczyć w wykładach, będąc z bliskimi. Ten rok skłonił mnie do wielu refleksji, a jedną z nich jest to, że wszystko jest ulotne i nie można być pewnym niczego. Patrzę teraz całkiem inaczej na świat. Mimo że tęsknię za wyjazdami, wyjściami do kina czy restauracji, to o wiele bardziej doceniam to, co mam.

PerTutti - Logo
Helios - Logo
Mediatory - Logo
Miasto Rzeszów - Logo
Spotkania z podróżami - Logo
Rzeszów - Herb